Skórzane kurtki, ryk silników.. To Chłopcy Jakuba Ćwieka

chlopcy-b-iext12868081
Kamil Czyta książki Jakub Ćwiek Chłopcy Nibylandia Piotruś Pan
Kto z Was nigdy nie słyszał o ekipie Piotrusia Pana i kapitanie Haku? Ktoś? Ktokolwiek? No właśnie, jako malutkie szkraby słuchaliśmy naszych rodziców, opowiadających nam przygody chłopca, który nigdy nie chciał dorosnąć. Historia lekka, łatwa i przyjemna, niepozbawiona śmiertelnego wroga Haka i wiernej towarzyszki w postaci wróżki Dzwoneczka. Każdy z nas chciał przeżyć równie ciekawe przygody jak Zagubieni Chłopcy, a możliwość latania? Ekstra! Jakub Ćwiek również słyszał o tej historii, ba, on ją uwielbiał, oglądał wszystkie ekranizacje, bez niej nie mógł zasnąć. Dorósł. Czy stał się niedojrzałym chłopcem niczym Piotruś Pan? Niekoniecznie.

Zaczyna się z wielkim przytupem. Szybka akcja, trupy, wybuchy, motory i piękne kobiety. Niczym z amerykańskiego filmu czy serialu Sons of Anarchy (ogląda ktoś?), bohaterowie żywcem wyjęci z przydrożnego baru dla nieciekawych typów robiący rozpierduchę na całego. Czytelnik dosłownie jest wciągnięty do książki. Nie ma czasu na zastawianie się, rozmyślanie, tutaj wszystko pędzi na złamanie karku i to przez niektórych może być potraktowane jako minus. Autor coś tam napomyka o Nibylandii i Piotrusiu, ale poza tym nie wiemy nic. Nie wiemy kim są główni bohaterowie, co robią, z kim walczą, po co to robią i w ogóle gdzie my jesteśmy? Ja sam miałem chwilowe problemy z zaaklimatyzowaniem się z realiami opowieści, bo Ćwiek od początku rzuca nas na głęboką wodę.
A ten robi to co wychodzi mu najlepiej. Serwuje nam kilka opowiadań, lepszych i gorszych o Chłopcach. Kumplach Piotrusia, któremu w głowie namieszała „ta dziwka Wendy” i pod jej wpływem opuścił swoich przyjaciół. Nibylandia upadła, a oni musieli wyemigrować do Polski, kraju gdzie o nich się opowiada. Założyli drugi dom, pałeczkę dowodzenia przejęła Dzwoneczek i wszystko miało być po staremu. Z jednym wyjątkiem. Chłopcy zaczęli dorastać.
Stworzyli gang motocyklowy, szerzący zgrozę wśród wrogów i sympatie u przyjaciół, a zwłaszcza wśród biednych sierot. Głównych bohaterów mamy kilku, mi najbardziej spodobał się duet Kędzior – Milczek, ich relacja jest stworzona po mistrzowsku. Zabawna, pełna ciekawych sytuacji i anegdot – to prawdziwy przyjaciele na dobre i na złe. Jest jednak jeden problem. Chłopcy rosną, ale nie dojrzewają, widać to zwłaszcza po Bliźniakach, których mimo upływu lat dalej trzyma się czarny humor i bezczelne zachowanie. Egoistyczne podejście do życia najlepiej określa ich stosunek do reszty gangu. Jak się bawić to się bawić, nie?
Wśród tych opowiadań wyłowiłem trzy perełki. Absolutnie pochłaniające czytelnika i wypluwające go, gdy ten ma coraz większą ochotę na więcej i więcej. Ich wyjątkowość polega na zabawie z czytelnikiem. Każde opowiadanie zaczyna się od kompletnie obcej osoby, jednak w tych trzech autor autentycznie prowadzi swoją grę z czytelnikiem. Mamy przeświadczenie, niemalże pewność, że opowiadania są niepołączone ani nie stanowią swoistej całości. A to błąd! Ćwiek tak dobrze prowadzi swoją opowieść, że dopiero pod koniec zdajemy sobie, że czytamy historię połączoną kilkoma wątkami. Duży plus.
