Kamil Pisze #5 Poznajcie moją drugą, największą miłość – dzieła Tolkiena

gollum

Kamil Pisze Kamil Czyta Książki Tolkien Władca Pierścieni Kolekcja Recenzja  Figurki Gollum Książki Film MuzykaWiększość z Was zapewne wie, że jestem wielkim fanem twórczości Mistrza – Johna Ronalda Reuela Tolkiena. Do tej pory zrecenzowałem jedną jego książkę, i to nie oryginalne dzieło, a zebrane szkice i rysunki do pierwszego wydania Hobbita wraz z komentarzami autorów. Wielokrotnie podkreślam, że książki Tolkiena są jedynymi jakim mogę z czystym sumieniem wystawić najlepszą ocenę. Od nich zaczęła się moja prawdziwa przygoda z czytaniem, zakochałem się w książkach i ich świecie. Było to dokładnie 10 lat temu, kiedy pierwszy raz zobaczyłem w TV ekranizacje pierwszej części przygód Drużyny. Od tamtej pory, po dziś dzień jestem wiernym fanem, miłośnikiem i prawdziwym zapaleńcem wszystkiego co związane z prozą Mistrza. Chcę żebyście poznali mnie od tej innej strony, bardziej maniakalnej, i zrozumieli, że moja pasja to nie chłopięce marzenia i przechwałki, a prawdziwe hobby, które będzie mi towarzyszyć przez całe życie. Jestem z tego dumny, a na uwagę zasługuję fakt, że Luba sama powoli daje się wciągnąć w ten świat, z czego okropnie się cieszę.
 Zapraszam do mojego świata!

Kiedy nie mieszkałem w Krakowie, wszystko leżało w rodzinnym mieście, zdobiąc półki. Idąc na studia zabrałem kilka książek ze sobą, nie zapominając o najważniejszych gadżetach. Teraz, moją kolekcję można podzielić na dwie części – domową i mieszkalną. Na tę pierwszą składają się książki, audiobooki, figurki i zeszyty z pismami elfów i krasnoludów. Te ostatnie nie są pięknie wykaligrafowane ani pisane zdobnym pismem – to po prostu zapisane kartki, gdy się uczyłem i ćwiczyłem poszczególne pisma. Nie będę Was zanudzał opowieściami kiedy co kupiłem, zrobiłem, ile wydałem, skąd to mam. Większość pochodzi z czasów kiedy miałem lat -naście i miałem kupę pieniędzy – teraz aby dokonać zakupu nowej książki Mistrza muszę chwilę pooszczędzać ;P Pierw pokażę Wam kolekcję domową (wybaczcie za jakość zdjęć :D):
Kamil Pisze Kamil Czyta Książki Tolkien Władca Pierścieni Kolekcja Recenzja  Figurki Gollum Książki Film Muzyka

Prosta, zwykła ramka, kupiona  w pierwszym lepszym sklepie za małe pieniądze. Za szybką jedno z ważniejszych zdań w Sześcioksiągu napisane runami Cirith – do tej pory nie wiem, czy moja translacja znaków na litery polskie jest poprawna, ale z góry zakładam, że jest – To my decydujemy jak wykorzystać czas, który nam dano. Słowa wypowiedziane przez pewnego wędrowca, w pewnej kopalni ;)

Kamil Pisze Kamil Czyta Książki Tolkien Władca Pierścieni Kolekcja Recenzja  Figurki Gollum Książki Film Muzyka

Od lewej: trzy części audiobooka Władcy Pierścieni, swego czasu były wydawane wraz z Focusem. Następnie wszystkie starsze (moim zdaniem o niebo lepsze od dzisiejszych) wydania książek: Hobbita, Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa, Dzieci Hurina, Silmarillion, Niedokończone Opowieści, Drużyna Pierścienia, Hobbit – komiks, Potwory i Krytycy, Listy, Legenda o Sigurdzie i Gudrun. Ostatnie miejsce zajmuję płyta z muzyką z filmowej trylogii, grana na żywo pod batutą kompozytora całej ścieżki dźwiękowej – film do obejrzenia w internetach :)

Kamil Pisze Kamil Czyta Książki Tolkien Władca Pierścieni Kolekcja Recenzja  Figurki Gollum Książki Film Muzyka

