Głodowe Igrzyska Śmierci

 

Katniss igrzyska_smierciEverdeen. To imię i nazwisko zna chyba każdy czy to z książki czy też jej ekranizacji. Film obejrzałem zaraz po polskiej premierze i byłem zachwycony, świetna fabuła, wartka akcja, ciekawy świat no i oczywiście wątek głównych bohaterów.

 

Teraz po kilku latach postanowiłem przeczytać książkę. Czemu dopiero teraz? Nie znoszę narracji pierwszoosobowej. Tak wiem, to dziwne, ale nigdy jej nie trawiłem, zawsze mnie nudziła, często porzucałem książki pisane tym stylem, nie mogłem się wczuć zamysł autora ani w stworzonych bohaterów.


Skórzane kurtki, ryk silników.. To Chłopcy Jakuba Ćwieka

chlopcy-b-iext12868081
Kamil Czyta książki Jakub Ćwiek Chłopcy Nibylandia Piotruś Pan
Kto z Was nigdy nie słyszał o ekipie Piotrusia Pana i kapitanie Haku? Ktoś? Ktokolwiek? No właśnie, jako malutkie szkraby słuchaliśmy naszych rodziców, opowiadających nam przygody chłopca, który nigdy nie chciał dorosnąć. Historia lekka, łatwa i przyjemna, niepozbawiona śmiertelnego wroga Haka i wiernej towarzyszki w postaci wróżki Dzwoneczka. Każdy z nas chciał przeżyć równie ciekawe przygody jak Zagubieni Chłopcy, a możliwość latania? Ekstra! Jakub Ćwiek również słyszał o tej historii, ba, on ją uwielbiał, oglądał wszystkie ekranizacje, bez niej nie mógł zasnąć. Dorósł. Czy stał się niedojrzałym chłopcem niczym Piotruś Pan? Niekoniecznie.

