Niezwyciężony Herkules czyli Agatha Christie i Dwanaście prac Herkulesa

dwanascie-prac-herkulesa-b-iext3805229
Z Agatą Christie jest tak, że albo się ją uwielbia albo … wręcz przeciwnie. Ja z jej twórczością jestem związany od dawna, kiedy to moja rodzicielka na nowo zaczęła pożyczać z biblioteki wybrane książki. Nie mając co czytać, sam podkradałem jej powieści, by wsiąknąć na dłużej w egoistyczny, próżny i schludny światek małego Belga. Czytając kolejne przygody małego detektywa zawsze pytam mamę jak wymawia się jego nazwisko, bo przyznam się szczerze, że nie idzie mi zapamiętanie tego – zawsze wymawiam z czystą polską intonacją – pojrot. Tym razem Poirot stawia sobie poprzeczkę bardzo wysoko, a w sumie to Christie taką sobie stawia, bo jak można porównywać doczesne sprawy i zagadki do ciężkich i niemożliwych do wykonania prac mitycznego herosa, syna Zeusa – Herkulesa.


Klasycznie i wybitnie lecz nudno – Grobowce Atuanu Ursuli K. Le Guin

352x500
Grobowce Atuanu Ursula K. Le Guin Recenzja Opinia Ged Kamil Czyta Książki
Klasyka fantasy. Niepowtarzany styl. Wysoki kunszt literacki. Niesamowita zdolność do plastycznych opisów. To wszystko charakteryzuje pióro jednej z najwybitniejszych autorek fantasy Ursuli K. Le Guin. Kilka tygodni temu wszystkie jej książki ze świata Ziemiomorza zostały wydane w jednym, pięknym i potężnym tomisku, które byłoby ozdobą mojej biblioteczki. Niestety, na chwilę obecną muszę szukać pojedynczych książek w bibliotece, która ostatnio bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, prezentując na półce z fantastyką wszystkie tomy przygód Krogulca. Grobowce Atutanu to druga część historii Geda – arcymaga Ziemiomorza, którego przemianę psychiczną mogliśmy obserwować w części pierwszej, o której pisałem o TUTAJ.

Arha to Pożarta – Jedyna Kapłanka Grobowców Atuanu, służy Bezimiennym, mrocznym bóstwom mającym moc niszczenia, lecz pozbawionych daru tworzenia. Legenda mówi, że Kapłanka odradza się w dzień swojej śmierci – inne Kapłanki i Strażnicy Miejsca wyruszają w poszukiwaniu dziecka, które urodziło się w dzień jej śmierci. Tym razem jest to dziewczynka o imieniu Tenar. Rozpoczyna naukę pod czujnym okiem fanatyczki Kossil, która służy Bogu-Królowi, wywyższonemu, który połączył cztery wyspy w jedno imperium. Gdy już osiągnęła stosowny wiek, by przejąć swoje najważniejsze obowiązki, gdy wdraża się w rytm narzuconego panowania Grobowcami, zdarza się coś czego nawet Bezimienni nie mogli przewidzieć. Najświętsze Miejsce zostaje skalane przez mężczyznę, maga, których Kapłanki nienawidzą od zarania dziejów. Jednak Arha jest piętnastoletnią dziewczyną, która ma swoje rozterki, która nie jest do końca pewna, czy to w co wierzy, jest prawdziwe, czy to co zostało jej narzucone, jest słuszne.

Nie jest to już, jak pierwsza część, opowieść o dojrzewaniu, szukaniu siebie, poznawaniu własnego ja. Autorka skupia się na aspekcie wiary, zadaje retoryczne pytanie, czy to w co wierzysz może zostać zburzone przez świadka innej wiary? Czy jesteś na tyle wierzący/a, a Twoje fundamenty wiary tak silne, że nic ich nie zburzy? Czy pokierujesz się wiarą czy zdrowym rozsądkiem? Pytania trudne i wymagające większej dyskusji. Jednak Le Guin stawia w takiej sytuacji swoją główną bohaterkę. Tak, Ged inaczej Krogulec zostaje zepchany na dalszy tor, on stanowi tutaj impuls, nadający przebieg dalszych wydarzeń. To on jest swoistym malutkim kamyczkiem, który wywoła prawdziwą lawinę.