Kamil Pisze Kamil Czyta Książki Tolkien Władca Pierścieni Kolekcja Recenzja  Figurki Gollum Książki Film Muzyka
Jedną z półek w moim pokoju zajmuje cała rzesza małych stworków i ludzików. Swojego czasu znalazłem grę bitewną opartą na świecie Śródziemia, którą po prostu się zafascynowałem do tego stopnia, że od razu chciałem ją mieć. Efektem mojego szaleństwa jest taka oto pokaźna kolekcja figurek. Jest tam około 80 goblinów z Morii, troll jaskiniowy, Balrog (do tej pory nie skończyłem go malować), cała Drużyna w ciuszkach z Morii, rycerze z Dol Amroth (ktoś wie co to za kraina?) i sześciu konnych Rohirrimów. Dodajemy do tego drzwi, kolumny, grób, szkielety, skrzynie i drewniane kładki. Z figurkami jest tak, że kupujesz plastikowe lub metalowe i sam musisz je obrobić i wymalować. Piłujesz wszystkie nierówności i wystające, zbędne elementy, malujesz wszystko na czarno i dopiero wtedy możesz wziąć się za właściwe malowanie. Jaki wniosek? Musisz mieć kilkanaście różnych farbek, pędzli, posypek na podstawki i oczywiście jakiś klej. Jak w to grać zapytacie? Ano, każdą figurką można chodzić, strzelać i walczyć. Jak? Po szczegóły pisz na maila :) Z kolekcji jestem niezmiernie dumny, zwłaszcza, że jest moim dziełem, sam je pomalowałem (całkiem nie brzydko) i ustawiłem w takiej formie. Każde malowanie sprawiało mi mega dużo frajdy, teraz nie mam tyle czasu by zasiadać i malować, ale obiecałem sobie, że do tego na pewno wrócę. Balrog robi największe wrażenie i nie ma się co dziwić – bydle jakich mało. Do tej pory nie wiem ile pieniędzy na to wydałem, nie pytajcie, proszę :D

Kamil Pisze Kamil Czyta Książki Tolkien Władca Pierścieni Kolekcja Recenzja  Figurki Gollum Książki Film MuzykaKamil Pisze Kamil Czyta Książki Tolkien Władca Pierścieni Kolekcja Recenzja  Figurki Gollum Książki Film Muzyka

Tak wygląda to w moim domu. A jak na mieszkaniu? Ciut mniej miejsca, ale jakoś poupychałem tak, by wszystko ładnie się prezentowało :)
Kamil Pisze Kamil Czyta Książki Tolkien Władca Pierścieni Kolekcja Recenzja  Figurki Gollum Książki Film MuzykaKamil Pisze Kamil Czyta Książki Tolkien Władca Pierścieni Kolekcja Recenzja  Figurki Gollum Książki Film Muzyka

 Na biurku dumnie sobie stoi takie coś? Ktoś rozpoznaje? Bardzo dobrze! Najpotężniejsze miasto w Śródziemiu, siedmiopoziomowa twierdza nie do zdobycia. Pełna historii i bólu, cierpienia, ale radości i łez szczęścia. Wszystko odwzorowane z najmniejszymi szczegółami, a w środku wyłożone eleganckim futerałem, o którym za chwilę. Skąd to mam zapytacie? Kilka lat temu w empiku zobaczyłem piękne wydanie trzeciej części filmowej trylogii wraz z muzyką na żywo i repliką Minas Thirith. Tak, płytka z muzyką leżakuje sobie w domu, tymczasem miasto towarzyszy mi w moich przeprowadzkach. W tym przypadku, jak i w poprzednich nie zastanawiałem się długo i wydanie nabyłem. A tak prezentuję się film:

Kamil Pisze Kamil Czyta Książki Tolkien Władca Pierścieni Kolekcja Recenzja  Figurki Gollum Książki Film Muzyka

Kamil Pisze Kamil Czyta Książki Tolkien Władca Pierścieni Kolekcja Recenzja  Figurki Gollum Książki Film Muzyka

Wydany w ładnym, niebieskim opakowaniu, przypominającym stare oprawy średniowiecznych ksiąg. Wraz z filmem w wersji reżyserskiej mamy tutaj mnóstwo materiałów z planu filmowego. Mamy całą, kompletną opowieść o tworzeniu części numer trzy, wraz z komentarzami aktorów, producentów, reżyserów i scenarzystów. Dowiadujemy się jak powstawały poszczególne sceny, muzyka, piosenki, stroje, maski, zbroje, oręż. Wiecie, że Minas Thirith było naprawdę zbudowane? Trzy, wysokie poziomy przez kilkanaście dni żyły, było to prawdziwe miasto, w którym zamieszkać chciałby nie jeden z nas :D