Zaczyna się z wielkim przytupem. Szybka akcja, trupy, wybuchy, motory i piękne kobiety. Niczym z amerykańskiego filmu czy serialu Sons of Anarchy (ogląda ktoś?), bohaterowie żywcem wyjęci z przydrożnego baru dla nieciekawych typów robiący rozpierduchę na całego. Czytelnik dosłownie jest wciągnięty do książki. Nie ma czasu na zastawianie się, rozmyślanie, tutaj wszystko pędzi na złamanie karku i to przez niektórych może być potraktowane jako minus. Autor coś tam napomyka o Nibylandii i Piotrusiu, ale poza tym nie wiemy nic. Nie wiemy kim są główni bohaterowie, co robią, z kim walczą, po co to robią i w ogóle gdzie my jesteśmy? Ja sam miałem chwilowe problemy z zaaklimatyzowaniem się z realiami opowieści, bo Ćwiek od początku rzuca nas na głęboką wodę.
A ten robi to co wychodzi mu najlepiej. Serwuje nam kilka opowiadań, lepszych i gorszych o Chłopcach. Kumplach Piotrusia, któremu w głowie namieszała „ta dziwka Wendy” i pod jej wpływem opuścił swoich przyjaciół. Nibylandia upadła, a oni musieli wyemigrować do Polski, kraju gdzie o nich się opowiada. Założyli drugi dom, pałeczkę dowodzenia przejęła Dzwoneczek i wszystko miało być po staremu. Z jednym wyjątkiem. Chłopcy zaczęli dorastać.
Stworzyli gang motocyklowy, szerzący zgrozę wśród wrogów i sympatie u przyjaciół, a zwłaszcza wśród biednych sierot. Głównych bohaterów mamy kilku, mi najbardziej spodobał się duet Kędzior – Milczek, ich relacja jest stworzona po mistrzowsku. Zabawna, pełna ciekawych sytuacji i anegdot – to prawdziwy przyjaciele na dobre i na złe. Jest jednak jeden problem. Chłopcy rosną, ale nie dojrzewają, widać to zwłaszcza po Bliźniakach, których mimo upływu lat dalej trzyma się czarny humor i bezczelne zachowanie. Egoistyczne podejście do życia najlepiej określa ich stosunek do reszty gangu. Jak się bawić to się bawić, nie?
Wśród tych opowiadań wyłowiłem trzy perełki. Absolutnie pochłaniające czytelnika i wypluwające go, gdy ten ma coraz większą ochotę na więcej i więcej. Ich wyjątkowość polega na zabawie z czytelnikiem. Każde opowiadanie zaczyna się od kompletnie obcej osoby, jednak w tych trzech autor autentycznie prowadzi swoją grę z czytelnikiem. Mamy przeświadczenie, niemalże pewność, że opowiadania są niepołączone ani nie stanowią swoistej całości. A to błąd! Ćwiek tak dobrze prowadzi swoją opowieść, że dopiero pod koniec zdajemy sobie, że czytamy historię połączoną kilkoma wątkami. Duży plus.