W poprzedniej części przygód maga działo się dużo – dużo walk, szaleńczych pogoni, potężnych zaklęć, dopiero pod koniec wszystko ucichło, gdy akcja przeniosła się na morze. To był punkt kulminacyjny, który wszystko rozwiąże i pokaże czy główny bohater miał rację. Tutaj dzieje się niewiele. Tenar prowadzi nudne i niewymagające życie Kapłanki. To co zna najlepiej to mroczne czeluścia tuneli i labiryntów Grobowców. Poza tym, o świecie wie tyle, ile usłyszała od starszych Kapłanek. Ale czy to co mówią faktycznie jest prawdą? Pewnego dnia w Grobowcach zjawia się intruz, złodziej, który szuka tylko jednego – drugiej połówki potężnego pierścienia. Arha ukradkiem obserwuje przybysza, którym okazuje się Ged. Jak to wpłynie na dalsze życie Kapłanki? O tym musicie się przekonać sami.

Jak już wspomniałem wcześniej, dzieje się niewiele. Całą fabułę można streścić w kilku zdaniach, nie wysilając się na wzniosłe frazesy. Akcja płynie leniwie przez kolejne dni, nie unosząc się ani trochę, cierpliwie czekając końca. No właśnie.. Książka jest niesamowicie przewidywalna. Od samego początku można wysnuć daleko idące wnioski dotyczące końca akcji. Wszystko się sprawdza wraz z nadejściem maga. Od tej pory fabuła nie zaskoczy nas ani na chwilę, po drodze znajdziemy jakieś nieprzewidywalne posunięcia ze strony Arhy, ale w zasadzie to tyle w temacie. To moje dwa największe zarzuty względem powieści – wolny i nudny rytm akcji i irytująca przewidywalność.

Styl autorki pozostał taki sam. Niezwykle kunsztowny i okraszony pięknymi porównaniami i zgrabnymi epitetami. Klasyka fantasy w najlepszym wydaniu. Jak i w pierwszej części mieliśmy niezwykłą dbałość o każdy opis i szczegół, tak tutaj doświadczamy tego w jeszcze większej formie – każdy ruch, ciemność, mrok, światło, słońce, postać, kamień, brama, pierścień, echo, szept i wiele innych jest opisanych z niezwykłą szlachetnością i dozą homerowskich porównań. Zewsząd otacza nas klasycyzm pisarstwa i dostojeństwo pióra Le Guin. To do czego nas przyzwyczaiła w pierwszej części tutaj uderza w nas ze zdwojoną siłą – jej podejścia do czytelnika i jego wymagań artystycznych mogłoby się uczyć wielu polskich pisarzy fantasy.

Fani autorki będą zachwyceni i zarówno onieśmieleni jej stylem. Jednak przez zbyt wolną akcję i przeszkadzającą przewidywalność całość nie prezentuje się jako arcydzieło literatury. Książkę, która ma ledwo ponad 130 stron czytałem parę dni, podświadomie wiedziałem, że będę lekko znudzony i mam lepsze rzeczy do roboty. Jestem ciut rozczarowany, ale jednocześnie mam nadzieję, że kolejne części przygód Geda będą ciekawsze, bo do tych na pewno wrócę.

Wydawnictwo
Phantom Press International Press

Data wydania
1990

Liczba stron
138

Ocena
6/10

Ciemno wszędzie, straszno wszędzie.. Dawid Waszak – O Tym, który raz już umarł

CAM00363
Kamil Czyta Książki Dawid Waszak O Tym który raz już umarł recenzja Grzegorz Marcin Narodziny Zła Steve
Odkąd zacząłem czytać książkę, wiedziałem, że będzie ciężko napisać jej recenzje. Autor postanowił na niemalże 100 stronach zmieścić tyle wątków ile by starczyło na 400-stronicową powieść. Ma to swoje plusy i minusy, o czym później. Zastanówmy się najpierw kim tak naprawdę jest Dawid Waszak? W sieci nie ma wielu informacji na jego temat – urodzony w 1989 roku, wielbiciel punk rocka, pisze książki. Mocne, brutalne. Jak sam mówi, chce nam dać coś czego próżno szukać na polskim rynku książkowym. Chce nam dać książkę oryginalną, szokującą, ale i prawdziwą.
O Tym, który raz już umarł jest jego drugą powieścią, niejako powiązaną z pierwszą pod tytułem Narodziny zła. Mogę powiedzieć jedno – tak ponuro i przytłaczająco nie było w żadnej innej książce jaką czytałem.