Kamil Pisze Kamil Czyta Książki Tolkien Władca Pierścieni Kolekcja Recenzja  Figurki Gollum Książki Film Muzyka
Wracając do mojej, skromnej repliki miasta. W nocy, w ukryciu przed Gollumem trzymam tam jego największy Sssskaarb! Na co dzień noszę go na szyi, tak by nigdzie mi nie uciekł – każdy wie, jak zdradziecki potrafi być! Mam nadzieję, że Sauron mnie nie znajdzie..
Kamil Pisze Kamil Czyta Książki Tolkien Władca Pierścieni Kolekcja Recenzja  Figurki Gollum Książki Film Muzyka

Kamil Pisze Kamil Czyta Książki Tolkien Władca Pierścieni Kolekcja Recenzja  Figurki Gollum Książki Film Muzyka
No i dotarliśmy do książkowej mety. Od góry: Upadek króla Artura, Zagadki Tolkienowskie (ktoś chce jakąś? ;D), Klucz do Tolkiena (baaardzo pomocne kompendium, opisujące każdy dzień przygód bohaterów Władcy), Dwie Wieże, Powrót Króla i Atlas Śródziemia (coś dla fanów geografii i turystyki). No i oczywiście książka, która jest chyba najładniejsza z tych wszystkich, czyli Hobbit w malarstwie i grafice, której recenzję możecie przeczytać o  TUTAJ. Nie jest to kompletna kolekcja – Amber nigdy nie wznowiło wydania książki, którą pragnę od baardzo dawna Księgi Zaginionych Opowieści, a która jest dzisiaj na rynku istnym białym krukiem. Nigdy nie kupiłem żadnej biografii mojego ulubionego autora, wystarczy mi to co znalazłem w internetach, swoją wiedzę opieram na opowieściach jego syna Christophera i notkach w książkach poświęconych twórczości Mistrza, a nie jego biografii. Mam nadzieję, że kolejne książki będą regularnie wydawane, ubolewam nad History of Middle-Earth, dwunastotomowego zbioru traktujący sami wiecie o czym, który w całości nigdy nie został wydany w naszym kraju. Mam nadzieję, że doczekam takiego dnia, kiedy na mojej półce będzie stało w równym rzędzie kilkadziesiąt książek o Śródziemiu, hobbitach, elfach, Ainurach, Majarach i ludziach, bo to oni przejęli władzę w Ardzie.

A na koniec..

Kamil Pisze Kamil Czyta Książki Tolkien Władca Pierścieni Kolekcja Recenzja  Figurki Gollum Książki Film Muzyka

Mój prezent dla Lubej, by nosiła ją na szyi, gdy ja zmagam się z ciężarem Pierścienia. Pierwsza osoba, która powie mi co to jest (PEŁNA NAZWA) i do kogo należało, dostanie ode mnie list – list napisany po polsku w tłumaczeniu na runy Cirith. Chyba że będzie więcej chętnych, wtedy się zastanowię :) Może następny wpis będzie o tych pismach? Zobaczymy :)
Poznaliście moją kolekcję, która dzielnie zdobi moje pokoje, jest ze mną od 10 lat i wiem, że będzie mi towarzyszyć przez całe życie. Nie wiem wszystkiego o skomplikowanej historii Śródziemia, nie jestem historycznym ekspertem, nie znam na pamięć wszystkich dat, miejsc czy imion. Cały czas zgłębiam tematykę, bo sprawia mi to megafrajdę. Wiecie czego żałuję? Na polskich uniwersytetach nie ma kierunku tolkienistyka.. Skandal..