Znajdą się i tacy, którzy będą psioczyć na nowe przygody Chłopców. „No jak to tak, z opowieści dla dzieci zrobić powiastkę dla dorosłych?! Przecież to świętokradztwo!” Otóż nie! Jest to idealne rozwiązanie, łącznik pomiędzy malutkimi chłopczykami z Nibylandii a gangiem z polskiego lunaparku. Ćwiek pokazuje nam przemianę bohaterów, przedstawia nam możliwe drogi życiowe, którymi poszli. Tak naprawdę to jedna z opcji, kim mogliby się stać dzieci z Nibylandii w dorosłym życiu, czemu nie? Przecież niejeden nastolatek w fazie burzliwego dojrzewania marzył i śnił o ryczących motocyklach, wietrze we włosach i wielkiej wolności.
Język jest straszny. Mięcho leci prawie z każdej kartki, nie ma zdania bez soczystej ku*wy czy innego słowa z łaciny kuchennej. Zdaję sobie sprawę, że autor chciał nam przybliżyć życie gangu motocyklowego, a co za tym idzie, ich zachowań, słownictwa i zwyczajów. No ale bez przesady. Kędzior jest zabawny (moim zdaniem to najbardziej interesująca postać w książce) jednak jego zachowanie jest po prostu skandaliczne i chamskie. Niektórzy, a zwłaszcza niektóre mogą poczuć się urażeni/one. Jeśli kiedyś chcieliście zwiedzić obskurny i brudny bar na poboczu drogi, rodem z amerykańskiego filmu, czytając książkę będziecie mieli takową okazję. Typy spod ciemnej gwiazdy, przedmiotowe traktowanie kobiet, szybkie numerki w ubikacji, szowinistyczne zachowania facetów – jest tego trochę. Jednak zdolna (i piekielnie seksowna) Dzwoneczek da sobie radę w każdej sytuacji. No prawie. 
Nie od dziś wiadomo, że Ćwiek ma bardzo lekki styl, typowy dla rozrywkowego czytadła, które ma bawić i cieszyć, a przy tym świetnie się sprzedawać. I autorowi wychodzi to naprawdę dobrze, bo jego nazwisko jest dziś kojarzone w wielu kręgach z poczytną, polską fantastyką. To już moje trzecie spotkanie z nim i ciągle chcę więcej. Nie wiem jak on to robi, ale potrafi przyciągnąć czytelnika na stałe. Zwłaszcza po tym jak skończył pierwszą część Chłopców, jasno mówiąc, że będzie tom drugi, jednocześnie wprawiając w zgrzytanie zębów swoich fanów. Gdybym mógł, kolejne przygody Zagubionych Chłopców czytałbym od razu po zakończeniu tomu pierwszego.
Pozostaje pytanie dla kogo jest ta książka. Mogę Wam zagwarantować, że będziecie się przy niej świetnie bawić, nieraz uronicie łzę ze śmiechu, ale i poczujecie przyjemny dreszczyk grozy. Kwiecisty język, bogaty w kolokwializmy może niektórych zniechęcić, a kilka fabularnych sytuacji zniesmaczyć, jednak umiejscowienie Chłopców w polskich, niezbyt przyjaznych realiach było strzałem w dziesiątkę i z ręką na sercu mogę Wam polecić ich przygody. Będziecie się świetnie bawić!
P.s. Uwielbiam to wydanie książki. Czerwona wstążka nadaje poważniejszego wyrazu opowiedzianej historii, a elegancka okładka lekkiej dostojności niedojrzałym chłopcom :)