Ktoś w każdy piątek morduje prostytutki. Jest brutalny i do bólu profesjonalny. Wodzi za nos policję, która jak to zwykle bywa jest bezradna, bez pomysłu na schwytanie psychopaty. A ten nic nie robiąc sobie z zagrożenia, dokonuje coraz zuchwalszych mordów. W końcu, policjanci decydują się na ryzykowne posunięcie – ich koleżanka będzie udawała panią lekkich obyczajów, by jej koledzy w odpowiednim momencie mogli schwytać mordercę. I od tej sytuacji zaczyna się książka. Dopiero później otrzymują garść informacji o życiu głównego bohatera – Grzegorza, który nie uświadczył łatwego życia. Narratorem jest jego jedyny przyjaciel , ksiądz Marcin, który spisał rozmowy z policjantem i postanowił dopingować mu w jego karierze. Fabuła jest bardzo zagmatwana, końcowe rozwiązanie nie rozwiązuje niczego, gołym okiem widać, że autor nadal się z nami bawi kreśląc ostatnie zdania powieści.
Książka ma 98 stron. Przez nie przewija się kilka bohaterów, życiorys Grzegorza, jego sny, rozmowy z Marcinem, problemy w pracy, miłosne uniesienia i oczywiście opisy mordów. Zapytacie, jak autor zmieścił na tylu stronach tyle wątków? Zaraz Wam odpowiem, wpierw skupiając się na wadach takiego rozwiązania.
Historia jest prosta i językowo nieskomplikowana. Nie znajdziemy tutaj ani wzniosłych metafor, ani barwnych porównań, ani szczegółowych opisów. Wszystko jest proste i klarowne. Nie do końca, brakuje lepszych portretów postaci – jak o Grzesiu wiemy naprawdę sporo, tak o reszcie bohaterów? Oni po prostu są, nie są dobrze nakreśleni, widać, że autor się na nich nie skupiał. Nie ma nawet opisanego ich wyglądu, przewijają się przez powieść niczym duchy. Ich funkcja jest sprowadzona do jestestwa i załatwienia swoich spraw, z prawdziwym egoistycznym podejściem. 
Dialogi są sztuczne. Kompletnie nieprawdziwe i tworzone na siłę, nie pomogły wulgaryzmy, które miały nadać autentyczności prowadzonych rozmów. Nie są ani rozwinięte ani skomplikowane, ktoś coś powie, ten drugi odpowie, od razu się z nim godząc, ani razu nie polemizując. Sztuczność bije po oczach.
Czytelnicy dzielą się na dwie kategorie – jedni lubią zdania proste i nieskomplikowane, naszpikowane potocznym językiem. Drudzy są entuzjastami wielkich porównań i inteligentnych opisów z barwnym językiem. Ci pierwsi czytając książkę Waszaka będą wniebowzięci. Zdania bardzo rzadko są rozbudowane, napisane prosto i przejrzyście. Bardzo często pojawiają się powtórzenia. Pisząc recenzje unikam ich jak ognia, tutaj widać, że autor nie przykładał do tego dużej wagi. Może miało to nadać większego realizmu historii? Tego nie wiem.
Reklamodawca pisał, że znajdziemy w książce Waszaka elementy grozy. Ja takich nie zauważyłem, choć zdaję sobie sprawę, że ten element miały sprawować sny Grzegorza. I niektórych mogą one przestraszyć czy wywołać dreszczyk na plecach, jednak dla mnie nie było to nic oryginalnego – częsty motyw w różnych powieściach. Można jedynie przystanąć i zastanowić się nad ich przesłaniem, a to może być naprawdę intrygujące.
Potencjał historii jest niesamowity, jednak niewykorzystany właśnie przez tą objętość. Bardzo żałuję, że autor postanowił napisać krótką książkę skupiając się na realności i autentyczności historii. Ja jestem zwolennikiem długich form, jednak jest moja subiektywna ocena. Autorowi udało się kilka rzeczy. Jego zamiar by przybliżyć nam jak najlepiej prawdziwy świat wyszedł znakomicie. Zewsząd otacza nas brudna, szara i ponura rzeczywistość. Każdy działa dla własnego dobra, nie oglądając się wstecz. Miasto w którym rozgrywa się główna akcja jest utrzymane w stonowanych, ciemnych barwach, nadając jeszcze większej wyrazistości popełnianych w nim brutalnych zbrodni. Opisy mordów są, ale nie aż tak rozbudowane i krwawe jakby oczekiwał po literaturze z pogranicza thrillera. Nastrój jaki towarzyszył mi przez całą powieść, jak i po jej skończeniu mogę z całą pewnością zaliczyć za wyjątkowy atut – jesteśmy przytłoczeni brutalnym podejściem do życia, jego przedmiotowego traktowania i pedantyzmem popełnianych zbrodni. 
Grzegorz jest naprawdę skomplikowaną postacią. Jego życie nie było usiane różami, jego kariera przebiegła w zawrotnym tempie, w efekcie czego dostał sprawę z którą nie może sobie poradzić. Jest zadufanym w sobie egoistą, który nie cofnie się przed niczym by osiągnąć to co sobie zamierzył. Brakowało lepszej psychologicznej analizy jego czynów, jednak z drugiej strony nadaje mu to trochę psychopatycznego profilu maniaka.

