Moje Wymarzone Czytadełko :)

wc2

Dziękuję bardzo za pozytywne komentarze pod moim ostatnim postem :) ja miałem niezły ubaw odpowiadając na nie i wymyślając kolejne odpowiedzi, ale chciałem też Wam poprawić humor i nastawić pozytywnie do całego świata. Postanowiłem, że spróbuję wymyślić podobny liebster i nagrodzić nim kilka blogów, zobaczymy co mi z tego wyjdzie ;) Efekty już wkrótce!

Dzisiaj mam dla Was zabawę zaproponowaną przez Dominika z bloga Śniący za dnia – Wymarzone Czytadełko. Autor stara się nakłonić nas do lekkiej kreatywności i zachęca do stworzenia zarysu książki (dla nas) idealnej. Zabawa o tyle dobra, że nie zobowiązują żadne granice. Tytuł, fabuła, okładka, bohaterowie – to wszystko jest w Twoich rękach! Więc (wiem, nie zaczyna się od tego zdania, who cares?) jakie jest moje wymarzone czytadełko?

  
1. Jaki tytuł nosiłaby Twoja wymarzona książka?  
(nie musicie podawać konkretów – możecie napisać co musiałby w sobie zawierać, aby od razu przykuł Waszą uwagę)
 Na pewno musiałby to być niebanalny tytuł, nawiązujący do klasycznego fantasy. Władza, miecz, zamek, król – to wyrazy, które przykułyby moją uwagę.
 
2. Do jakiego gatunku literackiego można by ją zaliczyć?

(a może wymykałaby się wszelkim klasyfikacjom?)
Musiałoby to być moje ukochane fantasy. Jednak nie pogardziłbym, jeśli zostałyby tam wplecione wątki ze świata grozy.

3. Do stylu pisarskiego jakich autorów mogłabyś/mógłbyś przyrównać formę treści w tej książce?
Tolkien, Sapkowski, Martin, Brown – mix autorów powodujący książkowy orgazm.

4. Gdzie miałaby się toczyć akcja książki?
(świat realny a może wymyślony?)
Jak fantasy to i świat wymyślony – wielki kontynent, o zróżnicowanej faunie i florze, na tyle rozległy, by akcja musiała być podzielona na kilka książek :P

5. Kto byłby jej głównym bohaterem?

(kobieta, mężczyzna, potwór z bagien?)
Nie wiem co w tym jest, ale lepiej mi się czyta o kobietach i ich przygodach, zwłaszcza wybornych łuczniczkach z dużą dozą tajemniczości. Może dlatego, że takie bohaterki są bardziej nieprzewidywalne i charakterystyczne niż typowy średniowieczny rębajło :)
 

6. Na czym opierałby się wątek przewodni?

(miłość, śmierć, zemsta? etc.)
A może jakaś amnezja? Temat niby oklepany, ale rzadko poruszany w światach fantasy. Niemożność przypomnienia sobie kim jesteśmy i co robiliśmy wcześniej – dobrze by się to czytało (bez filozoficznych wywodów). Drugi pomysł – główna bohaterka ukrywa się w puszczy przed światem, ktoś ją odnajduje i próbuje zabić – ta chce się dowiedzieć kim był ten ktoś i czemu chciałby ją zamordować.

7. Książka posiadałaby szczęśliwe zakończenie czy też nie?
Oczywiście, że nie! Szczęśliwe zakończenia są nudne. Umrzeć ktoś musi.

8. Napisana byłaby prostym językiem czy może treść kryłaby symbolizm i szczyptę filozofii?
Prosty język, tak by każdy kto to czyta mógł z łatwością zrozumieć o co chodzi. Pewnym jest fakt, że takich wywodów nie dałoby się uniknąć, ale nie sprowadzałaby się do przemyśleń czysto egzystencjalnych. Żeby książka była dobra, coś się musi dziać.
 

9. Co prezentowałaby okładka?
Piękny krajobraz, wyciągnięty z tego magicznego świata, ale utrzymany w ciemnej, stonowanej tonacji- może góry w deszczowy poranek?
 