Wydawnictwo
SQN

Data wydania

7 listopada 2012

Liczba stron
320

Ocena
7/10
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN!
www.wsqn.pl

Futbol obnażony. Szpieg w szatni Premier League

futbol-obnazony-do-100kb-3d
 
 Piłka nożna to moja druga pasja. Co tydzień, regularnie w każdą sobotę spotykamy się z chłopakami, młodszymi i starszymi, i zaczynamy „kopać gałę”. To taki dobry przerywnik po całym tygodniu chodzeniu na studiach, dzień w którym męcząc się możesz odpocząć i wylać siódme poty. Nie wiem czy wiecie, ale od dawna jestem kibicem jednego z klubów angielskiej piłki. Od ponad 12 lat moje serce bije w niebieskim kolorze i nigdy się to nie zmieni. Wiem, że może część dziewczyn tego nie zrozumie, ale nas facetów często ciężko odgonić od telewizora czy komputera, śledzących wyniki poszczególnych meczów. W moje ręce trafiła „najgłośniejsza piłkarska książka ostatnich lat” i przyznam szczerze, że było to moje pierwsze (i nie ostatnie) spotkanie z tego typu lekturą.

The Secret Footballer, bo to on jest autorem książki, zaczął publikować dla Guardiana 26 listopada 2011 roku; ku ogromnemu zdziwieniu całego piłkarskiego środowiska pisał o wszystkich zakulisowych smaczkach i kontrowersjach związanych z życiem piłkarza. Po osłupieniu przyszedł czas na gniew, obraźliwe komentarze w stronę autora zaczęły napływać lawinami, a gdy to nie pomogło przyszedł lęk – bo to może o gwieździe Premier League będzie kolejny artykuł? Co będzie jeśli pieczołowicie skrywane tajemnice wyjdą na jaw?
Dodatkowej pikanterii dodaje fakt, że nikt nie wie kim tak naprawdę jest autor książki. Istnieje strona, na której każdy może wypowiedzieć się w dyskusji, podać swoje typy. Fani piłki nożnej wyodrębnili paru piłkarzy, którzy pasują do profilu tajemniczego kopacza. Teorii spiskowych nie ma końca, a artykuły jak się pojawiały tak się pojawiają nadal. 
Trudno sklasyfikować tę pozycję jako gatunek literacki. W księgarniach widziałem ją na półce opatrzoną tabliczką z nazwą Poradniki, jednak tak bym jej nie nazwał. To swoista opowieść o kulisach najtwardszej ligi piłkarskiej na świecie. Mamy tutaj wszystko co każdy fan piłki zna – wielkie nazwiska piłkarzy, znanych sędziów, bogate kluby, znane marki, drogie alkohole, egzotyczne kraje, dziewczyny do wynajęcia na jedną noc. Nie jest to opowieść druzgocąca nasze wyobrażenia o futbolu, ale swoje kontrowersje ma. Autor bardziej skupia się na sobie niż na innych piłkarzach, owszem przytacza zabawne anegdoty czy pozbawione sensu zagrania menadżerów i agentów, ale tak naprawdę jest to opowieść o człowieku, który zasmakował w piłce wszystkiego. 
Stał się gwiazdą angielskiego futbolu, a swoją karierę zaczynał na podwórku swojego bloku. Pławił się w luksusie, pił drogie wina, chodził do ekskluzywnych restauracji, prowadził wojny szampanowe z zawodnikami Barcelony. Gdzie w tym wszystkim piłka zapytacie? W ludziach. Bo to oni ją tworzą. Sędziowie, agenci, menadżerowie czy nawet kit-mani to osoby odpowiedzialne za wizerunek i jego kreacje w Anglii. Każdy kto choć raz był na większym stadionie w Polsce poczuł tę niesamowitą atmosferę, radość po strzelonej bramce, gwizdy i przekleństwa po straconej. W jednej chwili antybohater może być na ustach każdego kibica drużyny. Piękno futbolu jest nie do opisania i trzeba tego doświadczyć na własnej skórze, by móc to zrozumieć.
