Hobbit w malarstwie i grafice J. R. R. Tolkiena

352x500
Gdy opublikowałem tego posta, obiecałem, że w piątek pojawi się recenzja jednej z książek Tolkiena. Obietnicy dotrzymuję, jednak postanowiłem, że nie będę banalny i nudny, i nie przedstawię jednego z jego wielu wybitnych dzieł, a coś zupełnie innego. Hobbit w malarstwie i grafice J. R. R. Tolkiena to zbiór rysunków i szkiców samego Mistrza, który bardzo dbał o stronę graficzną swojej debiutanckiej powieści.
Mój egzemplarz nabyłem w taniej księgarni w Krakowie, po bardzo okazyjnej cenie, której nie dostałbym nigdzie indziej. Polowałem na nią od dawna, jednak cena lekko odstraszała, więc gdy nadarzyła się okazja, nie zastanawiałem się.

 Niewielu wie, że oprócz ogromnego talentu pisarskiego, Tolkien, był również amatorem rysunku. Ojciec fantasy świetnie sobie radził z przeróżnego typu rysunkami krajobrazów, architektury, gorzej już z przedstawieniem postaci. Dzięki tej książce poznajemy pisarza jako pasjonata malarstwa, który z wielkim zapałem tworzył kolejne ilustracje, jednocześnie wiedząc i wielokrotnie to powtarzał w różnych listach do wydawcy, że wielkiego talentu nie ma, jednak sprawia mu to niezwykłą radość.

Na samym początku mamy przedmowę autorów tej książki – Wayne’a G. Hammonda i  Christiny Scull – opisują cały przebieg kompletowania szkiców Tolkiena, historię powstania książki jak i rysunków, zaznaczają, że podjęli się bardzo trudnego zadania, gdyż większość odręcznych rysunków zaginęła, jednak zrobili co w ich mocy, by oddać jak najlepiej okazałość kompozycji –  poddali je obróbce graficznej, fotograficznej i komputerowej, dzięki czemu, szkice prezentują się najlepiej w swojej historii.
Po tym wstępie, autorzy wprowadzają nas w przepiękny świat kolorów, ołówka, pędzli i farb. Przedstawiają nam kolejne rysunki pisarza zgodnie z fabułą Hobbita, także zaczynamy w Shire i Bag End, a kończymy.. no właśnie w tym samym miejscu. Każdy szkic jest przedstawiany we wszystkich etapach jego powstawania, mamy początkowe, nieśmiałe pociągnięcia kreską, następnie lekkie wypełnianie kolorami, a na końcu finalny efekt, który czasem dech zapiera. Każdy etap jest opatrzony prypisami i komentarzami autorów, przez co czytelnik nie gubi się w chronologii zna cały cykl powstawania rysunku.
Od razu bije po oczach jeden szczegół – perfekcjonizm. Tak, Tolkien był perfekcjonistą w każdym calu, każdą ilustrację czy mapę, czy nawet list rysował kilka razy, zmieniając koncepcje czy dodawanie różnorakich szczegółów. Sam nigdy nie był zadowolony z finalnego efektu, jednak co bardziej zorientowani czytelnicy wiedzą, że wydawca ponaglał go niesamowicie często.
Warto zaznaczyć, że pierwsze wydanie Hobbita miało miejsce 21 września 1937 roku. Nie było komputerów, potężnych drukarek, zaawansowanych aparatów, okładki książek często były powielane kopią odręcznego rysunku, czasem lepszego, czasem gorszego. Tolkien sam zaprojektował okładkę swojego dzieła, często wysyłając do wydawcy różne jej wersję, aż w końcu zdecydował się na którąś. Niektórzy z Was, którzy mają starsze o kilka lat od dzisiejszych wydań Władcy czy Hobbita lub innych powieści autora, zauważą wokół okładki ciąg znaków, runów. To właśnie są runy krasnoludzkie, a bardziej szczegółowo – runy księżycowe, zaprojektowane właśnie przez pisarza, który uległy niewielkiej zmianie w stosunku do oryginalnego wydania.
Bardzo żałuję, że nie mam profesjonalnego aparatu, bym mógł pokazać Wam kolejne strony z tej książki, byście mogli ujrzeć jej wyjątkowość. Na wspomnienie zasługuje fakt, że okładka, jak i całe wydanie jest zrobione niezwykle profesjonalnie w formie albumu w grubej okładce, wydawnictwo Amber podeszło do tego zadanie niezwykle starannie. Na końcu posta umieszczę zdjęcia pierwszej okładki o obwoluty Hobbita byście mogli choć na chwilę przenieść się do niesamowitego świata Ardy. 
Polecam każdemu. Czy zaczynasz swoją przygodę z Mistrzem, czy przeczytałeś kilka powieści, czy też jesteś nałogowym mianiakiem jego twórczości, warto zajrzeć do tej książki by spojrzeć na Tolkiena z innej perspektywy – jako amatora rysunku, który z wielką dbałością i zapalczywością chciał ozdobić swoją pierwszą powieść.
Wydawcnitwo
Amber
Data wydania
22 listopada 2012
Liczba stron
 144
Ocena 
9/10
Kamil Czyta Książki
 Ostateczny projekt pierwszej obwoluty Hobbita.
Ten sam obrazek zdobi okładkę Hobbita w malarstwie i grafice J. R. R. Tolkiena.

