Robert Ziębiński – Stephen King. Sprzedawca Strachu

CAM00355
Dziękuję jeszcze raz za tak duży odzew pod wczorajszym postem o najlepszych lekturach. Miło było posłuchać jakie mieliście najlepsze, ale i najgorsze wspomnienia z książkowego szkolnictwa. Taka akcja napawa mnie optymizmem przed kolejnymi zestawieniami !TOP5 – wiem, że mam mega Czytelników – dzięki!

Kamil Czyta Książki Robert Ziębiński Stephen King Sprzedawca Strachu RecenzjaTak. To jest ta nagroda, którą możecie wygrać u mnie w konkursie [KLIK]. Pierwsza polska książka o Królu, Mistrzu Grozy, najbardziej płodnym autorze naszych czasów. Nie sposób policzyć ile filmów zostało nakręconych na podstawie powieści Kinga, znawcy szacują na około 140, nie licząc wszystkich dollar babies i produkcji fanowskich. King to najbardziej medialny pisarz na świecie, pozycji o jego karierze i dogłębnych analiz filmowych za granicą jest co nie miara, jednak w naszym pięknym kraju do tej pory nie było na ten temat nic. Aż do teraz, bo Robert Ziębiński, wielki fan prozy Króla postanowił podzielić się swoją wiedzą z resztą czytelników, umożliwiając im inaczej spojrzeć na jego twórczość. Chcesz wiedzieć co kierowało pisarzem, gdy pisał Misery? Z jakimi lękami mierzył się pisząc Lśnienie? Dlaczego Dolores Clairborne jest tak ważna w życiu pisarza? I wreszcie dlaczego Stukostrachy to jedna z najgorszych powieści Mistrza? Tego wszystkiego dowiesz się czytając książkę Ziębińskiego.

Największą zaletą tej książki jest szybkość z jaką się ją czyta. Przeczytałem ją w niespełna dwa dni, a mogłem ją skończyć szybciej, gdyby nie inne obowiązki. Ziębiński skupia się na filmografii Kinga. Opisuje każdy ważniejszy film, zarówno dobry jak i słaby. Nie rozwleka swoich wywodów, nie opisuje całej fabuły – prezentuje krótką historię powstania powieści i jak doszło do nakręcenia na jej podstawie filmu. Warto dodać, że autor książki nie jest fanem jakich w naszych czasach najwięcej – zaślepionym w ideał swojego idola, wielbiący wszystko co stworzy, nawet gdyby to była najgorsza książka na świecie. Niestety taki typ fana jest popularny wśród polskich autorów, którzy już zgromadzili pokaźną liczbę swoich wielbicieli, piszą coraz gorsze książki.
Ziębiński jest inny, To fan dojrzały i sprawiedliwy. Mówi nam wprost, która książka to arcydzieło, a która to gniot nie warty przeczytania. Nie ocenia Kinga po książkach, on traktuje go jako człowieka – pokazuje nam skróconą historię jego życia, jak zaczynał swoją karierę, gdzie pracował, od czego był uzależniony. Przedstawia swojego idola jako reżysera, muzyka i ojca młodych autorów książek grozy. Filmy, które przedstawia są starannie wybrane – mamy tutaj ogólnoświatowe hity, ale i niskobudżetowe, niezbyt znane dziełka, do których obejrzenia autor gorąco zachęca.
Najlepsze zostawił na koniec. Mamy starannie wybrany cały kanon filmów, książek i płyt muzycznych, które miały istotny wpływ na wyobraźnie i kunszt literacki Króla, a które każdy szanujący się fan gatunku grozy powinien znać. Najbardziej zdziwił mnie opis jednego ze starszych seriali, którego nigdy nie obejrzałem, ba nawet o nim nie słyszałem za dużo, a bez którego nie byłoby takich seriali jak Zagubieni, Z archiwum X, Supernatural, Miasteczko Twin Peaks czy jednej z powieści Kinga. Muszę tą zaległość jak najszybciej nadrobić!
Największy zarzut jaki mogę postawić to.. spojlerowanie. Tak, tak, autor często przytaczając nam fabułę filmu lub książki często mówi nam jak taka się kończy albo do czego doprowadza przerażająca akcja. Przeczytałem dwie książki Kinga i gdy spostrzegłem co robi autor, omijałem opisy filmów na podstawie powieści, których jeszcze nie przeczytałem, a po które mam zamiar sięgnąć. Nie jest tego dużo, ale nie przeczytałem o Misery, To, Cujo i innych pozycjach, które nie mają znanych ekranizacji. Faktem jest również to, że ta książka tak naprawdę nic nowego nie wnosi do kanonu informacji o Mistrzu. Racja, znajdziemy tutaj sporo ciekawych informacji i anegdot z jego życia, ale najbardziej zagorzali fani będą zawiedzeni.
Dla kogo jest ta książka? Zarówno dla fanów jak i amatorów prozy Mistrza grozy. Ci pierwsi dowiedzą się co nieco o historii powstawania różnych filmów, a Ci drudzy poznają Kinga z innej strony – jako zwykłego człowieka, niepozbawionego wad. Najbardziej usatysfakcjonowani powinni być kinomaniacy, dla których ta lektura będzie prawdziwą żyłą złota wszelkich informacji o filmach, które raz na zawsze zmieniły obraz kina jak i samych filmów. Lektura łatwa i przyjemna, a co najważniejsze – wciągająca.
Wydawnictwo
Replika

