Futbol obnażony. Szpieg w szatni Premier League

futbol-obnazony-do-100kb-3d
 
 Piłka nożna to moja druga pasja. Co tydzień, regularnie w każdą sobotę spotykamy się z chłopakami, młodszymi i starszymi, i zaczynamy „kopać gałę”. To taki dobry przerywnik po całym tygodniu chodzeniu na studiach, dzień w którym męcząc się możesz odpocząć i wylać siódme poty. Nie wiem czy wiecie, ale od dawna jestem kibicem jednego z klubów angielskiej piłki. Od ponad 12 lat moje serce bije w niebieskim kolorze i nigdy się to nie zmieni. Wiem, że może część dziewczyn tego nie zrozumie, ale nas facetów często ciężko odgonić od telewizora czy komputera, śledzących wyniki poszczególnych meczów. W moje ręce trafiła „najgłośniejsza piłkarska książka ostatnich lat” i przyznam szczerze, że było to moje pierwsze (i nie ostatnie) spotkanie z tego typu lekturą.

The Secret Footballer, bo to on jest autorem książki, zaczął publikować dla Guardiana 26 listopada 2011 roku; ku ogromnemu zdziwieniu całego piłkarskiego środowiska pisał o wszystkich zakulisowych smaczkach i kontrowersjach związanych z życiem piłkarza. Po osłupieniu przyszedł czas na gniew, obraźliwe komentarze w stronę autora zaczęły napływać lawinami, a gdy to nie pomogło przyszedł lęk – bo to może o gwieździe Premier League będzie kolejny artykuł? Co będzie jeśli pieczołowicie skrywane tajemnice wyjdą na jaw?
Dodatkowej pikanterii dodaje fakt, że nikt nie wie kim tak naprawdę jest autor książki. Istnieje strona, na której każdy może wypowiedzieć się w dyskusji, podać swoje typy. Fani piłki nożnej wyodrębnili paru piłkarzy, którzy pasują do profilu tajemniczego kopacza. Teorii spiskowych nie ma końca, a artykuły jak się pojawiały tak się pojawiają nadal. 
Trudno sklasyfikować tę pozycję jako gatunek literacki. W księgarniach widziałem ją na półce opatrzoną tabliczką z nazwą Poradniki, jednak tak bym jej nie nazwał. To swoista opowieść o kulisach najtwardszej ligi piłkarskiej na świecie. Mamy tutaj wszystko co każdy fan piłki zna – wielkie nazwiska piłkarzy, znanych sędziów, bogate kluby, znane marki, drogie alkohole, egzotyczne kraje, dziewczyny do wynajęcia na jedną noc. Nie jest to opowieść druzgocąca nasze wyobrażenia o futbolu, ale swoje kontrowersje ma. Autor bardziej skupia się na sobie niż na innych piłkarzach, owszem przytacza zabawne anegdoty czy pozbawione sensu zagrania menadżerów i agentów, ale tak naprawdę jest to opowieść o człowieku, który zasmakował w piłce wszystkiego. 
Stał się gwiazdą angielskiego futbolu, a swoją karierę zaczynał na podwórku swojego bloku. Pławił się w luksusie, pił drogie wina, chodził do ekskluzywnych restauracji, prowadził wojny szampanowe z zawodnikami Barcelony. Gdzie w tym wszystkim piłka zapytacie? W ludziach. Bo to oni ją tworzą. Sędziowie, agenci, menadżerowie czy nawet kit-mani to osoby odpowiedzialne za wizerunek i jego kreacje w Anglii. Każdy kto choć raz był na większym stadionie w Polsce poczuł tę niesamowitą atmosferę, radość po strzelonej bramce, gwizdy i przekleństwa po straconej. W jednej chwili antybohater może być na ustach każdego kibica drużyny. Piękno futbolu jest nie do opisania i trzeba tego doświadczyć na własnej skórze, by móc to zrozumieć.
Ile razy ktoś z nas krzyczał w kierunku telewizora „no komuś to zagrał?!” „Coś ty zrobił?!” „Za co ci płacą baranie?”, autor również wymienia te i inne przykładowe okrzyki sfrustrowanych kibiców, jednak wyjaśnia nam powoli i spokojnie, że takie reakcje nie mają najmniejszego sensu, bo wszystko jest zaplanowane, a to, że plan nie wypalił.. wina piłkarza ;) Zrozumienie taktyki jest kluczem do zrozumienia piłki. Autor przytacza nam rozumowanie poszczególnych menadżerów, ich wizji gry i kontaktów ze swoimi podopiecznymi. Astronomiczne kwoty jakie decydują się wydać by sprowadzić za wszelką cenę jednego z zawodników przyprawiają nas, zwykłych ludzi, o bóle głowy, jednak wszystko jest przemyślane, i nie wszystkie pieniądze idą do kasy piłkarza. Anonimowy piłkarz odsłania również i tę kartę – kulisy wielkich transferów przestają być zagadką. Wiemy jak to się odbywa, w jakiej atmosferze, ba, wiemy nawet w jaki sposób dochodzi do takich negocjacji.
Jak każda książka, i ta ma swoje lepsze i gorsze strony. O ile opowieść o piłkarzach, szefach i zarządcach czyta się szybko i przyjemnie, tak strony o agentach i ich pracy jest nudna i moim zdaniem powinna być z książki wycięta, bo nie wnosi nic co byśmy sami już wcześniej nie widzieli. Najjaśniejszą stroną pozycji jest oczywiście to co wszyscy lubimy najbardziej czyli burdy, bijatyki, seksualne ekscesy i głupie zachowania. Tych co prawda jest niewiele, ale warto przeczytać większą część książki by dotrzeć do tego rozdziału. Zwłaszcza historia o pewnych drzwiach obrotowych powinna Was rozśmieszyć.
Najważniejsze w tej książce to szczerość. The Secret Footballer skupia się na sobie, to jego opowieść życia, często wyboista w drodze na sam szczyt, którzy wcale nie był usłany różami. Pokusy w postaci alkoholu, narkotyków, seksownych dziewczyn gotowych zrobić wszystko za jedną wspólną noc to tylko niektóre z nich, których wystrzegać się trzeba jak ognia. W końcu stracił zainteresowanie futbolem. Popadł w depresje. Nie widział sensu w życiu, bał się iść na trening, rozmawiać z kolegami z drużyny. Nie chciał znać nikogo, całymi dniami siedział i nic nie robił. Stracił cały majątek, pieniądze z gry gdzieś się rozpłynęły, a on został z niczym. Postanowił się tym z nami podzielić i wyszło mu to na dobre. Pierwszy artykuł do Guardiana, traktujący właśnie o jego chorobie przyjął się z wielkim pozytywnym przyjęciem, a kibice chcieli więcej i więcej.
Ciężko ocenić tą książkę, wiedząc że nie każdy interesuje się piłką nożną i nie każdy jest jej fanem. Ja jako zapalony miłośnik angielskiego futbolu znalazłem tutaj parę smaczków dotyczących różnych piłkarzy zakulisowych potyczek, walenia głową w mur  czy mocno zakrapianych imprez. Jednak co najważniejsze to szczera spowiedź człowieka, który osiągnął wszystko i wszystko stracił.
P.S. Wiecie już któremu klubowi kibicuję?
Wydawnictwo
SQN