Waszak napisał historię wyjątkową. Nie jest odkrywcza ani oryginalna jednak nadrabia swoją brutalnością i obojętnością. Przedstawia dosadnie realny i oszukańczy świat, w którym by przeżyć musisz być sprytny i silny psychicznie. W nim nie ma miejsca dla mięczaków i słabeuszy. Jednak to co w niej najlepsze to nastrój jaki w Tobie wywoła, bo nie czytałem drugiej równie ponurej książki. Jeśli chcesz zmierzyć się z histerycznym Grzegorzem, egoistycznym księdzem i otaczającym ich mrokiem – czytaj śmiało. Zajmie Ci to nie dłużej niż godzinę, w podróży, w czasie przerwy czy obiadu. Ja ze swojej strony, mogę zapewnić autora, że sięgnę po jego debiutancką powieść, by przekonać się czy jest lepsza niż O Tym, który raz już umarł. Aha! Okładka jest jedną z najlepszych jakie widziałem, samo spojrzenie na nią wystarczy by poczuć dziwne kłucie strachu w podbrzuszu.

Wydawnictwo
Warszawska Firma Wydawnicza

Data wydania
27 maja 2014

Liczba stron
98

Ocena
6/10

Za możliwość poznania Grzesia dziękuję portalowi

https://www.facebook.com/PNGiSAM

I nie zapomnijcie odwiedzić fanpage autora
https://www.facebook.com/Waszak.Dawid

Jo Nesbo – Czerwone Gardło

CAM00344
Jo Nesbo Czerwone Gardło Kamil Czyta Książki
Moje pierwsze spotkanie z Jo Nesbo [KLIK] było kwintesencją zachwytu i  przeogromnej chęci na więcej. Policja była najlepszym kryminałem jaki czytałem od bardzo dawna i choć była to ostatnia książka z Harrym Holem, to wiedziałem, że autor pisze swoje powieści tak, by każdy mógł czytać je w dowolnej kolejności.
Czerwone Gardło to 3 tom z charakterystycznym komisarzem, które wygrałem o tutaj: Strefa Czytania. Nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was do przeczytania recenzji. 