Data wydania
16 kwietnia 2014

Liczba stron
319

Ocena
8/10

Jakub Ćwiek – Kłamca, czyli Loki w czystej postaci

Jakub-Cwiek-Klamca-103510-1
Kamil Czyta Książki

Z reguły bardzo ciężko pisać mi o zbiorach opowiadań. Nigdy nie wiem czy mam je traktować jako całość czy opisywać każde z osobna. Jednak Jakub Ćwiek ułatwił mi nieco sprawę, pisząc kolejne przygody Kłamcy, przez co ja skupię się bardziej na samemu głównemu bohaterowi, konstrukcji i spójności fabuły.
Od zawsze interesowałem się mitologią, nie tylko grecką i rzymską, ale i celtycką i skandynawską – z chęcią czytałem poszczególne mity, przygody herosów i opisy najważniejszych bogów. Chyba każdy z nas kojarzy postać Lokiego dzięki filmom Avengers, tam w jego rolę wciela się Tom Hiddleston, moim zdaniem ciekawie interpretując postać boga kłamstw.

Bóg wyruszył na przechadzkę po innych światach. Anioły, pozostawione samopas zajęły się dogłębnym eliminowaniem innych, pomniejszych ich zdaniem bogów. Przewodzi im posłaniec śmierci, archanioł Michał, który nie cofnie się przed niczym. Wraz z Gabrielem i Rafałem rządzą niebem i dowodzą nieustraszonymi wojskami. Podczas oblężenia Valhalli odnajdują adoptowanego syna Odyna – Lokiego. W zamian za wolność proponują mu.. pracę. Od tej pory, bóg kłamstw będzie wykorzystywany do brudnej roboty, biorąc na swoje barki nudne zadania.
Zastępy anielskie jednak nie doceniają swojego nowego pracownika, a raczej jego metod działania. Ćwiek przedstawia nam swojego głównego bohatera jako egoistycznego, pewnego siebie, przekonanego o swojej potędze boga, który każde zadanie wykona bardzo skrupulatnie i szczegółowo. Jego metody na pozór okrutne i pozbawione uczuć okazują się jedynymi, które skutkują, co do tej pory nie było w zasięgu aniołów. Jednak z każdą kolejną kartką zachodzi pewna przemiana w Lokim. Możemy dostrzec w nim kawałek światłości, szczęścia, współczucia i empatii, przez co antybohater powoli przechodzi na tą dobrą stronę.
I tutaj należy się ukłon w stronę autora, bo dokonał czegoś co udaje się niewielu. Umiejscowionego w hierarchicznym dole antybohatera wywindował do miana lubianego i porządnego herosa, którego każdy czytelnik zacznie wielbić. To nie lada sztuka, a co dopiero przy takim bogu jakim jest Loki. Dodajmy do tego szczyptę magii, demonów, aniołów, całej tej otoczki mitologi, lekko pokręconej mistyczności i mamy naprawdę dobrą książkę.
Strzałem w dziesiątkę okazało się wymieszanie nordyckich mitów z chrześcijańską angelologią i demonologią oraz mnóstwem innych pomniejszych celtyckich, rzymskich czy nawet perskich bóstw. Autor wykazuje się bardzo dobrą znajomością zarówno poszczególnych religii, ale i kreacjami bogów, które do tej pory zostały stworzone. On to wszystko wymieszał, dodał szczyptę pikanterii i polskich realiów i powstała książka, która może zachwycić niejednego czytelnika. 
