Brum, bruuum! Christine – Stephen King

christine
Kamil Czyta Ksiązki - Christine
Co byście pomyśleli, gdybym Wam opowiedział o morderczym aucie, które zniewoli Was bez reszty, a Wasza egzystencja będzie kończyć się, gdy wsiądziecie do takiego auta? Totalna bzdura? Głupota?
Otóż nie, to wielkie streszczenie „jednej z bardziej popularnych” książek Kinga, którym miałem przyjemność zaznajomić się po raz drugi. Długo zbierałem się w sobie by w końcu zacząć ją czytać, ale to tylko i wyłącznie moja wina, ponieważ zacząłem od filmu, który jest kiepski, i bardzo książkę upraszcza.  Film z 1983 roku, który niedawno oglądałem z rodzicami raczej śmieszył niż przerażał, ale co ważniejsze, podczas tego seansu, mój tata z tryumfalnym uśmiechem przypomniał sobie, że posiada powieść Kinga o tym samym tytule, a co więcej – wie gdzie ją schował.

Jednak minęło trochę czasu zanim wziąłem się za jej czytanie. Powodów było kilka – inne książki,inne zobowiązania, no i ten nieszczęsny film, który ostudził mój zapał względem powieści. Tak jak zaznaczyłem na początku, to dopiero początek mojej przygody z Kingiem i do tej pory przeczytałem jedną jego powieść, a mianowicie Miasteczko Salem, więc nie mnie oceniać, czy Christine to faktycznie jedna z lepszych książek pisarza czy nie. Jednak jako amator tej prozy postaram się być jak najbardziej obiektywny.
Poznajemy Arniego Cunninghama, który w szkole jest typowym chłopakiem do bicia. Nieśmiały, zamknięty w sobie, cichy, siedemnastoletni, chłopak, którego nikt nie lubi. No poza Denisem, który jest gwiazdą szkoły i stara się pomóc przyjacielowi w każdej potrzebie. King zaczyna leniwie swoją opowieść. Nigdzie się nie śpieszy, a historia dwójki przyjaciół płynie powoli, niczym spokojne polskie rzeki. Nakreśla całą ich historię, przy czym jest bardzo dokładny i sumiennie spełnia swój obowiązek przytoczenia czytelnikowi wszystkich losów bohaterów. 
Wszystko się zmienia kiedy Arnie poznaje ją. Piękna, smukła, elegancka Christine. Chłopak zakochuje się od pierwszego wejrzenia i traci dla niej głowę. Nie przeszkadza mu wygórowana cena, jaką żąda właściciel, ani jej kondycja. W krótkim czasie zostaje on właścicielem zaniedbanego i przestarzałego Plymoutha fury z 1958 roku. Początkowo wydaje się, że Arnie odżywa – jest bardziej pewny siebie, otwiera się na ludzi, w oczach pojawia się błysk zaciętości. Na nieszczęście dla wszystkich innych chłopaków ze szkoły, poznaje Leigh, marzenie każdego faceta. Wydają się szczęśliwi i zakochani, ale do czasu..
Christine jest zazdrosna. Nie lubi konkurencji, a gdy taka się pojawi, zwykła ją od razu likwidować. Leigh odpuszcza, a Arnie pogrąża się coraz bardziej w miłości do samochodu. Denis zaniepokojony o los przyjaciela postanawia zbadać przeszłość auta i tu, o zgrozo, dowiaduje się makabrycznych rzeczy o poprzednim właścicielu. Christine okazuje się demonicznym pojazdem gotów zabić każdego kto stanie jej na drodze. Rozpoczyna się przerażająca gra na śmierć i życie.
Do czego to wszystko doprowadzi? Zachęcam Was, moi Drodzy, byście sami się przekonali. Nie jest to lektura na jeden wieczór (przeszło sześćset stron), ale wielbiciele jak i amatorzy horrorów powinni być zadowoleni. Nie od dziś wiadomo, że King ma gawędziarski styl pisania, lubi snuć długie opowieści, opisywać nam wszystko po kolei bez pośpiechu. Tutaj jakby ten styl poszedł w odstawkę – autor skupia się bardziej na relacji Denis-Christine-Arnie, opisuje ich historię z perspektywy tego pierwszego, koncentrując się na przemianie Cunninghama. Bardzo spodobał mi się pomysł z podzieleniem narracji, czytamy ich historię raz w trzeciej, raz w pierwszej osobie.
Co ciekawe, autor nie skupia się na samej Christine. On próbuje nam pokazać jak makabryczną przemianę przechodzi jej właściciel i to, chwała mu za to, był strzał w dziesiątkę. Kto chciał by czytać przez sześćset stron o przygodach morderczego auta? Dzięki temu poznajemy lepiej ludzkich bohaterów, a co za tym idzie, jesteśmy z nimi bardziej zżyci i trudniej nam się z nami rozstać. Fabuła jest dobrze skonstruowana, ale powiedzmy szczerze, pierwsze wrażenie po usłyszeniu streszczenia nie były zbyt przerażające. Pisarz stwarza świetny klimat, opisując miejsca zbrodni popełnionych przez samochód ale i niejakie retrospekcje dotyczące poprzedniego właściciela. Książka czasem nuży i wydawać by się mogło, że nie ma końca, jednak nie jest tak źle. Mnie sama historia nie przekonała, ale musiałem w końcu sprawdzić czy film odwzorował chociaż część książki.
Polecam tę książkę wszystkim, którzy lubią krwawe historie i są przygotowani na specyficzny styl pisarza. Nie powinniście się nudzić, a powieść sama będzie Was zachęcać do dalszego czytania. Na koniec przytoczę słowa mojego taty, który ma na koncie sporo pozycji napisanych przez Amerykanina: „Żeby napisać tyle powieści w takim gatunku trzeba mieć łeb. A King ma w nim porządnie nasrane.”
Wydawnictwo
Prószyński i S-ka