Gnioty w fantastyce też się zdarzają czyli..

question-mark-1376773633jUs
Kamil Czyta Książki Anne Bishop Córka Krwawych Opinia Recenzja Gniot Fantasy Idiota Czarne KamienieDwa lub trzy lata temu skusiłem się pewną książkę. Ładna okładka, przykuwająca moje spojrzenie. Chwytliwy opis z tyłu, zapewniający o niesamowitej akcji i niebanalnej fabule, wprost z wymarzonego świata fantasy. Nie zastanawiałem się wiele i zakupiłem ów powieść. Po 70 stronach rzuciłem książkę w kąt, bo takich głupot dawno nie czytałem, czegoś tak niespójnego nie miałem w rękach od dawna. Po jakimś czasie wróciłem do niej, by w imię zasady rozpoczętą książkę należy skończyć, mimo bólu w prawym oku, dobrnąłem do końca. Do tej pory nie wiem o czym ta książka jest, nie wiem jakim cudem ma kilka części, nie mam najmniejszego pojęcia, jak może się podobać innym ludziom, nie umiem Wam opisać wszystkich moich uczuć towarzyszących podczas zgłębiania lektury. Jednak podejmę się wyzwania i napiszę jej recenzję.

Jak już wspomniałem, własnymi słowami nie umiem opisać fabuły książki ani jej fabularnej akcji więc postanowiłem przytoczyć opis wydawcy: W świecie Mrocznego Królestwa, przepełnionego zdradą i korupcją, zasady ustalają Krwawi a rasa czarownic i czarnoksiężników, których moc określają magiczne kamienie…Przed ponad 700 laty, czarownica sabatów Klepsydry, ujrzała spełniającą się starożytną przepowiednię a nadejście najpotężniejszej Królowej w historii Krwawych a żywego mitu, Czarownicy, która posiadać będzie więcej mocy, niż sam Wielki Lord Piekła. Do walki o względy młodej Jaenelle staną trzej odwieczni wrogowie, którzy wiedzą jak wielka moc kryje się za błękitnymi oczami niewinnej dziewczyny. Bezlitosna gra, w której główną bronią są magia, miłość i nienawiść właśnie się rozpoczęła. 
Zapowiada się świetnie, prawda? Jest mrocznie z nutką starego, dobrego fantasy, którego w dzisiejszych czasach nie uświadczymy. Może zacznę od plusów tej powieści, bo pójdzie mi o wiele szybciej. Świat wykreowany przez autorkę jest niebanalny i naprawdę dobrze przemyślany, a co za tym idzie dobrze skonstruowany. Dziękuję za uwagę.
Jeśli mógłbym zadać jedno pytanie autorce, spytałbym ją czy sama wie o co chodzi w jej książce? Czy jest absolutnie pewna, że rozumie wszystkich bohaterów i ich reakcje w danych sytuacjach? Do tej pory jestem bardzo ciekawy jej odpowiedzi, bo tak zagmatwanej fabuły i wielowątkowej akcji nie widziałem w żadnej książce. Ogólnie syf, kiła i mogiła. Świat jest wielki, hasa po nim mnóstwo dziwnych stworów, czarownic, rycerzy, demonów i innych tworów, gdy nagle, nie wiadomo skąd, pojawia się młodziutka główna bohaterka czyli Jaenelle – rozkapryszone dziecko, które wszystko wie najlepiej i gówno ją obchodzi co myślą inni. Ona jest najważniejsza. Mało tego, przez ponad 300 stron czytamy o jej nieprzeciętnej urodzie, wielkiej inteligencji, wyjątkowości, wrażliwości i .. no ku*wa, bleh! Ileż można?! W pewnym momencie wyrósł mi przed oczami obraz bezmózgiej lalki Barbie, która jest plastikowa do szpiku.. plastiku?
Pozostali bohaterowie to idioci. Do bólu przewidywalni, po kilku stronach książki wiemy jacy są, co czują, co myślą, co zrobią w danej sytuacji – głupie maszyny, pozbawione elokwencji i własnej woli. Czujemy, jakbyśmy znali ich kupę czasu, ale nie poprzez ich mądrość, a totalną głupotę i przewidywalność. Autorka prowadzi je przez kartki powieści niczym lalki w teatrze, gdy my znamy na pamięć cały scenariusz. Wszystkich na głowę bije wszechmocny Wielki Lord Piekła Seatan (czyżby synonim szatana?! :O), który w całej tej ferajnie jest najbardziej święta postacią jaką znam. Dziwne? Według autorki chyba nie. 
Nie znajdziesz tutaj, drogi Czytelniku zabójczego zwrotu akcji, niespodziewanych sytuacji – wszystko jest proste jak A4 na trasie Kraków – Katowice. Styl autorki nie powala. Sztuczne, nic nie wnoszące dialogi, humor denny i mulisty niczym Wisła w Krakowie, epickie porównania i metafory umiejscowione gdzieś na dnie tego mułu, a do tego dodajmy jeszcze prosty i ubogi język. Ani to śmieszne ani wybitne. Jak to mówią bida z nyndzą i chlyb z bryndzą. 
To co jest najgłupsze i niesmaczne w tej książce to seks. Książka ocieka seksem. Seks jest wszędzie! Seks, seks, seks. Każdy facet, CO DO JEDNEGO, podnieca się Jaenelle, nawet Daemon, którego do kobiet nie ciągnęło od wieków. Nawet, uwaga! .. koń. Nie, to nie żart, Koń biegał po polach, ujrzał młodą dziewczynkę i się podniecił No litości.. Główna bohaterka ma 12 lat, nie wie co to siusiak, a pożąda ją pół światu. Czy wspominałem, że rządzą niewyżyte czarownice? Nie? Mają swoich niewolników, którzy są im potrzebni tylko i wyłącznie do zaspokojenia seksualnych potrzeb. Najśmieszniejszy jest jeden z bohaterów, który jest tak podniecony (czy to dzień czy noc), że musi swój popęd trzymać na wodzy, inaczej zgwałciłby nawet tego konia. Gwałty? Są. Kazirodztwo? Jest. Związki homoseksualne? Są. Pedofilia? Jest. Seksualne tortury? Są. A właśnie, wiecie jak nazywało się narzędzie do takich tortur? Pierścień posłuszeństwa. Resztę dopowiedzcie sobie sami.
Odradzam. Nie czytajcie tego, omijajcie z daleka, chyba, że chcecie poczytać o podniecającym się koniu, pseudo-pięknej dziewczynce i wszechogarniającym seksie, w różnych, różnistych formach. Bo tak naprawdę o tym jest ta książka, seks wiedzie tu prym, a główny wątek fabularny, który miał naprawdę dobry potencjał, został zmarnowany już na starcie, kiedy zostajemy wrzuceni w wir wydarzeń, których nie idzie zrozumieć nawet po kilkudziesięciu stronach. Może kilkoro z Was wie o czym pisałem, ale chcąc przestrzec innych – jeśli traficie na Córkę Krwawych Anny Bishop, proszę Was, nie kupujcie tego, jest wiele innych lepszych książek, które są o niebo lepsze i tańsze.
P.S. Wiecie, że cykl Czarne Kamienie, który otwiera książka Córka Krwawych ma 9 tomów? 
Wydawnictwo
INITIUM