Znajdą się i tacy, którzy będą psioczyć na nowe przygody Chłopców. „No jak to tak, z opowieści dla dzieci zrobić powiastkę dla dorosłych?! Przecież to świętokradztwo!” Otóż nie! Jest to idealne rozwiązanie, łącznik pomiędzy malutkimi chłopczykami z Nibylandii a gangiem z polskiego lunaparku. Ćwiek pokazuje nam przemianę bohaterów, przedstawia nam możliwe drogi życiowe, którymi poszli. Tak naprawdę to jedna z opcji, kim mogliby się stać dzieci z Nibylandii w dorosłym życiu, czemu nie? Przecież niejeden nastolatek w fazie burzliwego dojrzewania marzył i śnił o ryczących motocyklach, wietrze we włosach i wielkiej wolności.
Język jest straszny. Mięcho leci prawie z każdej kartki, nie ma zdania bez soczystej ku*wy czy innego słowa z łaciny kuchennej. Zdaję sobie sprawę, że autor chciał nam przybliżyć życie gangu motocyklowego, a co za tym idzie, ich zachowań, słownictwa i zwyczajów. No ale bez przesady. Kędzior jest zabawny (moim zdaniem to najbardziej interesująca postać w książce) jednak jego zachowanie jest po prostu skandaliczne i chamskie. Niektórzy, a zwłaszcza niektóre mogą poczuć się urażeni/one. Jeśli kiedyś chcieliście zwiedzić obskurny i brudny bar na poboczu drogi, rodem z amerykańskiego filmu, czytając książkę będziecie mieli takową okazję. Typy spod ciemnej gwiazdy, przedmiotowe traktowanie kobiet, szybkie numerki w ubikacji, szowinistyczne zachowania facetów – jest tego trochę. Jednak zdolna (i piekielnie seksowna) Dzwoneczek da sobie radę w każdej sytuacji. No prawie. 
Nie od dziś wiadomo, że Ćwiek ma bardzo lekki styl, typowy dla rozrywkowego czytadła, które ma bawić i cieszyć, a przy tym świetnie się sprzedawać. I autorowi wychodzi to naprawdę dobrze, bo jego nazwisko jest dziś kojarzone w wielu kręgach z poczytną, polską fantastyką. To już moje trzecie spotkanie z nim i ciągle chcę więcej. Nie wiem jak on to robi, ale potrafi przyciągnąć czytelnika na stałe. Zwłaszcza po tym jak skończył pierwszą część Chłopców, jasno mówiąc, że będzie tom drugi, jednocześnie wprawiając w zgrzytanie zębów swoich fanów. Gdybym mógł, kolejne przygody Zagubionych Chłopców czytałbym od razu po zakończeniu tomu pierwszego.
Pozostaje pytanie dla kogo jest ta książka. Mogę Wam zagwarantować, że będziecie się przy niej świetnie bawić, nieraz uronicie łzę ze śmiechu, ale i poczujecie przyjemny dreszczyk grozy. Kwiecisty język, bogaty w kolokwializmy może niektórych zniechęcić, a kilka fabularnych sytuacji zniesmaczyć, jednak umiejscowienie Chłopców w polskich, niezbyt przyjaznych realiach było strzałem w dziesiątkę i z ręką na sercu mogę Wam polecić ich przygody. Będziecie się świetnie bawić!
P.s. Uwielbiam to wydanie książki. Czerwona wstążka nadaje poważniejszego wyrazu opowiedzianej historii, a elegancka okładka lekkiej dostojności niedojrzałym chłopcom :)