Data wydania
17 kwietnia 2008

Liczba stron
648

Ocena
6/10
Zachęcam do zapoznania się z Christine. W końcu większość facetów nazywa pieszczotliwie swoje auta, dba o nie, chcą by wyglądały jak najlepiej. Tylko czy pamiętają, że auta mogą być zazdrosne?

Ciarki i dreszcze, czyli King straszy..

yixx

To moje drugie spotkanie z Kingiem, ale jakże udane! Pierwszą książkę jaką przeczytałem tegoż autora to „Christine”, która, mówiąc lakonicznie, nie zachwyciła mnie ani kreacją bohaterów ani opisem historii ani jej zakończeniem. Miasteczko Salem natomiast to książka wyjątkowa. Dzięki Kingowi przenosimy się w świat małego, wiejskiego miasteczka Stanów Zjednoczonych lat 70 ubiegłego wieku.. Mamy tu cały przekrój takiego społeczeństwa, inteligentni nauczyciele, miejscowi pijaczkowie, ciekawskie dzieci, ponętne, młode dziewczyny, starzy zboczeńcy, zatroskani rodzice, stare plotkary, bogaty, chciwy szef biura handlu nieruchomościami i uczciwy szeryf. Jest ten Ben, początkujący pisarz, znany w społeczności Salem, wracający po latach w te okolice.
            I wtedy zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Kolejni ludzie znikają bez śladu, policja ma związane ręce, a Ben zaczyna własne śledztwo. Akcja przebiega wartko i płynnie, z każdą kolejną stroną powieść staje się coraz bardziej mroczna i przerażająca. Postanowiłem, że książkę będę czytał wieczorami, przed snem. A w snach nawiedzało mnie Salem, jego mieszkańcy, wraz z tymi strasznymi rzeczami, które się tam rozegrały. Moim zdaniem, najlepsze momenty książki, to te w których King opisuje miasteczko jako realny byt. Ono żyje, ma świadomość czającego się w nocy zła, ale nie walczy z nim – czeka, co zrobią mieszkańcy. Gdy tajemnica zostaje już odkryta zarówno przed czytelnikiem, jak i bohaterami książki, robi się naprawdę strasznie i niebezpiecznie.
               King ma niesamowity dar wpływania na swojego czytelnika, oddziałuje na naszą psychikę w sposób, którego nie jeden autor by mu pozazdrościł. „Miasteczko Salem” wciągnęło mnie bez reszty, zapewniam, że jest się czego bać, bo kto z nas nie słyszał czasem w nocy, lekkiego, cichego, krótkiego pukania nie wiadomo skąd?
Książka jest bardzo dobra, świetnie napisana. Historia jest naprawdę przerażająca, a jej rozwój skonstruowany niezwykle drobiazgowo. 
Polecam każdemu, chyba, że boisz się czającego w mroku zła?
                                                                                                                             
 Wydawnictwo
Prószyński i S-ka

 Data wydania 

26 marca 2009

 Liczba stron 

528

Ocena

8/10