10. A może już odnalazłaś/odnalazłeś „Wymarzone czytadełko? :)
Mam i chyba każdy wie jakie :) No jakie? :>

Zachęcam Was do wzięcia udziału w zabawie, bo każdy, chcąc czy nie, ma taką wymarzoną książkę, którą mógłby czytać w nieskończoność. Faktem motywującym jest możliwa nagroda od Dominika, ale o tym przeczytacie już na jego blogu ;)

Nietypowy Liebster Blog Award #4

liebster2
Dzisiaj trochę inaczej i bardzo rozluźniająco ;) Moreni wymyśliła bardzo wymagające pytania, jednocześnie bardzo ciekawe i świetnie dopasowane do tego co lubię najbardziej czyli fantastyki. Nie powiem, musiałem chwilę pomyśleć nad niektórymi odpowiedziami, mam nadzieję, że autorka będzie zadowolona :)

1. Wchodzisz do księgarni i widzisz na półce ostatni egzemplarz książki, której pożądasz. Już podążasz z nim do kasy, kiedy w drzwiach stają wiedźmin Geralt, Lara Croft, Daenerys, Voldemort i Darth Vader. Wiesz, że wszyscy przyszli po książkę, którą właśnie trzymasz. Masz sekundy na podjęcie decyzji. Co robisz?
 Bardzo powolnym ruchem wyciągam mój osobisty Jedyny Pierścień, zakładam go na palec i cichcem się wymykam. Przechodząc obok nich drażnie smoki Dany, by Geralt czymś się zajął, szturcham Vadera, który oskarża o to Voldemorta i spokojnie wychodzę z księgarni. O Larę się nie martwię, nawet gdyby mnie dopadła, oczarowałbym ją swoją personą :P
2. Możesz posiąść jedną kompletnie bezużyteczną supermoc. Co by to było?
Zastanawiałbym się pomiędzy zamienianiem alkoholu w wodę lub przywoływaniem świeżego twarogu.
3. Którego z książkowych zwierzaków chciał/abyś mieć i dlaczego?
Skrzata domowego – posprząta, ugotuję, zabawi rozmową. Świetny przyjaciel.
4. Możesz zyskać jedną całkiem nową umiejętność, ale w zamian musisz poświęcić którąś ze starych. Jaką umiejętność byś wymienił/a i na co?
Chciałbym za jednym ruchem ręki móc zgolić brodę, na rzecz umiejętności lutowania ;)
5. Podczas wycieczki w górach gubisz się w jaskini. Widzisz w korytarzu jakiś odległy blask i idziesz w jego stronę. Okazuje się, że to nieprzebrane skarby… Kiedy dotykasz złotych monet, spostrzegasz, że z irytacją przygląda Ci się właściciel skarbów – Smaug. Co robisz?
Przepraszam bardzo za zakłócanie spokoju i obiecuję, że za niewielką dopłatą przyprowadzę mu jakieś samiczki (Geralt by pomógł) ;D
6. Wolał/abyś być elfem, krasnoludem, hobbitem czy orkiem?
Zdecydowanie elfem, czytanie książek w nieskończoność? To lubię :D
7. Możesz przenieść się do dowolnie wybranego fikcyjnego świata książki, filmu, czy gry. To będzie podróż w jedną stronę. Który świat wybierzesz i dlaczego?
Wybór oczywisty. Śródziemie Tolkiena. Wiem, że niebezpieczne i czasem mroczne, ale wiele bym dał by się tam znaleźć.
8. Jaką postać uważasz za słodką do obrzydliwości?
Wszystkie zdjęcia małych zwierzaków w słodziutkich pozach.
9. Jaka książka, która nigdy nie doczekała się kontynuacji powinna ją mieć?
Zabrzmi to dziwnie, ale z chęcią przeczytałbym kontynuację Roku 1984 Orwella.
10. A jaka ją ma i zdecydowanie nie powinna?
Wojny świata wynurzonego, moim zdaniem słaba książka, która stała się trylogią ;)