Data wydania
3 października 2008

Liczba stron
366

Ocena
2/10

Klasycznie i wybitnie lecz nudno – Grobowce Atuanu Ursuli K. Le Guin

352x500
Grobowce Atuanu Ursula K. Le Guin Recenzja Opinia Ged Kamil Czyta Książki
Klasyka fantasy. Niepowtarzany styl. Wysoki kunszt literacki. Niesamowita zdolność do plastycznych opisów. To wszystko charakteryzuje pióro jednej z najwybitniejszych autorek fantasy Ursuli K. Le Guin. Kilka tygodni temu wszystkie jej książki ze świata Ziemiomorza zostały wydane w jednym, pięknym i potężnym tomisku, które byłoby ozdobą mojej biblioteczki. Niestety, na chwilę obecną muszę szukać pojedynczych książek w bibliotece, która ostatnio bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, prezentując na półce z fantastyką wszystkie tomy przygód Krogulca. Grobowce Atutanu to druga część historii Geda – arcymaga Ziemiomorza, którego przemianę psychiczną mogliśmy obserwować w części pierwszej, o której pisałem o TUTAJ.

Arha to Pożarta – Jedyna Kapłanka Grobowców Atuanu, służy Bezimiennym, mrocznym bóstwom mającym moc niszczenia, lecz pozbawionych daru tworzenia. Legenda mówi, że Kapłanka odradza się w dzień swojej śmierci – inne Kapłanki i Strażnicy Miejsca wyruszają w poszukiwaniu dziecka, które urodziło się w dzień jej śmierci. Tym razem jest to dziewczynka o imieniu Tenar. Rozpoczyna naukę pod czujnym okiem fanatyczki Kossil, która służy Bogu-Królowi, wywyższonemu, który połączył cztery wyspy w jedno imperium. Gdy już osiągnęła stosowny wiek, by przejąć swoje najważniejsze obowiązki, gdy wdraża się w rytm narzuconego panowania Grobowcami, zdarza się coś czego nawet Bezimienni nie mogli przewidzieć. Najświętsze Miejsce zostaje skalane przez mężczyznę, maga, których Kapłanki nienawidzą od zarania dziejów. Jednak Arha jest piętnastoletnią dziewczyną, która ma swoje rozterki, która nie jest do końca pewna, czy to w co wierzy, jest prawdziwe, czy to co zostało jej narzucone, jest słuszne.