Ile razy ktoś z nas krzyczał w kierunku telewizora „no komuś to zagrał?!” „Coś ty zrobił?!” „Za co ci płacą baranie?”, autor również wymienia te i inne przykładowe okrzyki sfrustrowanych kibiców, jednak wyjaśnia nam powoli i spokojnie, że takie reakcje nie mają najmniejszego sensu, bo wszystko jest zaplanowane, a to, że plan nie wypalił.. wina piłkarza ;) Zrozumienie taktyki jest kluczem do zrozumienia piłki. Autor przytacza nam rozumowanie poszczególnych menadżerów, ich wizji gry i kontaktów ze swoimi podopiecznymi. Astronomiczne kwoty jakie decydują się wydać by sprowadzić za wszelką cenę jednego z zawodników przyprawiają nas, zwykłych ludzi, o bóle głowy, jednak wszystko jest przemyślane, i nie wszystkie pieniądze idą do kasy piłkarza. Anonimowy piłkarz odsłania również i tę kartę – kulisy wielkich transferów przestają być zagadką. Wiemy jak to się odbywa, w jakiej atmosferze, ba, wiemy nawet w jaki sposób dochodzi do takich negocjacji.
Jak każda książka, i ta ma swoje lepsze i gorsze strony. O ile opowieść o piłkarzach, szefach i zarządcach czyta się szybko i przyjemnie, tak strony o agentach i ich pracy jest nudna i moim zdaniem powinna być z książki wycięta, bo nie wnosi nic co byśmy sami już wcześniej nie widzieli. Najjaśniejszą stroną pozycji jest oczywiście to co wszyscy lubimy najbardziej czyli burdy, bijatyki, seksualne ekscesy i głupie zachowania. Tych co prawda jest niewiele, ale warto przeczytać większą część książki by dotrzeć do tego rozdziału. Zwłaszcza historia o pewnych drzwiach obrotowych powinna Was rozśmieszyć.
Najważniejsze w tej książce to szczerość. The Secret Footballer skupia się na sobie, to jego opowieść życia, często wyboista w drodze na sam szczyt, którzy wcale nie był usłany różami. Pokusy w postaci alkoholu, narkotyków, seksownych dziewczyn gotowych zrobić wszystko za jedną wspólną noc to tylko niektóre z nich, których wystrzegać się trzeba jak ognia. W końcu stracił zainteresowanie futbolem. Popadł w depresje. Nie widział sensu w życiu, bał się iść na trening, rozmawiać z kolegami z drużyny. Nie chciał znać nikogo, całymi dniami siedział i nic nie robił. Stracił cały majątek, pieniądze z gry gdzieś się rozpłynęły, a on został z niczym. Postanowił się tym z nami podzielić i wyszło mu to na dobre. Pierwszy artykuł do Guardiana, traktujący właśnie o jego chorobie przyjął się z wielkim pozytywnym przyjęciem, a kibice chcieli więcej i więcej.
Ciężko ocenić tą książkę, wiedząc że nie każdy interesuje się piłką nożną i nie każdy jest jej fanem. Ja jako zapalony miłośnik angielskiego futbolu znalazłem tutaj parę smaczków dotyczących różnych piłkarzy zakulisowych potyczek, walenia głową w mur  czy mocno zakrapianych imprez. Jednak co najważniejsze to szczera spowiedź człowieka, który osiągnął wszystko i wszystko stracił.
P.S. Wiecie już któremu klubowi kibicuję?
Wydawnictwo
SQN