Harry Hole to alkoholik. Próbuje walczyć z nałogiem, raz wychodzi mu to lepiej, raz gorzej. Kolejne wydarzenia z jego życia mieszają się z dziurami w pamięci spowodowane przez trujące substancje. Mimo, że jest singlem, może liczyć na wsparcie od koleżanki z pracy – Ellen. To właśnie ona jest czynnikiem budującym jego wolę walki, a jednocześnie motorem napędowym do dalszych działań przeciwko prywatnemu wrogowi. Hole to geniusz śledczy. Jego myślenie i tok rozumowania są jedyne w swoim rodzaju, a nierozwiązywalne sprawy, prędzej czy później znajdą się w zasięgu umysłu komisarza.  Tym razem trafia on na trop przemyconego do Norwegii najlepszego karabinu na świecie. Pierwsze podejrzenie trafia na neofaszystów, których w Oslo jest aż nadto, a oni sami czują się bezkarni. Jednak kolejne wydarzenia stawiają sprawę w zupełnie innym świetle. Czy to możliwe, że przeciwnik Harry’ego walczył na frontach drugiej wojny światowej?

Pomysł na fabułę genialny. Nie jest nowością, że wielu żołnierzy najbardziej zabójczej wojny na świecie często borykało się z problemami psychicznymi, lękami i innymi schorzeniami, które ciężko sobie wyobrazić. Jesteśmy młodzi, większość z nas uczyła się o wojnie z książek historycznych, często wzbogaconych o opowieści naszych dziadków. Jo Nesbo miesza teraźniejszość z latami młodości weteranów wojennych, którzy przeżywali koszmar na wschodnim froncie. Dowiadujemy się, co tak naprawdę się tam działo, a jednocześnie możemy dostrzec motywy, którymi kieruje się morderca.
Od razu rzuca się nam w oczy niezwykła dbałość o najdrobniejsze szczegóły z jaką pisze Nesbo. Jego kunszt objawia się nam z każdą kolejną przeczytaną stroną, przez co chcemy więcej i więcej. Autor ma niezwykły dar, potrafi niesamowicie wciągnąć swojego czytelnika w swoją opowieść, to co już pisałem kiedyś – mąci, naprowadza nas na fałszywe tropy, miesza w domysłach. Wystawia nam jak na talerzu głównego podejrzanego, my jesteśmy niemal pewni, że to on jest winny, a za moment wszystko szlag trafia i musimy wszystko budować od nowa. To wszystko sprawia, że poprzez złość na autora wychwalamy jego styl. Doskonale wie czego czytelnik oczekuje po norweskim kryminale, świetnie zna realia, udowadnia nam to dzięki opisom z życia poszczególnych bohaterów.
Właśnie dzięki temu umiemy się zżyć z jego postaciami. Nie mamy tutaj tylko suchych faktów i niesamowitych wyczynów czy spektakularnych pościgów. Akcja nie pędzi coraz bardziej z kolejnymi kartkami, Nesbo snuje leniwie swoją opowieść, jak typowy średniowieczny gawędziarz bajkę wiejskim dzieciom. Bohaterowie są tacy jak my, mają swoje problemy, lepsze i gorsze dni, opisując ich życie codzienne autor zbliża nas do nich. Wszystko tutaj jest stonowane i odpowiednio dopasowane, pisarz umiejętnie podsyca atmosferę, pogłębiając nasz głód wiedzy, możemy wyczuć, że zmierzamy do punktu kulminacyjnego, który będzie kompletnie nieprzewidywalny.