11. Którą z nienakręconych ekranizacji książek chciał/abyś zobaczyć?
Z chęcią zobaczyłbym Wiedźmina w hollywoodzkim wydaniu, taki przebój kinowy, by oddać mu hołd :)
Uf! Dałem radę, choć lekko nie było. Dziękuję jeszcze raz za te pytania, totalnie inne niż wszytskie krążące w tego typu zabawach ;D

Jo Nesbo – Czerwone Gardło

CAM00344
Jo Nesbo Czerwone Gardło Kamil Czyta Książki
Moje pierwsze spotkanie z Jo Nesbo [KLIK] było kwintesencją zachwytu i  przeogromnej chęci na więcej. Policja była najlepszym kryminałem jaki czytałem od bardzo dawna i choć była to ostatnia książka z Harrym Holem, to wiedziałem, że autor pisze swoje powieści tak, by każdy mógł czytać je w dowolnej kolejności.
Czerwone Gardło to 3 tom z charakterystycznym komisarzem, które wygrałem o tutaj: Strefa Czytania. Nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was do przeczytania recenzji. 

Harry Hole to alkoholik. Próbuje walczyć z nałogiem, raz wychodzi mu to lepiej, raz gorzej. Kolejne wydarzenia z jego życia mieszają się z dziurami w pamięci spowodowane przez trujące substancje. Mimo, że jest singlem, może liczyć na wsparcie od koleżanki z pracy – Ellen. To właśnie ona jest czynnikiem budującym jego wolę walki, a jednocześnie motorem napędowym do dalszych działań przeciwko prywatnemu wrogowi. Hole to geniusz śledczy. Jego myślenie i tok rozumowania są jedyne w swoim rodzaju, a nierozwiązywalne sprawy, prędzej czy później znajdą się w zasięgu umysłu komisarza.  Tym razem trafia on na trop przemyconego do Norwegii najlepszego karabinu na świecie. Pierwsze podejrzenie trafia na neofaszystów, których w Oslo jest aż nadto, a oni sami czują się bezkarni. Jednak kolejne wydarzenia stawiają sprawę w zupełnie innym świetle. Czy to możliwe, że przeciwnik Harry’ego walczył na frontach drugiej wojny światowej?

Pomysł na fabułę genialny. Nie jest nowością, że wielu żołnierzy najbardziej zabójczej wojny na świecie często borykało się z problemami psychicznymi, lękami i innymi schorzeniami, które ciężko sobie wyobrazić. Jesteśmy młodzi, większość z nas uczyła się o wojnie z książek historycznych, często wzbogaconych o opowieści naszych dziadków. Jo Nesbo miesza teraźniejszość z latami młodości weteranów wojennych, którzy przeżywali koszmar na wschodnim froncie. Dowiadujemy się, co tak naprawdę się tam działo, a jednocześnie możemy dostrzec motywy, którymi kieruje się morderca.
Od razu rzuca się nam w oczy niezwykła dbałość o najdrobniejsze szczegóły z jaką pisze Nesbo. Jego kunszt objawia się nam z każdą kolejną przeczytaną stroną, przez co chcemy więcej i więcej. Autor ma niezwykły dar, potrafi niesamowicie wciągnąć swojego czytelnika w swoją opowieść, to co już pisałem kiedyś – mąci, naprowadza nas na fałszywe tropy, miesza w domysłach. Wystawia nam jak na talerzu głównego podejrzanego, my jesteśmy niemal pewni, że to on jest winny, a za moment wszystko szlag trafia i musimy wszystko budować od nowa. To wszystko sprawia, że poprzez złość na autora wychwalamy jego styl. Doskonale wie czego czytelnik oczekuje po norweskim kryminale, świetnie zna realia, udowadnia nam to dzięki opisom z życia poszczególnych bohaterów.
Właśnie dzięki temu umiemy się zżyć z jego postaciami. Nie mamy tutaj tylko suchych faktów i niesamowitych wyczynów czy spektakularnych pościgów. Akcja nie pędzi coraz bardziej z kolejnymi kartkami, Nesbo snuje leniwie swoją opowieść, jak typowy średniowieczny gawędziarz bajkę wiejskim dzieciom. Bohaterowie są tacy jak my, mają swoje problemy, lepsze i gorsze dni, opisując ich życie codzienne autor zbliża nas do nich. Wszystko tutaj jest stonowane i odpowiednio dopasowane, pisarz umiejętnie podsyca atmosferę, pogłębiając nasz głód wiedzy, możemy wyczuć, że zmierzamy do punktu kulminacyjnego, który będzie kompletnie nieprzewidywalny.

