Sprawa śmiercionośnej zabawki – Erle Stanley Gardner

sprawa-smiercionosnej-zabawki-b-iext3721497
Kamil Czyta Książki Erle Stanley Gardner

Dawno nie czytałem żadnego kryminału. Zaglądnąłem do skromnej biblioteczki mamy i ukradłem właśnie tę pozycję. To była jedyna książką, która zwróciła moją uwagę; może przez banalny tytuł, może przez chęć poznania nowego autora. Jest to lektura łatwa, lekka i przyjemna, taka, która zajmie jeden, góra dwa wieczory, jednak ma w sobie coś, co zachęca do zapoznania się z innymi przygodami głównego bohatera książek Gardnera – adwokata Perry’ego Mansona.

Tak naprawdę ciężko opisywać kryminał nie zdradzając głównego wątku sprawy. Na początku mamy spis postaci, które pojawią się w opowieści, łącznie z krótkim opisem kto jest kim. Następnie poznajemy poszczególnych bohaterów, apodyktycznego, egoistycznego i zawistnego ojca Roberta – Mervina, który nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć swój cel, nie przemierzając w środkach. Jego nowa wybranka, Norda, poznając jego prawdziwe oblicze stara się od niego uwolnić, lecz nie jest to takie proste. Zaczyna dostawać listy z pogróżkami, a raczej wycinkami z gazet, informującymi o morderstwach kobiet popełnionych przez odrzuconych kochanków. Policja umywa ręce, więc dziewczyna zwraca się z prośbą do znanego adwokata – Perry’ego Mansona. Relacjonuje mu poprzednią noc, spędzoną u pierwszej żony Mervina – Lorraine. Norda opowiada, że w nocy usłyszała strzał, płacz dziecka, a w piwnicy znalazła maszynę do pisania, z której wysyłano do niej listy.
I tutaj, moi Drodzy zaczyna się zabawa. Manson biega od jednego świadka do drugiego, każdego zręcznie przesłuchując, korzystając z pomocy swojej sekretarki i zaprzyjaźnionego detektywa. Wszystko krystalizuje się w jedną całość, a przynajmniej tak czytelnikowi się wydaje. Stanley zręcznie naprowadza nas na fałszywy trop, jednak nie jest to tak nieprzewidywalne jakbym oczekiwał. Łatwo dotrzeć do wniosku, że coś tu nie gra, i prawdopodobnie rozwiązanie jest zupełnie inne. Sama zagadka nie jest ani innowacyjna, ani wymagająca, jednak potrafi wciągnąć i tak po prawdzie motyw krwi na chodniku jest najlepszą stroną tej książki.
Bohaterowie są prawdziwi. Nienawidzimy Mervina, lubimy Mansona, litujemy się nad Nordą, współczujemy Robertowi, nie przepadamy za Horacym, ojcem Mervina. Są oni jakby z krwi i kości, autentyczni, a co za tym idzie, sama zagadka ma charakter prawdziwej. Jak wspomniałem nie jest ona wymagająca, lecz myślę, że autor, jako świetny prawnik, bardziej skupił się na rozprawie sądowej, i różnych metodach przesłuchań. Jego ulubieńcem jest Perry, któremu zależy tylko i wyłącznie na swojej klientce, i zrobi wszystko by została uniewinniona. 
A ta jest przeprowadzona po mistrzowsku. Od samego początku rozprawy mamy wrażenie, jakbyśmy siedzieli w miejscu dla publiczności, lub jako przysięgły. Pytania są krótkie, ale treściwie, przesłuchiwani denerwują się, kręcą, uśmiechają, gdy osiągają swój mały tryumf. Nie ma czasu na nudę, tutaj wszystko pędzi jak pociąg, zmierzający do końcowej stacji. Właśnie ta rozprawa, czyli druga część jest o niebo lepsza od pierwszej, sprawa zmierza do finału, wiemy coraz więcej, a z drugiej strony nie wiemy nic o prawdziwym mordercy, pojawiają się nowe, często zaskakujące dowody, które stawiają świadków w różnym świetle. 
Mam żal do wydawnictwa, za umieszczenie akurat takiego fragmentu książki z tyłu okładki. Niefortunnie dobrany spowodował, że przez większą część książki myślałem, że znam już zakończenie, przez co czytało mi się samą książkę niezbyt komfortowo. Jednak, gdy autor przedstawił mi kompletnie inne rozwiązanie, od razu ruszyłem z czytaniem jak z kopyta. Ciężko było też ze zrozumieniem samej sprawy, jak i podejściem opiekunki do zabawek Roberta. Rozumiem, że były inne czasy (książka została wydana w 1947 roku), ale kurcze no! nie przemówiło to do mnie.
Ciężko pisać o kryminałach, zwłaszcza tak krótkich jak ten, czy sir Doyle’a czy też Agathy Christie. Recenzent chcę przedstawić wszystkie swoje odczucia, względem powieści, bohaterów, jednak nie może zdradzać fabuły, czy poszczególnych wątków, które mają istotny wpływ na przebieg całej sprawy. Dużym plusem jest inne rozwiązanie zaproponowane przez Gardnera. Sprawy nie rozwiązuje jeden błyskotliwy detektyw, a jeden adwokat, i to nie sam, lecz przy pomocy przyjaciół, a jaka była prawda, dowiadujemy się na sali sądowej. 
Niemniej jednak polecam tę książkę każdemu, kto nie czytał innych powieści pisarza, kto czuje klimat sali sądowej, jest ciekawy, w jaki sposób jedno, małe dziecko może spowodować tyle zamieszania, no i oczywiście zachęcam do poznania Perry’ego Mansona – najlepszego adwokata jakiego znam. 
Wydawnictwo
Dolnośląskie

Data wydania
2005

Liczba stron
 221
Ocena
6/10