Klasycznie i wybitnie lecz nudno – Grobowce Atuanu Ursuli K. Le Guin

352x500
Grobowce Atuanu Ursula K. Le Guin Recenzja Opinia Ged Kamil Czyta Książki
Klasyka fantasy. Niepowtarzany styl. Wysoki kunszt literacki. Niesamowita zdolność do plastycznych opisów. To wszystko charakteryzuje pióro jednej z najwybitniejszych autorek fantasy Ursuli K. Le Guin. Kilka tygodni temu wszystkie jej książki ze świata Ziemiomorza zostały wydane w jednym, pięknym i potężnym tomisku, które byłoby ozdobą mojej biblioteczki. Niestety, na chwilę obecną muszę szukać pojedynczych książek w bibliotece, która ostatnio bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, prezentując na półce z fantastyką wszystkie tomy przygód Krogulca. Grobowce Atutanu to druga część historii Geda – arcymaga Ziemiomorza, którego przemianę psychiczną mogliśmy obserwować w części pierwszej, o której pisałem o TUTAJ.

Arha to Pożarta – Jedyna Kapłanka Grobowców Atuanu, służy Bezimiennym, mrocznym bóstwom mającym moc niszczenia, lecz pozbawionych daru tworzenia. Legenda mówi, że Kapłanka odradza się w dzień swojej śmierci – inne Kapłanki i Strażnicy Miejsca wyruszają w poszukiwaniu dziecka, które urodziło się w dzień jej śmierci. Tym razem jest to dziewczynka o imieniu Tenar. Rozpoczyna naukę pod czujnym okiem fanatyczki Kossil, która służy Bogu-Królowi, wywyższonemu, który połączył cztery wyspy w jedno imperium. Gdy już osiągnęła stosowny wiek, by przejąć swoje najważniejsze obowiązki, gdy wdraża się w rytm narzuconego panowania Grobowcami, zdarza się coś czego nawet Bezimienni nie mogli przewidzieć. Najświętsze Miejsce zostaje skalane przez mężczyznę, maga, których Kapłanki nienawidzą od zarania dziejów. Jednak Arha jest piętnastoletnią dziewczyną, która ma swoje rozterki, która nie jest do końca pewna, czy to w co wierzy, jest prawdziwe, czy to co zostało jej narzucone, jest słuszne.

Nie jest to już, jak pierwsza część, opowieść o dojrzewaniu, szukaniu siebie, poznawaniu własnego ja. Autorka skupia się na aspekcie wiary, zadaje retoryczne pytanie, czy to w co wierzysz może zostać zburzone przez świadka innej wiary? Czy jesteś na tyle wierzący/a, a Twoje fundamenty wiary tak silne, że nic ich nie zburzy? Czy pokierujesz się wiarą czy zdrowym rozsądkiem? Pytania trudne i wymagające większej dyskusji. Jednak Le Guin stawia w takiej sytuacji swoją główną bohaterkę. Tak, Ged inaczej Krogulec zostaje zepchany na dalszy tor, on stanowi tutaj impuls, nadający przebieg dalszych wydarzeń. To on jest swoistym malutkim kamyczkiem, który wywoła prawdziwą lawinę.

W poprzedniej części przygód maga działo się dużo – dużo walk, szaleńczych pogoni, potężnych zaklęć, dopiero pod koniec wszystko ucichło, gdy akcja przeniosła się na morze. To był punkt kulminacyjny, który wszystko rozwiąże i pokaże czy główny bohater miał rację. Tutaj dzieje się niewiele. Tenar prowadzi nudne i niewymagające życie Kapłanki. To co zna najlepiej to mroczne czeluścia tuneli i labiryntów Grobowców. Poza tym, o świecie wie tyle, ile usłyszała od starszych Kapłanek. Ale czy to co mówią faktycznie jest prawdą? Pewnego dnia w Grobowcach zjawia się intruz, złodziej, który szuka tylko jednego – drugiej połówki potężnego pierścienia. Arha ukradkiem obserwuje przybysza, którym okazuje się Ged. Jak to wpłynie na dalsze życie Kapłanki? O tym musicie się przekonać sami.