Dużym plusem jest historia znajomości Harrego i Rakel. Do tej pory znaliśmy komisarza jako
Jo Nesbo Czerwone Gardło Kamil Czyta Książki typowego samotnika, z wąskim gronem znajomych, stroniący od bankietów i zabaw. W tej książce poznaje kobietę, którą miłośnicy prozy Nesbo dobrze znają i lubią, bo jest to naprawdę pozytywna postać, mimo że w tej części sporo nabroiła :) Kolejny ukłon w stronę autora należy się za wplecenie wątków biblijnych. Nadało to bardziej uroczystego i poważniejszego charakteru powieści, wiemy, że mamy do czynienia z mordercą, który wie co robi i nie cofnie się przed niczym
Teraz mogę zebrać trochę cięgów od fanów. Zawiodłem się. Po niesamowitej Policji oczekiwałem kolejnego zachwytu, siedzenia z otwartymi ustami przez 5 minut po skończeniu książki, ale gdzieś po drodze wszystko to wyparowało. Na początku się nudziłem, wiem brzmi to strasznie, ale taka prawda. Zanim zostaliśmy wprowadzeni we wszystkie szczegóły, zanim cała akcja i fabuła zostały nam naświetlone minęło sporo czasu. Cała historia, mimo swojego potencjału nie wciągnęła mnie tak, bym całą książkę przeczytał w kilka godzin, zajęło mi to kilka dni.

Mamy magiczną Norwegię, styl życia jej mieszkańców, ugrupowania neofaszystowskie, ponure lokale, obskurne mieszkania i ich opisy są stworzone naprawdę na medal. Ale gdzieś to wszystko umyka pod wpływem mnogości nazwisk weteranów wojennych, którzy przewijają się przez kartki powieści, na początku ciężko zrozumieć kto jest kim, zwłaszcza w czasach współczesnych, ja sam pod koniec powieści nie do końca zrozumiałem jedną kwestię, ale może dlatego, że nie była ona do końca wyjaśniona. Spodziewałem się mocnego zakończenia, które wciśnie mnie w fotel i będę o nim pamiętał jeszcze przez długi czas. Niestety, jest ono zwyczajne, ani zaskakujące, ani oryginalne. Może to dlatego, że autor stopniowo rozwiązuje poszczególne aspekty sprawy, pozostawiając na deser główny cel mordercy, który sami możemy się domyślić na kilka stron przed zakończeniem.

Ciężko mi ocenić tą książkę. Mam sentyment do mojego pierwszego spotkania z Nesbo, którym byłem oczarowany. Teraz dostałem średnią książkę, która nie jest tak dobra jak moja poprzedniczka. Mam tylko nadzieję, że inne części przygód Harrego Hola będą o niebo lepsze i równie wciągające jak Policja. Słyszałem, że Nesbo im starszy tym lepszy, więc tego się będę trzymał i obiecuję Wam, że to nie jest ostatnia recenzja jego książek :)

Wydawnictwo
Dolnośląskie

Data wydania
2006
Liczba stron
422
Ocena
6/10

Lubicie kłamać? Kłamca 2 – Jakub Ćwiek

klamca-2-bog-marnotrawny-b-iext4905169
Kamil Czyta Książki Kłamca 2 Jakub Ćwiek

Pierwszy tom Kłamcy wywarł na mnie duże wrażenie i bardzo pozytywnie zaskoczył. Poszedłem do biblioteki by go oddać, a gdy zauważyłem tom drugi, nie wahałem się ani chwili. Teraz żałuję, że tak późno zdecydowałem się na poznanie przygód boga kłamstw – Lokiego i jego sposobów rozwiązywania boskich problemów. Mam w planach zaopatrzyć się w całą serię i umieścić ją na honorowej półce ;) Jednak wracając do Kłamcy..