Dużym plusem jest historia znajomości Harrego i Rakel. Do tej pory znaliśmy komisarza jako
Jo Nesbo Czerwone Gardło Kamil Czyta Książki typowego samotnika, z wąskim gronem znajomych, stroniący od bankietów i zabaw. W tej książce poznaje kobietę, którą miłośnicy prozy Nesbo dobrze znają i lubią, bo jest to naprawdę pozytywna postać, mimo że w tej części sporo nabroiła :) Kolejny ukłon w stronę autora należy się za wplecenie wątków biblijnych. Nadało to bardziej uroczystego i poważniejszego charakteru powieści, wiemy, że mamy do czynienia z mordercą, który wie co robi i nie cofnie się przed niczym
Teraz mogę zebrać trochę cięgów od fanów. Zawiodłem się. Po niesamowitej Policji oczekiwałem kolejnego zachwytu, siedzenia z otwartymi ustami przez 5 minut po skończeniu książki, ale gdzieś po drodze wszystko to wyparowało. Na początku się nudziłem, wiem brzmi to strasznie, ale taka prawda. Zanim zostaliśmy wprowadzeni we wszystkie szczegóły, zanim cała akcja i fabuła zostały nam naświetlone minęło sporo czasu. Cała historia, mimo swojego potencjału nie wciągnęła mnie tak, bym całą książkę przeczytał w kilka godzin, zajęło mi to kilka dni.

Mamy magiczną Norwegię, styl życia jej mieszkańców, ugrupowania neofaszystowskie, ponure lokale, obskurne mieszkania i ich opisy są stworzone naprawdę na medal. Ale gdzieś to wszystko umyka pod wpływem mnogości nazwisk weteranów wojennych, którzy przewijają się przez kartki powieści, na początku ciężko zrozumieć kto jest kim, zwłaszcza w czasach współczesnych, ja sam pod koniec powieści nie do końca zrozumiałem jedną kwestię, ale może dlatego, że nie była ona do końca wyjaśniona. Spodziewałem się mocnego zakończenia, które wciśnie mnie w fotel i będę o nim pamiętał jeszcze przez długi czas. Niestety, jest ono zwyczajne, ani zaskakujące, ani oryginalne. Może to dlatego, że autor stopniowo rozwiązuje poszczególne aspekty sprawy, pozostawiając na deser główny cel mordercy, który sami możemy się domyślić na kilka stron przed zakończeniem.

Ciężko mi ocenić tą książkę. Mam sentyment do mojego pierwszego spotkania z Nesbo, którym byłem oczarowany. Teraz dostałem średnią książkę, która nie jest tak dobra jak moja poprzedniczka. Mam tylko nadzieję, że inne części przygód Harrego Hola będą o niebo lepsze i równie wciągające jak Policja. Słyszałem, że Nesbo im starszy tym lepszy, więc tego się będę trzymał i obiecuję Wam, że to nie jest ostatnia recenzja jego książek :)

Wydawnictwo
Dolnośląskie

Data wydania
2006
Liczba stron
422
Ocena
6/10

Sprawa śmiercionośnej zabawki – Erle Stanley Gardner

sprawa-smiercionosnej-zabawki-b-iext3721497
Kamil Czyta Książki Erle Stanley Gardner

Dawno nie czytałem żadnego kryminału. Zaglądnąłem do skromnej biblioteczki mamy i ukradłem właśnie tę pozycję. To była jedyna książką, która zwróciła moją uwagę; może przez banalny tytuł, może przez chęć poznania nowego autora. Jest to lektura łatwa, lekka i przyjemna, taka, która zajmie jeden, góra dwa wieczory, jednak ma w sobie coś, co zachęca do zapoznania się z innymi przygodami głównego bohatera książek Gardnera – adwokata Perry’ego Mansona.