Jak już wspomniałem wcześniej, dzieje się niewiele. Całą fabułę można streścić w kilku zdaniach, nie wysilając się na wzniosłe frazesy. Akcja płynie leniwie przez kolejne dni, nie unosząc się ani trochę, cierpliwie czekając końca. No właśnie.. Książka jest niesamowicie przewidywalna. Od samego początku można wysnuć daleko idące wnioski dotyczące końca akcji. Wszystko się sprawdza wraz z nadejściem maga. Od tej pory fabuła nie zaskoczy nas ani na chwilę, po drodze znajdziemy jakieś nieprzewidywalne posunięcia ze strony Arhy, ale w zasadzie to tyle w temacie. To moje dwa największe zarzuty względem powieści – wolny i nudny rytm akcji i irytująca przewidywalność.

Styl autorki pozostał taki sam. Niezwykle kunsztowny i okraszony pięknymi porównaniami i zgrabnymi epitetami. Klasyka fantasy w najlepszym wydaniu. Jak i w pierwszej części mieliśmy niezwykłą dbałość o każdy opis i szczegół, tak tutaj doświadczamy tego w jeszcze większej formie – każdy ruch, ciemność, mrok, światło, słońce, postać, kamień, brama, pierścień, echo, szept i wiele innych jest opisanych z niezwykłą szlachetnością i dozą homerowskich porównań. Zewsząd otacza nas klasycyzm pisarstwa i dostojeństwo pióra Le Guin. To do czego nas przyzwyczaiła w pierwszej części tutaj uderza w nas ze zdwojoną siłą – jej podejścia do czytelnika i jego wymagań artystycznych mogłoby się uczyć wielu polskich pisarzy fantasy.

Fani autorki będą zachwyceni i zarówno onieśmieleni jej stylem. Jednak przez zbyt wolną akcję i przeszkadzającą przewidywalność całość nie prezentuje się jako arcydzieło literatury. Książkę, która ma ledwo ponad 130 stron czytałem parę dni, podświadomie wiedziałem, że będę lekko znudzony i mam lepsze rzeczy do roboty. Jestem ciut rozczarowany, ale jednocześnie mam nadzieję, że kolejne części przygód Geda będą ciekawsze, bo do tych na pewno wrócę.

Wydawnictwo
Phantom Press International Press

Data wydania
1990

Liczba stron
138

Ocena
6/10

Arcydzieło literatury fantasy! Ursula K. Le Guin – Czarnoksiężnik z archipelagu

czarnoksieznik-z-archipelagu

Dzisiaj trochę inaczej. Zaproponuję Wam, tak jak w tytule, arcydzieło fantastyki. Szczerze powiedziawszy, nie znałem wcześniej ani Le Guin, ani jej cyklu Ziemiomorze, książka trafiła do mnie przypadkowo podczas wycieczki do biblioteki, a gdy tam przeczytałem opis wydawcy, zdecydowałem, że zapoznam się z książką autorki.
Pierwsze wydanie Czarnoksiężnika ukazało się w 1968 roku, jako klasyczna opowieść o dojrzewaniu i znajdowaniu własnego siebie. Czytelników urzekł świat wykreowany przez pisarkę, ale i bohaterowie, ludzko autentyczni, z takimi samymi problemami, lękami, słabościami i pasjami.