Boga nie ma. Odszedł zaraz po zmartwychwstaniu Jezusa. Zstąpił do Piekieł, pogadał z Lucyferem i powierzył aniołom zachowanie porządku świata. Te z wielką gorliwością zabrały się do pracy, likwidując wszystkie, niewygodne bóstwa innych religii. Do swoich zastępów włączają Lokiego – mistrza kłamstw i oszustw, który zaczyna pracować dla dobra boskich planów. Nie jest jednak bezmózgim narzędziem, a kimś kto z każdym następnym zleceniem i jego niekonwencjonalnym wykonaniem zyskuje szacunek skrzydlatych i ich szefów, czyli archanioła Michała, Gabriela i Rafała.
Pierwsze co rzuca nam się w oczy, zaraz po przeczytaniu kilka początkowych stron to zmiana głównego bohatera. Loki nie jest już słodkim, blondwłosym chłoptasiem, który rzuca żarty na lewo i prawo, bez wysiłku wykonującym podrzędne prace zlecone przez archaniołów. Poznajemy jego trochę bardziej mroczną naturę, sam staję się odpowiedzialnym i poważnym bogiem. Nie traci jego ironiczny humor, a wręcz przeciwnie – jego dosadność staję się jeszcze większa. Nie tylko czytelnik zauważa tę zmianę, postacie otaczające Lokiego również wyczuwają jego zmianę i traktują go odrobinę inaczej. Najlepiej widać to po Michale, który staje się zazdrosny i zaczyna podchodzić do całej sprawy mniej żartobliwie.
Zyskujemy coś nowego – wątek romantyczny. Jenny, podopieczna Michała i jego ulubienica, wpada w poważne tarapaty, spotyka Lokiego i od razu wytwarza się pomiędzy nimi jakaś chemia. Przynajmniej z jej strony, bo nie zapominajmy, że nordycki bóg jest mistrzem kłamstwa i nigdy nie wiadomo, co planuje. Jednak są momenty, kiedy wydaje się być jej szczerze oddany i wierny. Jak można było się domyślić Michał nie jest zadowolony. 
Dalej mamy do czynienia ze zbiorem opowiadań, jednak stają się one coraz bardziej mroczne i nieprzewidywalne. Ćwiek dodał do swojego boskiego kanonu dwóch bogów – Erosa, boga miłości i Bachusa, boga wina, znanego także jako Dionizosa. Dzięki nim do książki trafił świeży powiew przygód i śmiesznych sytuacji. Reprezentują całkiem inna postawę niż zastępy niebieskie i Loki, ale to właśnie dzięki temu książkę czyta się jeszcze lepiej. Poznajemy także kilka kawałków historii z życia boga kłamstw, dowiadujemy się, że i on wie co to strach i wszechogarniająca niemoc. 
Mam duży problem z oceną tej pozycji. Z jednej strony nie jest to już zbiór błahych opowiastek z ironicznym zacięciem, przy których ubawimy się co nie miara, a z drugiej mam świadomość, że nie jest to już takie świeże. Myślę, że jest to część ciut lepsza niż jej poprzedniczka. Opowiadania są poważniejsze, czuć, że fabuła idzie w stronę czegoś poważniejszego, anioły zaczynają kombinować, demony są coraz bardziej sprytniejsze, drugoplanowe postacie tworzą otoczkę tajemniczości, czynią całą historię ciekawszą i bardziej interesującą. Jednak jest to nadal powielony schemat poprzedniego zbioru opowiadań. Książka traci gdzieś tą całą oryginalność i pomysłową koncepcję na rzecz uczucia niedosytu. Nie przejmowałbym się tym tak bardzo, bo przecież tak jest z kolejnymi tomami opowiadań. 
W dalszym ciągu wszyscy fani (w tym ja) mitologi różnorakiej będą usatysfakcjonowani. Mamy więcej demonów, autor odkrywa przed nami kolejną hierarchiczność w zastępach niebieskich, dowiadujemy się więcej o odejściu Boga, nie zapominając oczywiście o głównym bohaterze, Lokim, który wykazuje się lepszą organizacją, pomyślunkiem i zdecydowaniem. To taki typowy twardziel bez skrupułów w dążeniu do własnego celu. A jaki ten cel jest? Tego dowiemy się, mam nadzieję, w następnych opowiadaniach. 
Boję się tylko jednego, że kolejne tomy nie będą tak dobre jak te pierwsze, przez co cała seria straci na uroku i nie będą nią tak zafascynowany jak teraz. Pozostaje mi tylko polecić ją wszystkim wielbicielom aniołów, mitów – odnajdziecie się tutaj wyśmienicie, a styl pisarza, który jest niezwykle prosty i wyrafinowany, dodatkowo zaostrzy Wam apetyt na kolejne tomy.
Wydawnictwo
Fabryka Słów