Data wydania
19 marca 2014
Liczba stron
264
Ocena
7/10



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN!
http://www.wsqn.pl/

Kataną i wiśnią czyli Takeshi. Cień Śmierci Mai Lidii Kossakowskiej

MATRAS
Takeshi Cień Śmierci Maja Lidia Kossakowska Recenzja

Przyznam się bez bicia. Pragnąłem tej książki. Pragnąłem nowego powietrza, świeżości w polskiej fantastyce, okraszonej niebanalnym stylem i kwiecistym językiem. Niestety moje fundusze książkowe leżą i kwiczą,a dusza ma cierpi męki niezmierne, jednak dzięki księgarni Matras mogłem przenieść się w do kraju wiśni, ponadto kwitnącej. Zanim rozpocząłem swoją przygodę z Takeshim, pożyczyłem z biblioteki powieść Siewca Wiatru tejże autorki, by przekonać się czy to jest to. Po przeczytaniu dwóch rozdziałów śmiało mogę stwierdzić, że do Siewcy wrócę z ogromną przyjemnością. Ostatnio jakoś bardziej zaintrygowały mnie anioły i demony. Wracając do najnowszej powieści Kossakowskiej…

Wakuni. Tak nazywa się państwo (?), w którym rozgrywa się większa część akcji. Należy ono do Świata. Ni to starego, ni to nowego. Świat, bo tak nazywany jest świat książki, jest na granicy przenikalności starego, japońskiego porządku, pełnego honorowych daimio, szlachetnych samurajów, kolorowych kimono, kwiecistych ogrodów, wspaniałych rezydencji, różnorodnej religii, kultury i ciekawej historii, a światem nowym, inteligentnych biomaszyn, zdradzieckich gangów i z powiewem całkiem nowej kultury. Kimono traci na rzecz obcisłych i kusych sukienek, katana jest mniej śmiercionośna niż pistolety, a cesarz odszedł na boczny tor. Tutaj harmonia i porządek dawnych kultur i historii mieszają się z natarczywością i agresją nowych czasów, przez młodych ludzi uważanych za lepszych.
Początki mojego spotkania z lekturą nie były łatwe. Nudziłem się. Może zabrzmi to jak bluźnierstwo, ale początkowe opisy i walka przeraźliwie mnie zniechęciły. Wszystko zlało się w jeden wielki opis, bez choćby grama uniesienia, czy podniesienia ciśnienia w moich żyłach. Wszystko stało się takie typowe i niezbyt oryginalne.  Jednak nie oceniam książki po kilku stronach i zawsze staram się dobrnąć do końca, nie ważne jak głupia by była. A z tą pozycją jest inaczej. Do niej trzeba dojrzeć. Zrozumieć sens. Zastanowić się co autorka chce nam pokazać, jak opisuje japońską kulturę, w jaki sposób operuje słowem. To wszystko jest ważne, bo bez tego nie poznamy dobrze głównych bohaterów powieści.
A tych jest kilka, choć niepodzielnie rządzi ten tytułowy – Takeshi. Adept jednego z Zakonów, który przemierza świat w poszukiwaniu odrobiny spokoju i ciszy. Trafia do małej mieściny, z pozoru nic nie obchodzącej najwyższych bogów. Jednak karma, jest kapryśna, a raczej nieprzewidywalna, przez co główny bohater, chcąc nie chcąc, zostaje wplątany w sam środek boskich planów. Od razu możemy dostrzec próby autorki przybliżenia nam jak najlepiej odczuć i światopoglądów danych bohaterów. Próbuje nas z nimi utożsamić i przybliżyć ich rozterki, radości i żale, jednak wychodzi jej to średnio, bo autentyczność zostaje gdzieś zgubiona w opisach moralnych rozterek. Czasem przypominają one typowe, uczniowskie lanie wody – cały czas o tym samym, ale ubrane w inne słowa. Bełkot, który zajmuje trzy strony, spokojnie można by było skrócić do maksymalnie jednej strony. Najbardziej można to dostrzec w dwóch, następujących po sobie rozdziałach – w jednym mamy użalanie się nad sobą dawnej przyjaciółki Takeshiego, które trwa przynajmniej jego połowę, a w następnym, również połowę, sam Takeshi użala się nad swoim losem i głupotą przyjaciółki.