Nie jest to już, jak pierwsza część, opowieść o dojrzewaniu, szukaniu siebie, poznawaniu własnego ja. Autorka skupia się na aspekcie wiary, zadaje retoryczne pytanie, czy to w co wierzysz może zostać zburzone przez świadka innej wiary? Czy jesteś na tyle wierzący/a, a Twoje fundamenty wiary tak silne, że nic ich nie zburzy? Czy pokierujesz się wiarą czy zdrowym rozsądkiem? Pytania trudne i wymagające większej dyskusji. Jednak Le Guin stawia w takiej sytuacji swoją główną bohaterkę. Tak, Ged inaczej Krogulec zostaje zepchany na dalszy tor, on stanowi tutaj impuls, nadający przebieg dalszych wydarzeń. To on jest swoistym malutkim kamyczkiem, który wywoła prawdziwą lawinę.

W poprzedniej części przygód maga działo się dużo – dużo walk, szaleńczych pogoni, potężnych zaklęć, dopiero pod koniec wszystko ucichło, gdy akcja przeniosła się na morze. To był punkt kulminacyjny, który wszystko rozwiąże i pokaże czy główny bohater miał rację. Tutaj dzieje się niewiele. Tenar prowadzi nudne i niewymagające życie Kapłanki. To co zna najlepiej to mroczne czeluścia tuneli i labiryntów Grobowców. Poza tym, o świecie wie tyle, ile usłyszała od starszych Kapłanek. Ale czy to co mówią faktycznie jest prawdą? Pewnego dnia w Grobowcach zjawia się intruz, złodziej, który szuka tylko jednego – drugiej połówki potężnego pierścienia. Arha ukradkiem obserwuje przybysza, którym okazuje się Ged. Jak to wpłynie na dalsze życie Kapłanki? O tym musicie się przekonać sami.

Jak już wspomniałem wcześniej, dzieje się niewiele. Całą fabułę można streścić w kilku zdaniach, nie wysilając się na wzniosłe frazesy. Akcja płynie leniwie przez kolejne dni, nie unosząc się ani trochę, cierpliwie czekając końca. No właśnie.. Książka jest niesamowicie przewidywalna. Od samego początku można wysnuć daleko idące wnioski dotyczące końca akcji. Wszystko się sprawdza wraz z nadejściem maga. Od tej pory fabuła nie zaskoczy nas ani na chwilę, po drodze znajdziemy jakieś nieprzewidywalne posunięcia ze strony Arhy, ale w zasadzie to tyle w temacie. To moje dwa największe zarzuty względem powieści – wolny i nudny rytm akcji i irytująca przewidywalność.

Styl autorki pozostał taki sam. Niezwykle kunsztowny i okraszony pięknymi porównaniami i zgrabnymi epitetami. Klasyka fantasy w najlepszym wydaniu. Jak i w pierwszej części mieliśmy niezwykłą dbałość o każdy opis i szczegół, tak tutaj doświadczamy tego w jeszcze większej formie – każdy ruch, ciemność, mrok, światło, słońce, postać, kamień, brama, pierścień, echo, szept i wiele innych jest opisanych z niezwykłą szlachetnością i dozą homerowskich porównań. Zewsząd otacza nas klasycyzm pisarstwa i dostojeństwo pióra Le Guin. To do czego nas przyzwyczaiła w pierwszej części tutaj uderza w nas ze zdwojoną siłą – jej podejścia do czytelnika i jego wymagań artystycznych mogłoby się uczyć wielu polskich pisarzy fantasy.

Fani autorki będą zachwyceni i zarówno onieśmieleni jej stylem. Jednak przez zbyt wolną akcję i przeszkadzającą przewidywalność całość nie prezentuje się jako arcydzieło literatury. Książkę, która ma ledwo ponad 130 stron czytałem parę dni, podświadomie wiedziałem, że będę lekko znudzony i mam lepsze rzeczy do roboty. Jestem ciut rozczarowany, ale jednocześnie mam nadzieję, że kolejne części przygód Geda będą ciekawsze, bo do tych na pewno wrócę.

