Papierowe postaci Eliny Hirvonen..

Przypomnij-sobie_Elina-Hirvonen-images_big-3-978-83-7414-399-8

Ostatnio odwiedziłem jedną z tanich księgarni w Krakowie, polując na jakieś ciekawe książki. Kupiłem dwie. „Przypomnij sobie” zwróciło moją uwagę niesamowicie intrygującą okładką, przemyślaną i z ciepłym odcieniem zieleni. Przeczytałem opis z tyłu, rekomendacje krytyków i pomyślałem „Czemu nie? Dawno nie czytałem książek o takiej tematyce.”

Elina Hirvonen to fińska prezenterka i dziennikarka telewizyjna. Jej debiutancka powieść „Przypomnij sobie” była nominowana do prestiżowej nagrody literackiej Finlandia Prize 2005. Bardzo ładnie się zapowiada prawda? Nie często przecież debiutanckie powieści zyskują aprobatę krytyków i uwielbienie czytelników, a zwłaszcza o tak trudnych tematach. 

Autorka kreuje trzy główne postacie – rodzeństwo Anne i Jonasza, oraz partnera Anny – Iana.

Wszystkie historie są opisywane z perspektywy Anny, bo to ona wyrasta nam na główną bohaterkę powieści, to jej przemyślenia i chęci śledzimy przez większość kartek powieści.
Zaczyna się sielankowo. Anna przedstawia nam swoją rodzinę jako pełną życia i miłości, zgraną i szczęśliwą społeczność, którą nic nie jest w stanie zburzyć. Aż do pewnego incydentu, kiedy to wszystko nagle zaczyna się walić. Ich ojciec zaczyna się zmieniać. Nie rozumie własnego syna, nie jest czuły na jego nadwrażliwość, a emocjom daje upust podczas maltretowania chłopaka. Jonasz dzielnie przeciwstawia się ojcu, dodatkowo chroniony przez Anne, która widzi brata z innej perspektywy, wie, że nie jest zwykłym chłopcem tak jak inni. Niestety, ojciec staje się apodyktycznym, nieobliczalnym tyranem, nie rozumiejącym własnych dzieci, usprawiedliwiający się przed Bogiem. Wkrótce Jonasz trafia do szpitala psychiatrycznego, a Anna wyjeżdża na studia, próbując tym samym odciąć się od przeszłości.
Ian, wykładowca na uniwersytecie w Helsinkach, uciekł ze swojej ojczyzny – USA, zaraz po ataku terrorystycznym na World Trade Center. Nie stracił tam nikogo, nie zginął mu nikt bliski, a jednak odczuł  atmosferę zbliżającej się wojny, przeżywając ją na swój, chłopięcy sposób. Jego ojciec walczył w Wietnamie, przed wojną był czułym, kochającym rodzicem, mężem. Wrócił jako inny człowiek, zamknięty w sobie, milczący, nie potrafiący sobie poradzić z okropnościami wojny partyzanckiej. Wkrótce trafił do szpitala dla weteranów wojennych z urazami posttraumatycznymi. Ian, nie poznający własnego ojca, nie radzący sobie z rzeczywistością, postanawia pomóc ojcu.
Przyznam szczerze, że temat jest doskonały na świetną książkę. Niestety Pani Hirvonen skupiła się na emocjach i jak najpiękniejszym przekazaniu czytelnikowi swoich odczuć, usilnie starając się wymyślić piękne sentencje niczym Paulo Coelho. Muszę się kupić teraz na wadach, bo jest ich naprawdę dużo.
Autorka przedstawia nam idylliczne opisy myśli, przeżyć bohaterów, którzy nie radzą sobie z przeszłością. Zawsze czegoś chcą, muszą, czują, że powinni, ale za każdym razem czytamy to samo: nie potrafią, nie mogą, nie są w stanie. Bohaterowie są całkowicie statyczni, przecz większość część książki nic się nie dzieje, oprócz małego fragmentu maltretowania Jonasza. Każdy z nich, jest wykreowany w ten sam sposób – słaba psychicznie osoba, z traumatycznymi przeżyciami, samotna i próbująca pomóc innym, zamiast sobie. Nie raz miałem ochotę krzyknąć do nich by w końcu coś zrobili, a nie tylko gdybali, co by było gdyby.. Razi niekonsekwencja autorki, przez co czasem czytelnik gubi się pomiędzy przeszłością, a teraźniejszością, które nieustannie się przeplatają, czasem nie wiadomo, czy to co czytamy już było, czy dopiero teraz się dzieje. Smutnym faktem są też niedopracowane dialogi, które nie mają czasem sensu, są pisane na siłę i są śmiesznie sztuczne. Liczne powtórzenia i zdania rażą oczy. Najczęściej czytałem wywód Anny, o tym, że widzi każdego z mężczyzn (Iana, Jonasza, swojego ojca) jako małych chłopców, beztroskich i zagubionych. Wśród tego wszystkiego, magia skandynawskiej literatury gdzieś zanikła.
Najbardziej jednak denerwuje postawa Anny i Iana, o ile ta pierwsza próbuję się odciąć od brata, by zacząć żyć własnym życiem, o tyle Ian jest statycznie nudny. Ciągle myśli, jego czyny są pozbawione sensu, ciągle czytamy, że chciałby porozmawiać, ale nie potrafi, a gdy ktoś wytknie mu bierność, daje się ponieść emocjom i skarży się o tym swojej partnerce. Ona natomiast ciągle żyje przeszłością, chce zapomnieć o bratu, ale jednocześnie mu pomóc. Wiem, że autorka chciała przedstawić ich jako zbłąkane, samotne dusze, ale moim zdaniem wyszło to przeciętnie.
Elina Hirvonen ma bardzo lekkie pióro, trzeba jej to przyznać, język jest prosty, ma trafiać do czytelnika i zostawić po sobie ślad. Posługuje się licznymi sentencjami i metaforami, wszystko jest opisane z dużym patosem. Trafiają się wulgaryzmy, które sprowadzają nas z tego błogiego stanu brutalnie na ziemię, przypominając, że bohaterowie są tylko ludźmi. Najjaśniejszą stroną tej książki, są listy Jonasza. Świetnie pokazują jego przemianę, z szalonego, zakręconego chłopaka, do trudnego pacjenta szpitala psychiatrycznego. Również opisy kobiecości i namiętności stoją na wysokim poziomie, autorka sprawnie manewruje językiem i stylem.
„Przypomnij sobie” to lektura trudna. Opisuje bardzo poważne tematy, które mogą się przytrafić każdemu z nas. Nie każdy jest twardy, często za późno odkrywamy w sobie ogromną wrażliwość. Opisów uczuć i emocji mamy tutaj od groma, przez co książka staje się wyjątkowa, jednak zmarnowany potencjał i niedopracowani bohaterowie psują końcową ocenę. 
Wydawnictwo
W.A.B

Data wydania
2008 (data przybliżona)

Liczba stron
184

Ocena
5/10