To jest jedyny mój zarzut co do tej książki, choć język w niektórych przypadkach mógłby być lepszy. Większość porównań i metafor jest okraszona słowem niczym przez co wszystkie kwieciste opisy są podobne. A te są naprawdę spektakularne. Widać, że autorka ma bardzo rozbudowany język i umie się nim nieźle posługiwać, zwłaszcza w rozbudowanych porównaniach. Myślę, że krew została porównana do kilkunastu różnych rzeczy, przez co mój szacunek do autorki wzrósł dwukrotnie, bo niewielu pisarzy to potrafi. 
Każdy z nas (chyba się nie mylę? ;D) miał w życiu taki okres, że interesował się kulturą Dalekiego Wschodu – sposobem życia, barwną historią, samurajami, kodeksem bushido, gejszami, cesarzami i całą tą tajemniczą i bardzo szlachetną otoczką starodawnej Japonii. Wiśnia, ostre katany, kimona, ryż, honor, honor i jeszcze raz honor to symbole kraju, gdzie rzeczywistość miesza się ze światem metafizycznym. Kossakowska świetnie przybliża nam kraj kwitnącej wiśni. Robi to doskonale, wykazuje się niesamowitą wiedzą na temat bóstw, obyczajów czy etykiety. Dzięki niej każdy z nas może na chwilę stać się potężnym samurajem, wyrafinowanym skrytozabójcą czy lekko i powabną, wystrojoną w kimono damą. Czytając książkę, kilka razy odpływałem w nieznane mi pola uprawne ryżu,widziałem klasyczny nihon-teien (japoński ogród), mieszkałem w mince (tradycyjnym domu japońskim), rozmawiałem z potężnym daimio. Ze wspaniałego snu mojej wyobraźni budziła brutalnie moja Luba, powtarzając po raz któryś swoje pytanie. Przyznam, że miała ze mną ciężko, bo książka, wciągnęła mnie na dość długi czas, nie przejmując się osobami obok. Taka egoistka.
Jeden aspekt w kwestii wady czy zalety jest nierozwiązywalny. Efekciarstwo. Sama Kossakowska mówi nam, że ta książka to film, który zawsze chciałam nakręcić. I rzeczywiście, gdybyśmy przenieśli na ekrany kin akcję powieści, to dostalibyśmy niezły film z efekciarską rąbanką. Nie ma się co oszukiwać, krew leje się gęsto, na wszystkie strony latają odcięte głowy, walki są szybkie i bezwzględnie wymagające, ale i filmowo sztuczne. Bohaterowie są prości do bólu, wiemy o co każdemu chodzi, co go męczy, trapi i cieszy. Jeżeli ktoś jest zły – taki pozostanie i nie ma szans, by miłosierny Jizo zmienił takiej osoby charakter. Dla jednych to wszystko jest wadą, dla innych zaletą, o tym zadecydujecie sami.
 Z chęcią poczytałbym więcej o Zakonach, tajemniczych zwierzętach i historii kraju, w którym przyszło żyć głównym bohaterom. Autorka bardziej skupia się na fabule, lekko pomijając to co zainteresowałoby sporą grupę ludzi – ogólny zarys historyczny i geopolityczny kraju. Na szczęście na samym końcu książki mamy opisane wszystkie Zakony działające na terenie Wakuni, wraz z krótkim słowniczkiem wyjaśniającym najważniejsze pojęcia.
Na osobny akapit zasługuje zakończenie. Proszę Państwa, śmiało mogę powiedzieć, że to najlepsze zakończenie jakie czytałem od dawna. Nie wiem czy Pani Kossakowska czytała zasady pisania książek Stephena Kinga, ale do jednej z nich zastosowała się nad wyraz skrupulatnie. Wbiła czytelnikowi nóż w plecy. Podsyciła nasz apetyt. Gdy już akcja zmierzała do niesamowitego końca, oczy biegały jak szalone po kolejnych słowach, krew burzyła się ze wściekłości na dowódce gangu, kląłem na wszystkich japońskich bogów, nagle moim oczom ukazały się krwistoczerwone litery Koniec tomu pierwszego. CO?! No ja się pytam! Jak tak można, no jak?! Kluczowy moment dla całej akcji, fabuła przyspiesza w kosmicznym tempie, a tu nagle takie coś?! Ja protestuję! Nie zgadzam się! Nie wyrażam zgody! Kiedy będzie następny tom?! Ja się pytam!
Pozostaje tylko obawa, że tom drugi i trzeci będą gorsze, ujdzie gdzieś ta wena i namiastka starej Japonii, pozostawiając żal i zgrzytanie zębów. Mam nadzieję, że tak nie będzie i kolejny tom przyniesie nam więcej wrażeń, a akcja dalej będzie niczym kadr sceny walki z wybitnego filmu. Warto ludzie, warto!
www.matras.pl
Za udostępnienie książki bardzo dziękuję księgarni Matras!