Wydawnictwo
Phantom Press International Press

Data wydania
1990

Liczba stron
138

Ocena
6/10

Kamil Pisze #4 Uważaj co piszesz, czyli zgrzyt na lini recenzent – wydawnictwo

anonimowi-wolnosc-slowa
Kamil pisze Kamil czyta książki recenzja opinia afera post meridiem 
Nie wiem czy słyszeliście czy nie, ale ja też postanowiłem co nieco o tym napisać. Wyobraźcie sobie taką sytuację. Jest sobie blogerka, pisze swoje recenzje na blogu, dostaje książkę do recenzji, która okazuje się gramatycznym i ortograficznym gniotem. Postanawia wyrazić swoje odczucia względem tragicznej korekty, mało tego, wkleja zdjęcia na dowód niekompetencji korektorów. Po jakimś czasie dostaje maila od wydawnictwa, w którym dowiaduje się, że nie ma odpowiednich kompetencji do opisywania błędów typograficznych, i powinna niezwłocznie usunąć recenzję, inaczej sprawa zostanie rozwiązana na drodze prawnej. Bzdura powiecie, bajka wyssana z palca. Otóż nie moi Drodzy, historia jest jak najbardziej prawdziwa, a dotyczy..

Post Meridiem, bo o tym blogu mowa dostała do recenzji Pamiętnik Diabła Adriana Bednarka. Powieść ją zachwyciła, okazała się oryginalna i ciekawa, jednak jak to autorka recenzji określiła, wydawnictwo swoją korektą podcięło autorowi skrzydła, wydając tak opracowaną książkę za bagatela 38 złotych polskich. Subiektywna recenzja jakich wiele powiecie, ale
 tu zaczynają się jaja.
Nie wiem co myślało sobie wydawnictwo Novae Res pisząc maila każącego recenzję usunąć i zapomnieć o całej sprawie. Ale że co? Że sprawa ucichnie, że rozejdzie się po kościach? Ależ nie! Mało tego, podniósł się wielki raban i wybuchła mała afera w naszej książkowej blogosferze. Tutaj oddaję Wam hołd, bo wszyscy, jak jeden mąż stanęliście po stronie blogowej koleżanki i wyśmialiście postawę wydawnictwa.
A ta jest naprawdę żenująca. Po pierwsze, nie wiem czy jego pracownicy wiedzą, ale Google archiwizuje wszystkie posty, wpisy i notatki. Recenzję można znaleźć łatwo i szybko, jest O TUTAJ. I teraz ją przeczytajcie i powiedzcie mi, czy jej autorka godzi w dobre imię wydawnictwa? Nie? Też tak sądzę. To profesjonalne i subiektywne podejście do tematu tak żenującego jakim jest korekta tej książki. Mało tego, ona przeszła już DWIE korekty i nadal są tam takie błędy jak masarz, przewarząjącej, spodniczki, rozejść się po łokciach (WTF?!). Zastanawia mnie jeden fakt. Jak można przepuścić takie błędy przez profesjonalny sprzęt, gdy zwykły smartfon wyłapuje nam takie smaczki.
Afera się zrobiła, autorka bloga już myślała, że sprawa faktycznie przycichnie, gdy serwis Booknews przeprowadził wywiad z Panią Dorotą Konkel, sekretarz redakcji wydawnictwa. Cały dostępny TUTAJ. Nie będę komentował go całego, ale kilka zdań woła o pomstę do nieba i wieczne potępienie:
Można krytykować fabułę, wytykać potknięcia i błędy, swobodnie oceniać tekst oraz szatę graficzną i eksponować swoje subiektywne zdanie dotyczące książki.Jednak krytykując w sposób autorytarny na przykład projekt typograficzny trzeba mieć do tego odpowiednie kompetencje.
Jakie kompetencje? Wykształcenie wyższe, porobione kursy i dyplom w ramce? Jakie się pytam? Gdy dostajemy książkę do recenzji wydawca MUSI liczyć się z tym, że wyłapiemy w niej wszystko co dobre i złe. Jeśli książka jest świetna – wychwalimy ją pod niebiosa. Jednak jeśli błędy gramatyczne i ortograficzne jakie tam występują są przepuszczane przez dwie korekty, to ja zastanowiłbym się nad kompetencją korektorów redakcji. To chyba normalne, że napiszemy co nieco o popełnionych błędach, NIE GODZĄC w dobre imię wydawnictwa. 
My nigdy nie ingerujemy w treść recenzji i w naszym ogromnym ich zbiorze zdarzają się również te niezwykle niepochlebne. Na tym polega wolność słowa, którą szanujemy i w tym zakresie nie jest ona w żaden sposób zagrożona czy ograniczana.
Taa, obiecanki cacanki, a głupiemu radość. Prosimy o usunięcie recenzji inaczej rozwiążemy sprawę na drodze prawnej. Internet jest takim tworem, że z początku każdy może pisać co chce, ale gdy przyjdzie co do czego, jednak ze swoim zdaniem trzeba się liczyć, bo może urazić jedną osobę, która podniesie raban, nawet gdy nie ma racji. A tutaj pokazaliście swoją klasę i udowodniliście, że blogosfera książkowa jest silna i trzyma się razem :)
Cała sprawa jest na bieżąco komentowana na blogu Meridiem, ja stoję za nią murem. Uważam, że taką polityką Novae Res strzeliło sobie w stopę, i następnym razem zastanowi się dwa razy zanim napisze maila do autora niepochlebnej recenzji. Powinni uderzyć się w pierś i przeprosić za wydanie tak opracowanej książki. Uważaj co piszesz, ale ważniejsze jest co zamawiasz no bo jak to jest? Jeśli dostajesz książkę do recenzji – napiszesz o niej całą prawdę, czyż nie? Jeżeli wychwalisz beznadziejną książkę i Twój czytelnik ją kupi, to kto będzie winny jego niezadowoleniu? Ty. Dbaj więc o własne sumienie, a co ważniejsze, o dobry gust Twoich czytelników, bo to oni są siłą napędową Twojego bloga. 
TEKST Pawła Opydo wyraziście kometujący te wydarzenia, którego cała sprawa zbulwersowała nie mniej niż mnie ;)