Kamil Czyta Książki

 Projekt pierwszej okładki Hobbita zaprojektowany przez Tolkiena.
Kamil Czyta Książki

Shire ze wzgórzem Bag End. Wykonane farbami.

Kamil Czyta Książki
Spływ beczkami Leśną Rzeką. Ilustracja wykonana farbami.
Kamil Czyta Książki
Bag End. Szkic ołówkiem.
W środę złożyłem jeszcze jedną obietnicę. Powiedziałem, że w poniedziałek ukaże się relacja z wydarzenia w Krakowie, związanego z Tolkienem. Otóż w sobotę i niedzielę 29-30 marca odbędzie się Konferencja „Między magią a religią. Sacrum w Twórczości Tolkiena. „Głównym celem konferencji jest spojrzenie na twórczość J.R.R Tolkiena z perspektywy religioznawczej. Serdecznie zapraszamy wszystkich pasjonatów Tolkienowskiego świata z naukowym zacięciem. ” Masa wykładów, dwa równoległe panele do wyboru, i ciekawi ludzie. Pojawię się na niej w oba dni i postaram się jak najpełniej przytoczyć Wam jej przebieg. Tymczasem sprawdźcie ich fanpage oraz oficjalną stronę konferencji. 
Pozdrawiam! :)

Boję się o swoje myśli, czyli „Rok 1984″ Orwella

Rok-1984_George-Orwell-images_big-3-978-83-7495-905-6
Kiedy przeczytałem książkę Orwella, jeszcze przez kilka godzin nie wiedziałem co tak naprawdę chcę napisać w recenzji tego dzieła. Wywarła na mnie niesamowite wrażenie, początkowe strony były bardzo trudne – ciężki język, niełatwa narracja, skomplikowane tło.

Wcześniej jedynie słyszałem o tej powieści jako przełomowym fenomenem naszych czasów, Orwell ukazuje świat sobie nie znany, przypomnę, że książka po raz pierwszy została wydana 8 czerwca 1949 roku. Cztery lata po drugiej wojnie światowej, katastrofie ówczesnej Europy, autor jest świadkiem działania systemu stalinowskiego. Wiem, że zabrzmi to strasznie, ale właśnie ten system niejako natchnął go do pisania, stworzył coś, co przez długi czas w państwach ZSRR było zakazane i objęte cenzurą (w Polsce od 1980 była publikowana w postaci paryskich przedruków.


Naszym oczom ukazany jest Londyn, w niedalekiej przyszłości, gdzie życie jednostek jest podporządkowane potężnej władzy. Mamy wyodrębnione trzy klasy społeczne – wyżsi funkcjonariusze partyjni, szeregowi członkowie Partii, i najliczniejsza – prole – zwykli ludzie, niedopuszczeni do władzy, zwykli robotnicy, w filozofii Partii – klasa podludzi, kompletnie nie warta uwagi i nieznacząca nic w ich świecie. Mimo, że stanowią większość populacji, to i tak nigdy nie zdecydują się na akt buntu. Dlaczego? Podobno wśród nich krążą agenci Policji Myśli, wyłapując pojedyncze jednostki o buntownicze myśli.

Antyutopia Orwella ukazuje świat, w którym rządzi nieomylna Partia. Wielki Brat patrzy. Ludzie są ogłupiani przez władze, fakty przeinaczane, historia fałszowana, teraźniejszość zmieniania, miłość i wolność to słowa, które nie mają prawa bytu. Świat jaki ukazuje autor jest coraz bliższy naszemu, być może w niektórych zakątkach naszego świata, rządzą ludźmi fanatycy, którzy próbują stworzyć swoją własną Oceanię.
Kodeks karny uproszczony jest do minimum – osoba podejrzana jest zawsze winna i wykazanie tej winy jest jedynym zadaniem sądu, który jest nieomylny. Kara jest tylko jedna – „ewaporacja”, która jest czymś więcej niż karą śmierci, to unicestwienie człowieka. Usunięcie wszelkich śladów jego istnienia: zniszczenie książek czy gazet, w których występowało nazwisko skazanego i wydrukowanie nowych, już bez niego. Oczywiście wszelka rozmowa o unicestwionym jest zabroniona i karalna. Ewaporacja osoby nie jest jawna ani rejestrowana, nikt nie wie co dzieje się z oskarżonymi, egzystują spokojnie w jeden dzień, a następnego dowiadujemy się, że nikt taki nigdy nie istniał. Jedynie skazani członkowie Partii Wewnętrznej biorą udział w publicznych procesach, które organizowane są po to, by zastraszyć pozostałych obywateli
Najbardziej uderzyła mnie końcówka książki, nie będę spojlerował, ale to w jaki sposób ukazał TO Orwell jest niesamowite, po przeczytaniu książki , odłożyłem ją i nie mogłem robić nic innego jak myśleć, bojąc się, że ktoś kiedyś będzie miał dostęp do myśli każdego człowieka na świecie. To jest właśnie najstraszniejsze, czy jesteśmy do końca pewni, że świat przedstawiony przez autora kiedyś nie stanie się naszą rzeczywistością? Czy będziemy mogli wtedy swobodnie myśleć, kochać, tęsknić, pamiętać o zeszłych czasach? Nawet jeśli nic takiego się nie wydarzy, to jestem przekonany i całkowicie pewny, że ta książka będzie aktualna za dziesięć czy za sto lat, a nawet dłużej.
„Rok 1984″ to książka obowiązkowa, dla każdego, nawet jeśli nie lubisz czytać, nie kręci Cię to, to jednak powinieneś sięgnąć po tą pozycję, przekonać się, do czego może doprowadzić opętańcze dążenie do władzy.
„A dwa plus dwa niekoniecznie musi się równać cztery.”