Wydawnictwo
Fabryka Słów

Data wydania
11 kwietnia 2014

Liczba stron
460

Ocena
7/10

Recenzja bierze udział w wyzwaniu „Czytam Fantastykę II”

Lubicie kłamać? Kłamca 2 – Jakub Ćwiek

klamca-2-bog-marnotrawny-b-iext4905169
Kamil Czyta Książki Kłamca 2 Jakub Ćwiek

Pierwszy tom Kłamcy wywarł na mnie duże wrażenie i bardzo pozytywnie zaskoczył. Poszedłem do biblioteki by go oddać, a gdy zauważyłem tom drugi, nie wahałem się ani chwili. Teraz żałuję, że tak późno zdecydowałem się na poznanie przygód boga kłamstw – Lokiego i jego sposobów rozwiązywania boskich problemów. Mam w planach zaopatrzyć się w całą serię i umieścić ją na honorowej półce ;) Jednak wracając do Kłamcy..

Boga nie ma. Odszedł zaraz po zmartwychwstaniu Jezusa. Zstąpił do Piekieł, pogadał z Lucyferem i powierzył aniołom zachowanie porządku świata. Te z wielką gorliwością zabrały się do pracy, likwidując wszystkie, niewygodne bóstwa innych religii. Do swoich zastępów włączają Lokiego – mistrza kłamstw i oszustw, który zaczyna pracować dla dobra boskich planów. Nie jest jednak bezmózgim narzędziem, a kimś kto z każdym następnym zleceniem i jego niekonwencjonalnym wykonaniem zyskuje szacunek skrzydlatych i ich szefów, czyli archanioła Michała, Gabriela i Rafała.
Pierwsze co rzuca nam się w oczy, zaraz po przeczytaniu kilka początkowych stron to zmiana głównego bohatera. Loki nie jest już słodkim, blondwłosym chłoptasiem, który rzuca żarty na lewo i prawo, bez wysiłku wykonującym podrzędne prace zlecone przez archaniołów. Poznajemy jego trochę bardziej mroczną naturę, sam staję się odpowiedzialnym i poważnym bogiem. Nie traci jego ironiczny humor, a wręcz przeciwnie – jego dosadność staję się jeszcze większa. Nie tylko czytelnik zauważa tę zmianę, postacie otaczające Lokiego również wyczuwają jego zmianę i traktują go odrobinę inaczej. Najlepiej widać to po Michale, który staje się zazdrosny i zaczyna podchodzić do całej sprawy mniej żartobliwie.
Zyskujemy coś nowego – wątek romantyczny. Jenny, podopieczna Michała i jego ulubienica, wpada w poważne tarapaty, spotyka Lokiego i od razu wytwarza się pomiędzy nimi jakaś chemia. Przynajmniej z jej strony, bo nie zapominajmy, że nordycki bóg jest mistrzem kłamstwa i nigdy nie wiadomo, co planuje. Jednak są momenty, kiedy wydaje się być jej szczerze oddany i wierny. Jak można było się domyślić Michał nie jest zadowolony. 
Dalej mamy do czynienia ze zbiorem opowiadań, jednak stają się one coraz bardziej mroczne i nieprzewidywalne. Ćwiek dodał do swojego boskiego kanonu dwóch bogów – Erosa, boga miłości i Bachusa, boga wina, znanego także jako Dionizosa. Dzięki nim do książki trafił świeży powiew przygód i śmiesznych sytuacji. Reprezentują całkiem inna postawę niż zastępy niebieskie i Loki, ale to właśnie dzięki temu książkę czyta się jeszcze lepiej. Poznajemy także kilka kawałków historii z życia boga kłamstw, dowiadujemy się, że i on wie co to strach i wszechogarniająca niemoc. 
Mam duży problem z oceną tej pozycji. Z jednej strony nie jest to już zbiór błahych opowiastek z ironicznym zacięciem, przy których ubawimy się co nie miara, a z drugiej mam świadomość, że nie jest to już takie świeże. Myślę, że jest to część ciut lepsza niż jej poprzedniczka. Opowiadania są poważniejsze, czuć, że fabuła idzie w stronę czegoś poważniejszego, anioły zaczynają kombinować, demony są coraz bardziej sprytniejsze, drugoplanowe postacie tworzą otoczkę tajemniczości, czynią całą historię ciekawszą i bardziej interesującą. Jednak jest to nadal powielony schemat poprzedniego zbioru opowiadań. Książka traci gdzieś tą całą oryginalność i pomysłową koncepcję na rzecz uczucia niedosytu. Nie przejmowałbym się tym tak bardzo, bo przecież tak jest z kolejnymi tomami opowiadań. 
W dalszym ciągu wszyscy fani (w tym ja) mitologi różnorakiej będą usatysfakcjonowani. Mamy więcej demonów, autor odkrywa przed nami kolejną hierarchiczność w zastępach niebieskich, dowiadujemy się więcej o odejściu Boga, nie zapominając oczywiście o głównym bohaterze, Lokim, który wykazuje się lepszą organizacją, pomyślunkiem i zdecydowaniem. To taki typowy twardziel bez skrupułów w dążeniu do własnego celu. A jaki ten cel jest? Tego dowiemy się, mam nadzieję, w następnych opowiadaniach. 
Boję się tylko jednego, że kolejne tomy nie będą tak dobre jak te pierwsze, przez co cała seria straci na uroku i nie będą nią tak zafascynowany jak teraz. Pozostaje mi tylko polecić ją wszystkim wielbicielom aniołów, mitów – odnajdziecie się tutaj wyśmienicie, a styl pisarza, który jest niezwykle prosty i wyrafinowany, dodatkowo zaostrzy Wam apetyt na kolejne tomy.
Wydawnictwo
Fabryka Słów

Data wydania
2006

Liczba stron
296

Ocena
7/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania „Czytam fantastykę II”