Na malutkiej wysepce Gont rodzi się Duny, syn kowala. Nie ma typowego dzieciństwa, matka umiera po porodzie, a ojciec częściej go bije niż darzy ciepłym słowem. Opiekuje się nim siostra jego matki, czarownica, która nie zwraca na niego większej uwagi. Wszystko się zmienia, gdy odkrywa w chłopcu zdolności magiczne. I tak, mały pięciolatek rozpoczyna swoją magiczną edukacje. Nie jest to jednak typowa magia, bazująca na potężnych zaklęciach i cennych artefaktach. Ciotka jest miejscową czarownicą, niezbyt potężną, której wiedza kończy się na wiejskich gusłach i zielarstwie. Nie zdaje sobie sprawy jaka moc drzemie w Dunym, a ta okazuje swoją potęgę podczas ataku barbarzyńców, kiedy to chłopak ratuje całą wioskę przed najeźdźcami, sam nieomal tracąc życie. Od śmierci ratuje go Ogion, czarnoksiężnik, który wraca mu zdrowie, i w dzień imienia nadaje mu imię Ged. Zabiera chłopaka do swojego domu, chcąc go nauczyć jak panować nad magią, ale i rozwinąć jego wiedzę magiczną.
Jednak Ogion nie docenia chłopaka. Krogulec, bo takie imię użytkowe nosił Ged, wykazuje nieprawdopodobny głód wiedzy, wścieka się na powolne tempo nauki zaproponowane przez nauczyciela i decyduje się na podróż na wyspę Roke – do szkoły czarnoksiężników. Tam, po wielu tygodniach ciężkiej nauki, zaczepiany przez jednego z uczniów, postanawia udowodnić wszystkim, że jest z nich najlepszy i przywołuje mroczną istotę, cień, który stanie się jego utrapieniem i przekleństwem.
Od razu muszę zaznaczyć, że nie jest to typowa powieść fantasy. Nie ma tutaj magicznych pojedynków, wojen, głównego czarnego bohatera, realnego zagrożenia dla świata. Jest to swoista opowieść o dorastaniu, o pozbywaniu się młodzieńczej buty, pychy, chciwości, nienawiści do świata, odkrywaniu siebie, swoich zdolności, kreowaniu charakteru, postrzegania świata. I właśnie na tym autorka się skupia, Duny z syna kowala staje się najpotężniejszym czarnoksiężnikiem w Ziemiomorzu. Aby tego dokonać musi pokonać przeciwności losu, ale i odmienić siebie. To bardziej psychologiczne spojrzenie na odmianę młodzieńca, spojrzenie na jego czyny z perspektywy dorosłej osoby.
Co ciekawe, akcja nie pędzi przed siebie niczym rozpędzony pociąg. Pisarka leniwie opisuje nam wszystko krok po kroku, zaczepiając o każdy szczegół, chcąc pokazać nam jak wygląda świat oczami małego dziecka, które staje się odpowiedzialnym mężczyzną. Mamy tutaj mnóstwo opisów, przemyśleń, czynów, i wiem, że niektórych może to nudzić. Jednak to jest fenomen Le Guin, spojrzała na literaturę fantasy przez pryzmat naszego realnego świata – pozwoliła każdemu nastolatkowi poczuć się jak Ged, bo przecież on jest zwykłym młodzieńcem z niezwykłymi talentami, które musi w sobie rozwinąć. 
Świat stworzony jest dopracowany do każdego szczegółu. Od razu rzuca się nam jego szczegółowość. Ale najważniejsze jest magiczne podejście do tego wszystkiego. Cała fauna i flora, góry, wiatr, każde jezioro, rzeka, wzgórze mają swoje własne ukryte imiona, które znają tylko nieliczni, a większości zostały zapomniane. Tylko i wyłącznie znając to imię, czarownik może zapanować nad daną istotą. I do tego sprowadza się magia, aby czarować, trzeba znać imiona. To oryginalne podejście do magii sprawia, że i my zostajemy wciągnięci do świata pisarki, chcąc zgłębić jego tajniki.
Nawet jeśli nie lubisz fantasy, nie czytasz takich książek, to i tak namawiam Cię, byś sięgnął po tę pozycję. Zostaniesz wciągnięty w Ziemiomorze – krainę pełną życia, magii, cudownych istot, groźnych smoków i potężnych czarnoksiężników. To opowieść o dojrzewaniu, a po jej lekturze sam sobie odpowiesz na pytanie: czy niedojrzały młody adept sztuk magicznych może udźwignąć na barkach losy całego świata?

Wydawnictwo
Prószyński i S-ka

Data Wydania
23 września 2010

Liczba Stron
240

Ocena
7/10