Jak to zwykle bywa z opowiadaniami, jedne są lepsze, inne trochę mniej. I tutaj jest nie inaczej. Mamy kilka perełek, które czyta się w tempie ekspresowym, ale trafią się i takie, przy których czas ciągnie się niemiłosiernie, przez co ogólnie książka traci na wartości. Niektórych może razić sposób pisania Ćwieka – lekko ironiczny, prześmiewczy styl, który ma na celu pokazanie nam, że nawet najbardziej poważna postać, może zostać ukazana w ciut cieplejszym, a przez to i śmiesznym świetle. Dzięki całej tej zabawie czytelnik.. dokształca się. Dowiadujemy się jaka istnieje anielska hierarchia, kto jest najważniejszy w chrześcijaństwie. Jakie demony ma na swoich usługach Lucyfer, kto jest kim w mitologi nordyckiej i jak działa ten cały boski mechanizm. 
Dzięki swojemu prześmiewczemu stylowi książkę czyta się bardzo szybko, a i to nie koniec, bo czekają na mnie jeszcze cztery inne zbiory o przygodach Kłamcy na anielskich usługach. Wierzę, że będą one równie dobre jak tom pierwszy, bo „anielska fantastyka” to coś co mogę z czystym sercem polecić każdemu.
Książka przeczytana w ramach wzywania „Czytam fantastykę II”
Wydawnictwo
Fabryka Słów
Data wydania
 2005
Ilość stron
 272
Ocena 
8/10

Wiedźmińskich opowiadań ciąg dalszy..

wiedzmin-sezon-burz
Wiedźmin wrócił nagle i nieoczekiwanie. Jednego dnia gruchnęła wiadomość, że Sezon Burz ukaże się lada dzień. Atmosferę oczekiwania podsycał udostępniony pierwszy rozdział książki. Zaczęły pojawiać się głosy, że Sapkowski robi to pod publiczkę, dla kasy, że nowe przygody Geralta będą przeplatane z tymi z gier. Wielu czytelnikom, po skończeniu lektury nie podobały się nowe/stare przygody bohaterów, narzekali, że Wiedźmina należało zostawić w spokoju.
Szczerzę mówiąc podszedłem do nowych przygód Wiedźmina z pewną rezerwą, nie chciałem się rozczarować, wertować książki, spoglądać na następne strony, sprawdzając ile mi to jeszcze zostało stron do końca.
Pierwsze pięćdziesiąt stron nie powaliło mnie na kolana, ale że jestem fanem Wiedźmina, parłem do przodu. Zagłębiałem się coraz bardziej…

I nagle, książka zaczęła mnie pochłaniać, znów doświadczyłem tego cudownego uczucia zatopienia się w krainie stworzonej przez Sapkowskiego, znów pragnąłem więcej i więcej, znów porwała mnie wartka akcja, świetnie skonstruowana fabuła, doskonałe łączenie wątków, przemyślany pomysł, sarkastyczny humor, wulgarne żarty, opryskliwe krasnoludy, zadufani czarodzieje, wiarygodni nowi bohaterowie, wpadający w kłopoty Jaskier, niebezpieczne potwory i oczywiście postać najważniejsza – Wiedźmin Geralt z Rivii.