Wydawnictwo
SQN

Data wydania

7 listopada 2012

Liczba stron
320

Ocena
7/10
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN!
www.wsqn.pl

Lubicie kłamać? Kłamca 2 – Jakub Ćwiek

klamca-2-bog-marnotrawny-b-iext4905169
Kamil Czyta Książki Kłamca 2 Jakub Ćwiek

Pierwszy tom Kłamcy wywarł na mnie duże wrażenie i bardzo pozytywnie zaskoczył. Poszedłem do biblioteki by go oddać, a gdy zauważyłem tom drugi, nie wahałem się ani chwili. Teraz żałuję, że tak późno zdecydowałem się na poznanie przygód boga kłamstw – Lokiego i jego sposobów rozwiązywania boskich problemów. Mam w planach zaopatrzyć się w całą serię i umieścić ją na honorowej półce ;) Jednak wracając do Kłamcy..

Boga nie ma. Odszedł zaraz po zmartwychwstaniu Jezusa. Zstąpił do Piekieł, pogadał z Lucyferem i powierzył aniołom zachowanie porządku świata. Te z wielką gorliwością zabrały się do pracy, likwidując wszystkie, niewygodne bóstwa innych religii. Do swoich zastępów włączają Lokiego – mistrza kłamstw i oszustw, który zaczyna pracować dla dobra boskich planów. Nie jest jednak bezmózgim narzędziem, a kimś kto z każdym następnym zleceniem i jego niekonwencjonalnym wykonaniem zyskuje szacunek skrzydlatych i ich szefów, czyli archanioła Michała, Gabriela i Rafała.
Pierwsze co rzuca nam się w oczy, zaraz po przeczytaniu kilka początkowych stron to zmiana głównego bohatera. Loki nie jest już słodkim, blondwłosym chłoptasiem, który rzuca żarty na lewo i prawo, bez wysiłku wykonującym podrzędne prace zlecone przez archaniołów. Poznajemy jego trochę bardziej mroczną naturę, sam staję się odpowiedzialnym i poważnym bogiem. Nie traci jego ironiczny humor, a wręcz przeciwnie – jego dosadność staję się jeszcze większa. Nie tylko czytelnik zauważa tę zmianę, postacie otaczające Lokiego również wyczuwają jego zmianę i traktują go odrobinę inaczej. Najlepiej widać to po Michale, który staje się zazdrosny i zaczyna podchodzić do całej sprawy mniej żartobliwie.
Zyskujemy coś nowego – wątek romantyczny. Jenny, podopieczna Michała i jego ulubienica, wpada w poważne tarapaty, spotyka Lokiego i od razu wytwarza się pomiędzy nimi jakaś chemia. Przynajmniej z jej strony, bo nie zapominajmy, że nordycki bóg jest mistrzem kłamstwa i nigdy nie wiadomo, co planuje. Jednak są momenty, kiedy wydaje się być jej szczerze oddany i wierny. Jak można było się domyślić Michał nie jest zadowolony. 
Dalej mamy do czynienia ze zbiorem opowiadań, jednak stają się one coraz bardziej mroczne i nieprzewidywalne. Ćwiek dodał do swojego boskiego kanonu dwóch bogów – Erosa, boga miłości i Bachusa, boga wina, znanego także jako Dionizosa. Dzięki nim do książki trafił świeży powiew przygód i śmiesznych sytuacji. Reprezentują całkiem inna postawę niż zastępy niebieskie i Loki, ale to właśnie dzięki temu książkę czyta się jeszcze lepiej. Poznajemy także kilka kawałków historii z życia boga kłamstw, dowiadujemy się, że i on wie co to strach i wszechogarniająca niemoc. 
Mam duży problem z oceną tej pozycji. Z jednej strony nie jest to już zbiór błahych opowiastek z ironicznym zacięciem, przy których ubawimy się co nie miara, a z drugiej mam świadomość, że nie jest to już takie świeże. Myślę, że jest to część ciut lepsza niż jej poprzedniczka. Opowiadania są poważniejsze, czuć, że fabuła idzie w stronę czegoś poważniejszego, anioły zaczynają kombinować, demony są coraz bardziej sprytniejsze, drugoplanowe postacie tworzą otoczkę tajemniczości, czynią całą historię ciekawszą i bardziej interesującą. Jednak jest to nadal powielony schemat poprzedniego zbioru opowiadań. Książka traci gdzieś tą całą oryginalność i pomysłową koncepcję na rzecz uczucia niedosytu. Nie przejmowałbym się tym tak bardzo, bo przecież tak jest z kolejnymi tomami opowiadań. 
W dalszym ciągu wszyscy fani (w tym ja) mitologi różnorakiej będą usatysfakcjonowani. Mamy więcej demonów, autor odkrywa przed nami kolejną hierarchiczność w zastępach niebieskich, dowiadujemy się więcej o odejściu Boga, nie zapominając oczywiście o głównym bohaterze, Lokim, który wykazuje się lepszą organizacją, pomyślunkiem i zdecydowaniem. To taki typowy twardziel bez skrupułów w dążeniu do własnego celu. A jaki ten cel jest? Tego dowiemy się, mam nadzieję, w następnych opowiadaniach. 
Boję się tylko jednego, że kolejne tomy nie będą tak dobre jak te pierwsze, przez co cała seria straci na uroku i nie będą nią tak zafascynowany jak teraz. Pozostaje mi tylko polecić ją wszystkim wielbicielom aniołów, mitów – odnajdziecie się tutaj wyśmienicie, a styl pisarza, który jest niezwykle prosty i wyrafinowany, dodatkowo zaostrzy Wam apetyt na kolejne tomy.
Wydawnictwo
Fabryka Słów

Data wydania
2006

Liczba stron
296

Ocena
7/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania „Czytam fantastykę II”