Data wydania
2006

Liczba stron
296

Ocena
7/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania „Czytam fantastykę II”

Wędrówka po Afryce z Wilburem Smithem – Lot Sokoła

lot-sokola-b-iext8609774
Kamil Czyta Książki Wilbur Smith
Lot Sokoła to jedna z pierwszych, bardziej poważnych książek w moim życiu. To było coś innego niż moje ulubione fantasy, taki lekki powrót do rzeczywistości. W tamtym okresie, gdy zaczytywałem się w powieściach Smitha, w szkole na lekcjach historii uczyliśmy się o tamtych czasach, ale w wymiarze europejskim. Ta książka pokazała mi inny świat, mało znany, uświadamiająca, że nie tylko Europa walczyła o wolność i sprawiedliwość. Byłem w gimnazjum i uwielbiałem czytać o przygodach charakterystycznego rodzeństwa Robyn i Zougi Ballantyne’ów, przenosić się w dziką i nieokiełznaną Afrykę. Powiem od razu, że zarówno faceci jak i kobiety znajdą tutaj coś dla siebie :)

Mamy drugą połowę XIX wieku. Każdy z nas wie co w tych czasach działo się w Afryce. Niesamowita ekspansja kolonialna krajów Europy, panujące niewolnictwo, ucisk rdzennych mieszkańców Czarnego Lądu, wyzysk, niesprawiedliwość, masowe wywozy do Stanów Zjednoczonych i innych państw. W tym wszystkim poznajemy rodzeństwo Ballantyne’ów – Robyn i Zouge. Ta pierwsza to wzięta lekarka i misjonarka, jako pierwsza kobieta ukończyła Królewską Akademię Chirurgów otrzymując prestiżowy dyplom. Jej brat to młody, chciwy człowiek, który swoje prawdziwe zamiary skrycie ukrywa. Oboje przypłynęli do Afryki w jednym celu – odnaleźć swojego ojca – wybitnego podróżnika i badacza kontynentu, rzecznika zniesienia handlu niewolnikami. Trzeba zaznaczyć, że rodzeństwo niejako wraca do lat dzieciństwa, ponieważ tutaj się wychowali, ojciec podróżował po Afryce, a ich matka, chcąc nie chcąc musiała mu towarzyszyć.