No właśnie, jaki jest nowy Geralt? Czy zmienił się przez te lata? Sapkowski ukazuje go nam w całkowicie nowej sytuacji. Stracił miecze. Wiedźmin? No ale jak to tak, wiedźmin bez mieczy? Jednak autor i w tym mnie nie zawiodła, akcja jest doskonale przemyślana, każdy wątek dopracowany do perfekcji. Może i jest scena, która mnie wręcz oburzyła, bo w końcu Geralt zdawał się przez te wszystkie opowiadania uparty i nieprzekupny, ale Sapkowski zreflektował się bajecznymi opisami walki, która staję się powoli swoistym kunsztem samym w sobie.
Mimo, że minęło dużo czasu od ostatniej powieści o przygodach białowłosego, AS dalej trzyma fason, dalej zachwyca opisami i zwrotami akcji, nadal kreuje bohaterów w sposób za który pokochaliśmy Geralta, Jaskra, Yennefer i wielu innych. Z przyjemnością wróciłem do specyficznego, ciętego języka uniwersum Geralta. Sposób w jaki auto pisze, jest wyjątkowy i nie do podrobienia, a właśnie za to zdobył uznanie czytelników i rzeszę fanów.
„Sezon Burz” to świetny prezent dla fanów, dający nadzieje na kolejne opowiadania, powieści, przypominający nam, że Wiedźmin jest i ma się dobrze.
„Opowieść trwa, pomyślała. Historia nie kończy się nigdy.”
Wydawnictwo
SuperNOWA

Data wydania
6 listopada 2013

Liczba stron
404

Ocena
8/10

Książka przeczyta w ramach wyzwania „Czytam fantastykę II”


Ciarki i dreszcze, czyli King straszy..

yixx

To moje drugie spotkanie z Kingiem, ale jakże udane! Pierwszą książkę jaką przeczytałem tegoż autora to „Christine”, która, mówiąc lakonicznie, nie zachwyciła mnie ani kreacją bohaterów ani opisem historii ani jej zakończeniem. Miasteczko Salem natomiast to książka wyjątkowa. Dzięki Kingowi przenosimy się w świat małego, wiejskiego miasteczka Stanów Zjednoczonych lat 70 ubiegłego wieku.. Mamy tu cały przekrój takiego społeczeństwa, inteligentni nauczyciele, miejscowi pijaczkowie, ciekawskie dzieci, ponętne, młode dziewczyny, starzy zboczeńcy, zatroskani rodzice, stare plotkary, bogaty, chciwy szef biura handlu nieruchomościami i uczciwy szeryf. Jest ten Ben, początkujący pisarz, znany w społeczności Salem, wracający po latach w te okolice.
            I wtedy zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Kolejni ludzie znikają bez śladu, policja ma związane ręce, a Ben zaczyna własne śledztwo. Akcja przebiega wartko i płynnie, z każdą kolejną stroną powieść staje się coraz bardziej mroczna i przerażająca. Postanowiłem, że książkę będę czytał wieczorami, przed snem. A w snach nawiedzało mnie Salem, jego mieszkańcy, wraz z tymi strasznymi rzeczami, które się tam rozegrały. Moim zdaniem, najlepsze momenty książki, to te w których King opisuje miasteczko jako realny byt. Ono żyje, ma świadomość czającego się w nocy zła, ale nie walczy z nim – czeka, co zrobią mieszkańcy. Gdy tajemnica zostaje już odkryta zarówno przed czytelnikiem, jak i bohaterami książki, robi się naprawdę strasznie i niebezpiecznie.
               King ma niesamowity dar wpływania na swojego czytelnika, oddziałuje na naszą psychikę w sposób, którego nie jeden autor by mu pozazdrościł. „Miasteczko Salem” wciągnęło mnie bez reszty, zapewniam, że jest się czego bać, bo kto z nas nie słyszał czasem w nocy, lekkiego, cichego, krótkiego pukania nie wiadomo skąd?
Książka jest bardzo dobra, świetnie napisana. Historia jest naprawdę przerażająca, a jej rozwój skonstruowany niezwykle drobiazgowo. 
Polecam każdemu, chyba, że boisz się czającego w mroku zła?
                                                                                                                             
 Wydawnictwo
Prószyński i S-ka

 Data wydania 

26 marca 2009

 Liczba stron 

528

Ocena

8/10