Tak naprawdę ciężko opisywać kryminał nie zdradzając głównego wątku sprawy. Na początku mamy spis postaci, które pojawią się w opowieści, łącznie z krótkim opisem kto jest kim. Następnie poznajemy poszczególnych bohaterów, apodyktycznego, egoistycznego i zawistnego ojca Roberta – Mervina, który nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć swój cel, nie przemierzając w środkach. Jego nowa wybranka, Norda, poznając jego prawdziwe oblicze stara się od niego uwolnić, lecz nie jest to takie proste. Zaczyna dostawać listy z pogróżkami, a raczej wycinkami z gazet, informującymi o morderstwach kobiet popełnionych przez odrzuconych kochanków. Policja umywa ręce, więc dziewczyna zwraca się z prośbą do znanego adwokata – Perry’ego Mansona. Relacjonuje mu poprzednią noc, spędzoną u pierwszej żony Mervina – Lorraine. Norda opowiada, że w nocy usłyszała strzał, płacz dziecka, a w piwnicy znalazła maszynę do pisania, z której wysyłano do niej listy.
I tutaj, moi Drodzy zaczyna się zabawa. Manson biega od jednego świadka do drugiego, każdego zręcznie przesłuchując, korzystając z pomocy swojej sekretarki i zaprzyjaźnionego detektywa. Wszystko krystalizuje się w jedną całość, a przynajmniej tak czytelnikowi się wydaje. Stanley zręcznie naprowadza nas na fałszywy trop, jednak nie jest to tak nieprzewidywalne jakbym oczekiwał. Łatwo dotrzeć do wniosku, że coś tu nie gra, i prawdopodobnie rozwiązanie jest zupełnie inne. Sama zagadka nie jest ani innowacyjna, ani wymagająca, jednak potrafi wciągnąć i tak po prawdzie motyw krwi na chodniku jest najlepszą stroną tej książki.
Bohaterowie są prawdziwi. Nienawidzimy Mervina, lubimy Mansona, litujemy się nad Nordą, współczujemy Robertowi, nie przepadamy za Horacym, ojcem Mervina. Są oni jakby z krwi i kości, autentyczni, a co za tym idzie, sama zagadka ma charakter prawdziwej. Jak wspomniałem nie jest ona wymagająca, lecz myślę, że autor, jako świetny prawnik, bardziej skupił się na rozprawie sądowej, i różnych metodach przesłuchań. Jego ulubieńcem jest Perry, któremu zależy tylko i wyłącznie na swojej klientce, i zrobi wszystko by została uniewinniona. 
A ta jest przeprowadzona po mistrzowsku. Od samego początku rozprawy mamy wrażenie, jakbyśmy siedzieli w miejscu dla publiczności, lub jako przysięgły. Pytania są krótkie, ale treściwie, przesłuchiwani denerwują się, kręcą, uśmiechają, gdy osiągają swój mały tryumf. Nie ma czasu na nudę, tutaj wszystko pędzi jak pociąg, zmierzający do końcowej stacji. Właśnie ta rozprawa, czyli druga część jest o niebo lepsza od pierwszej, sprawa zmierza do finału, wiemy coraz więcej, a z drugiej strony nie wiemy nic o prawdziwym mordercy, pojawiają się nowe, często zaskakujące dowody, które stawiają świadków w różnym świetle. 
Mam żal do wydawnictwa, za umieszczenie akurat takiego fragmentu książki z tyłu okładki. Niefortunnie dobrany spowodował, że przez większą część książki myślałem, że znam już zakończenie, przez co czytało mi się samą książkę niezbyt komfortowo. Jednak, gdy autor przedstawił mi kompletnie inne rozwiązanie, od razu ruszyłem z czytaniem jak z kopyta. Ciężko było też ze zrozumieniem samej sprawy, jak i podejściem opiekunki do zabawek Roberta. Rozumiem, że były inne czasy (książka została wydana w 1947 roku), ale kurcze no! nie przemówiło to do mnie.
Ciężko pisać o kryminałach, zwłaszcza tak krótkich jak ten, czy sir Doyle’a czy też Agathy Christie. Recenzent chcę przedstawić wszystkie swoje odczucia, względem powieści, bohaterów, jednak nie może zdradzać fabuły, czy poszczególnych wątków, które mają istotny wpływ na przebieg całej sprawy. Dużym plusem jest inne rozwiązanie zaproponowane przez Gardnera. Sprawy nie rozwiązuje jeden błyskotliwy detektyw, a jeden adwokat, i to nie sam, lecz przy pomocy przyjaciół, a jaka była prawda, dowiadujemy się na sali sądowej. 
Niemniej jednak polecam tę książkę każdemu, kto nie czytał innych powieści pisarza, kto czuje klimat sali sądowej, jest ciekawy, w jaki sposób jedno, małe dziecko może spowodować tyle zamieszania, no i oczywiście zachęcam do poznania Perry’ego Mansona – najlepszego adwokata jakiego znam. 
Wydawnictwo
Dolnośląskie

Data wydania
2005

Liczba stron
 221
Ocena
6/10