Wydawnictwo
 Muza
Data wydania
 2011
Liczba stron
 353
Ocena
 9/10

Wymagający kryminał, czyli „Policja” Jo Nesbo

policja-b-iext23380310


Przyznam się szczerze – nigdy nie słyszałem o jakiejkolwiek książce Jo Nesbo. Moja przygoda z kryminałami i powieściami sensacyjnymi dopiero się rozpoczyna i nie znam innych nazwisk niż King, Christie, Doyl, Larsson, no i od teraz Nesbo. I wiecie co? Wciąga mnie to, lubię coraz bardziej czytać o psychopatycznych mordercach, ich wskazówkach, nietypowych miejscach zbrodni i oczywiście o genialnych inspektorach, detektywach. Wracając jednak do „Policji”.
Erlend Vennesla, emerytowany policjant, zostaje  znaleziony martwy, dokładnie w tym samym miejscu, gdzie przed dziesięciu laty została zamordowana i zgwałcona Sandra Tveten. Okazuje się, że Erlend brał udział w śledztwie owej zbrodni, jednak zostało ono umorzone, a sprawca pozostał na wolności. Czy to zwykły zbieg okoliczności? 

Gdy po kilku miesiącach schemat się powtarza, policja w Oslo nie ma już najmniejszych wątpliwości – ktoś poluje na policjantów. Gdy w grę wchodzi życie kolegi po fachu, każdy staje na głowie, by zatrzymać mordercę i wsadzić go za kratki. Jednak nie jest to takie proste, na miejscach zbrodni nie ma żadnych śladów, wskazówek, niczego, co by naprowadziło na jakiś konkretny trop. Na dodatek, śledczy nie mogą liczyć na pomoc Harry’ego Hola, ten jakby zapadł się pod ziemię. 
Autor ma prawdziwy dar. Jest mistrzem zagadek i niedopowiedzeń. Gdy czytelnik ma już jako taki obraz sytuacji, ma pewne podejrzenia co do niektórych bohaterów, Nesbo, po kilku dalszych kartkach rujnuje to wszystko i zmusza nas do tego samego. Przed erą skandynawskich kryminałów ten gatunek nie był w najlepszej kondycji, żaden nie miał tego czegoś, co przykułoby uwagę liczniejszych czytelników niż tylko odwiecznych fanów. Thrillery z Norwegii, Szwecji, Finlandii tchnęły nowego ducha w gatunek, są bardziej zawiłe i zagadkowe. Wodzą za nos. Stopniowo budują napięcie. Mają okrutny i mroczny styl, ale jednocześnie niezwykle wymagający intelektualnie. Tutaj sam czytelnik ma zdecydować czy w danej chwili jego osądy są słuszne czy nie. Autorzy skupiają się bardziej na psychologicznym aspekcie zbrodni, analizują miejsce popełnionej zbrodni, podtykają nam pod nos potencjalnych morderców.  Nie powiem Wam dokładnie ile razy przeszły mnie dreszcze w trakcie lektury, a było ich naprawdę sporo!
Dla mnie jako amatora kryminałów, spotkanie z autorem było naprawdę magiczne. Jego dobór bohaterów jest fantastyczny. Nikt nie jest idealny, każdy ma jakaś rysę, którą stara się chować bardziej lub nie. Jego bohaterowie są naprawdę ludzcy, popełniają błędy, są impulsywni, popadają w skrajności. To jest naprawdę dobry thriller z dużą dozą akcji, świetnie skonstruowaną fabułą i przemyślaną do najmniejszego szczegółu zagadką. Autor cały czas nas zwodzi, oszukuje, naprowadza na fałszywy trop, wystawia nam przed nos pewniaków do roli mordercy, a za chwilę okazuję się, że to wszystko było iluzją.
Książkę pochłonąłem, a raczej – to ona wchłonęła mnie. Wprost nie mogłem się od niej oderwać, a zakończenie? Mm, palce lizać. mam nadzieje, że Pan Nesbo jeszcze coś napisze, a ja tym czasem zaszywam się z poprzednimi jego książkami, mając nadzieje, że miano Króla Kryminałów nie przypadło mu ot tak, przypadkowo :)
Wydawnictwo
Wydawnictwo Dolnośląskie
Data wydania
23 października 2013
Liczba stron
472
Ocena
9/10