Nie jest to powieść, w której akcja zmienia się jak w kalejdoskopie. Ona płynie leniwie, by co jakiś czas się unieść i zwiększyć tempo. I taki jest właśnie zamiar autora, on nie chce nas uśpić, by nagle obudzić bombową akcją, lecz pragnie pokazać nam swoich bohaterów. Bo tak naprawdę to oni są najważniejsi, Afryka obnaży ich prawdziwe charaktery, pokaże kim są, jakie mają cele i wartości. Robyn to młoda, choć jednocześnie dojrzała kobieta, niezwykle empatyczna, ale i wyemancypowana, świadoma swojej wartości. Jej postać to przedstawienie najważniejszych wartości kobiet końca XIX wieku, powoli otrzymują coraz więcej praw, mężczyźni tracą na swojej roli alfy i omegi. Jest delikatna, ale w sytuacjach stresowych potrafi sobie poradzić, często przekładając czyjeś dobro nad własne. Zouga to jej przeciwieństwo. Pewny siebie materialista, który przypływa do kraju swojego dzieciństwa mając już w głowie pewny plan. Znalezienie ojca odchodzi na boczny tor, zaczynają wygrywać jego własne pragnienia i marzenia. Jednak nie da się go nie lubić – zawsze stanie w obronie siostry, jego rodzina jest dla niego ważna, potrafi okazać należyty szacunek. 
Mówiłem, że każdy znajdzie tutaj co dla siebie. Mamy wątek romantyczny, co uszczęśliwi kobiece grono – nie jest on najważniejszy, często marginalny, ale dokłada swoje trzy grosze do tempa akcji. Lekki harlequin, z rozdarciem miłosnym kobiety wobec dwóch panów różniących się czym tylko możliwe. Mimo, że mnie nie przypadł ten wątek do gustu, to jego rozwiązanie jest moim zdaniem bardo dobre. Dla panów też coś się znajdzie, a jakże! Afryka dzika, nieokiełznana, niezbadana, kryjąca mnóstwo sekretów i nieodkrytych plemion. Cały wachlarz niebezpiecznych zwierząt, zwodnicze bagna, nieprzebyte dżungle. Kto z nas nie chciał w czasach dzieciństwa być najbardziej znanym podróżnikiem i odkrywcą? Kto z nas nie chciał podróżować i walczyć z groźnymi zwierzętami i plemionami? Afryka stoi przed nami otworem i zaprasza do siebie.
I właśnie ten wątek jest jednym z lepszych. Wilbur Smith przedstawia nam Czarny Ląd jako żyjący byt, dzięki faunie i florze, tubylcom, ich wierzeniom i przekonaniom kontynent żyje i obdziera wszystkie fałszywe maski przybywających bohaterów. Kolejnym plusem jest nieprawdopodobny realizm powieści. Przyznam szczerze, że kilka opisów mogłoby być pominiętych, jednak autor chciał nam przybliżyć tamte schematy działania (chirurgiczne) bardzo szczegółowo. Nie są to opisy kwieciste, ale długie i staranne, mamy mnóstwo porównań i metafor. Taki styl może co poniektórych nudzić i przytłaczać, ale właśnie w tym znajdziemy prawdziwą Afrykę. Prawda jest taka, że stylu Smith jako takiego nie ma, on pisze na swój sposób, starając się przybliżyć czytelnikowi swój zamysł jak najlepiej. Czasem czyta się go bardzo ciężko i ma się ochotę rzucić książkę w kąt, jednak nie polecam, zakończenie zwali Was z nóg.
No właśnie, zakończenie. Najjaśniejszy, najlepszy moment książki. Po skończeniu powieści pozostaje smutna pustka, przygnębienie, by zaraz zamienić się w nienasycone pragnienie krzyczące „więcej i więcej!”. I dobrze, bo przygód rodu Ballantyne’ów mamy jeszcze na trzy osobne tytuły. Lot Sokoła to powieść czysto przygodowo – historyczna, opierająca swoją fabułę na historii Zimbabwe, i do tego cała historia zmierza – autor opisuje nam kolejne etapy powstawania państwa, walczących, rdzennych mieszkańców, wierzących, że kiedyś będą wolni. 
Ja patrzę na to wszystko oczami czytelnika, który zna całą historię, przygody rodu Robyn i Zougi, do czego i Was zachęcam. Warto przenieść się na kilka dni do XIX – wiecznej Afryki, poznać ją na inny sposób, a może i Was ona pochłonie w taki sposób, że będziecie chcieli więcej. Zachęcam ;)
Wydawnictwo
Albatros

Data wydania
2005

Liczba stron
559

Ocena
7/10