Info na książkowo: http://ksiazkowo.wordpress.com/2014/06/03/cenzorowanie-blogosfery/

I oczywiście na książka.net.pl KLIK
EDIT: Wejdźcie na stronę wydawnictwa na facebooku i luknijcie najpierw na ocenę, a później na opinie ludzi :) Jestem ciekawy ile blogerów postanowiło zakończyć przez tą całą sytuację współpracę z Novae Res.

Wyniki Pierwszego Konkursu Blogowego!

IMG03254-20140603-1517
Po pierwsze, dziękuję za zgłoszenia! Na ten krok zdecydowało się 48 z Was, czym mnie okropnie zaskoczyliście! Bardzo żałuję, że nie mam więcej książek przeznaczonych dla Was, ale obiecuję, że to nie ostatni konkurs i w tym miesiącu będzie następny!
Nie chciałem korzystać z losujących automatów jakich pełno w internetach tylko klasycznie i tradycyjnie zrobiłem losy i je powycinałem. Mam tragiczne pismo, dlatego Luba zgodziła się je podpisać i jednocześnie udostępniła mi prawa do wykorzystania wizerunku jej Ręki Losującej – tak, tak – to ona losowała zwycięzców więc wszystkie skargi, zażalenia i protesty proszę kierować do Niej ;D
Nie przedłużając, fotorelacja z losowania:

Losy przedstawiały się następująco:

Konkurs Kamil Czyta książki Wyniki Wygrani Zwycięzcy

Ręka Losująca miesza i wybiera (z zawiązanymi oczami):

Konkurs Kamil Czyta książki Wyniki Wygrani Zwycięzcy

Pierwszą osobą, która wygrywa, czyli będzie mogła wybrać swoją książkę jest:

Konkurs Kamil Czyta książki Wyniki Wygrani Zwycięzcy
 Natomiast drugą osobą, która będzie mogła zgarnąć drugą książkę (o ile będzie chciała) jest:
Konkurs Kamil Czyta książki Wyniki Wygrani Zwycięzcy
Wszystko odbyło się zgodnie z prawem, nie było żadnych machloi, Beti i Kaś serdecznie gratuluję, sprawdźcie swoje skrzynki pocztowe! ;D
Pozostałym uczestnikom mogę powiedzieć, żeby nie smutali, kolejny konkurs już za kilkanaście dni!
Jeszcze raz gratuluję zwyciężczyniom!