Jakub Ćwiek – Kłamca, czyli Loki w czystej postaci

Jakub-Cwiek-Klamca-103510-1
Kamil Czyta Książki

Z reguły bardzo ciężko pisać mi o zbiorach opowiadań. Nigdy nie wiem czy mam je traktować jako całość czy opisywać każde z osobna. Jednak Jakub Ćwiek ułatwił mi nieco sprawę, pisząc kolejne przygody Kłamcy, przez co ja skupię się bardziej na samemu głównemu bohaterowi, konstrukcji i spójności fabuły.
Od zawsze interesowałem się mitologią, nie tylko grecką i rzymską, ale i celtycką i skandynawską – z chęcią czytałem poszczególne mity, przygody herosów i opisy najważniejszych bogów. Chyba każdy z nas kojarzy postać Lokiego dzięki filmom Avengers, tam w jego rolę wciela się Tom Hiddleston, moim zdaniem ciekawie interpretując postać boga kłamstw.

Bóg wyruszył na przechadzkę po innych światach. Anioły, pozostawione samopas zajęły się dogłębnym eliminowaniem innych, pomniejszych ich zdaniem bogów. Przewodzi im posłaniec śmierci, archanioł Michał, który nie cofnie się przed niczym. Wraz z Gabrielem i Rafałem rządzą niebem i dowodzą nieustraszonymi wojskami. Podczas oblężenia Valhalli odnajdują adoptowanego syna Odyna – Lokiego. W zamian za wolność proponują mu.. pracę. Od tej pory, bóg kłamstw będzie wykorzystywany do brudnej roboty, biorąc na swoje barki nudne zadania.
Zastępy anielskie jednak nie doceniają swojego nowego pracownika, a raczej jego metod działania. Ćwiek przedstawia nam swojego głównego bohatera jako egoistycznego, pewnego siebie, przekonanego o swojej potędze boga, który każde zadanie wykona bardzo skrupulatnie i szczegółowo. Jego metody na pozór okrutne i pozbawione uczuć okazują się jedynymi, które skutkują, co do tej pory nie było w zasięgu aniołów. Jednak z każdą kolejną kartką zachodzi pewna przemiana w Lokim. Możemy dostrzec w nim kawałek światłości, szczęścia, współczucia i empatii, przez co antybohater powoli przechodzi na tą dobrą stronę.
I tutaj należy się ukłon w stronę autora, bo dokonał czegoś co udaje się niewielu. Umiejscowionego w hierarchicznym dole antybohatera wywindował do miana lubianego i porządnego herosa, którego każdy czytelnik zacznie wielbić. To nie lada sztuka, a co dopiero przy takim bogu jakim jest Loki. Dodajmy do tego szczyptę magii, demonów, aniołów, całej tej otoczki mitologi, lekko pokręconej mistyczności i mamy naprawdę dobrą książkę.
Strzałem w dziesiątkę okazało się wymieszanie nordyckich mitów z chrześcijańską angelologią i demonologią oraz mnóstwem innych pomniejszych celtyckich, rzymskich czy nawet perskich bóstw. Autor wykazuje się bardzo dobrą znajomością zarówno poszczególnych religii, ale i kreacjami bogów, które do tej pory zostały stworzone. On to wszystko wymieszał, dodał szczyptę pikanterii i polskich realiów i powstała książka, która może zachwycić niejednego czytelnika. 
Jak to zwykle bywa z opowiadaniami, jedne są lepsze, inne trochę mniej. I tutaj jest nie inaczej. Mamy kilka perełek, które czyta się w tempie ekspresowym, ale trafią się i takie, przy których czas ciągnie się niemiłosiernie, przez co ogólnie książka traci na wartości. Niektórych może razić sposób pisania Ćwieka – lekko ironiczny, prześmiewczy styl, który ma na celu pokazanie nam, że nawet najbardziej poważna postać, może zostać ukazana w ciut cieplejszym, a przez to i śmiesznym świetle. Dzięki całej tej zabawie czytelnik.. dokształca się. Dowiadujemy się jaka istnieje anielska hierarchia, kto jest najważniejszy w chrześcijaństwie. Jakie demony ma na swoich usługach Lucyfer, kto jest kim w mitologi nordyckiej i jak działa ten cały boski mechanizm. 
Dzięki swojemu prześmiewczemu stylowi książkę czyta się bardzo szybko, a i to nie koniec, bo czekają na mnie jeszcze cztery inne zbiory o przygodach Kłamcy na anielskich usługach. Wierzę, że będą one równie dobre jak tom pierwszy, bo „anielska fantastyka” to coś co mogę z czystym sercem polecić każdemu.
Książka przeczytana w ramach wzywania „Czytam fantastykę II”
Wydawnictwo
Fabryka Słów
Data wydania
 2005
Ilość stron
 272
Ocena 
8/10