Data wydania
19 marca 2014
Liczba stron
264
Ocena
7/10



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN!
http://www.wsqn.pl/

Kataną i wiśnią czyli Takeshi. Cień Śmierci Mai Lidii Kossakowskiej

MATRAS
Takeshi Cień Śmierci Maja Lidia Kossakowska Recenzja

Przyznam się bez bicia. Pragnąłem tej książki. Pragnąłem nowego powietrza, świeżości w polskiej fantastyce, okraszonej niebanalnym stylem i kwiecistym językiem. Niestety moje fundusze książkowe leżą i kwiczą,a dusza ma cierpi męki niezmierne, jednak dzięki księgarni Matras mogłem przenieść się w do kraju wiśni, ponadto kwitnącej. Zanim rozpocząłem swoją przygodę z Takeshim, pożyczyłem z biblioteki powieść Siewca Wiatru tejże autorki, by przekonać się czy to jest to. Po przeczytaniu dwóch rozdziałów śmiało mogę stwierdzić, że do Siewcy wrócę z ogromną przyjemnością. Ostatnio jakoś bardziej zaintrygowały mnie anioły i demony. Wracając do najnowszej powieści Kossakowskiej…

Wakuni. Tak nazywa się państwo (?), w którym rozgrywa się większa część akcji. Należy ono do Świata. Ni to starego, ni to nowego. Świat, bo tak nazywany jest świat książki, jest na granicy przenikalności starego, japońskiego porządku, pełnego honorowych daimio, szlachetnych samurajów, kolorowych kimono, kwiecistych ogrodów, wspaniałych rezydencji, różnorodnej religii, kultury i ciekawej historii, a światem nowym, inteligentnych biomaszyn, zdradzieckich gangów i z powiewem całkiem nowej kultury. Kimono traci na rzecz obcisłych i kusych sukienek, katana jest mniej śmiercionośna niż pistolety, a cesarz odszedł na boczny tor. Tutaj harmonia i porządek dawnych kultur i historii mieszają się z natarczywością i agresją nowych czasów, przez młodych ludzi uważanych za lepszych.
Początki mojego spotkania z lekturą nie były łatwe. Nudziłem się. Może zabrzmi to jak bluźnierstwo, ale początkowe opisy i walka przeraźliwie mnie zniechęciły. Wszystko zlało się w jeden wielki opis, bez choćby grama uniesienia, czy podniesienia ciśnienia w moich żyłach. Wszystko stało się takie typowe i niezbyt oryginalne.  Jednak nie oceniam książki po kilku stronach i zawsze staram się dobrnąć do końca, nie ważne jak głupia by była. A z tą pozycją jest inaczej. Do niej trzeba dojrzeć. Zrozumieć sens. Zastanowić się co autorka chce nam pokazać, jak opisuje japońską kulturę, w jaki sposób operuje słowem. To wszystko jest ważne, bo bez tego nie poznamy dobrze głównych bohaterów powieści.
A tych jest kilka, choć niepodzielnie rządzi ten tytułowy – Takeshi. Adept jednego z Zakonów, który przemierza świat w poszukiwaniu odrobiny spokoju i ciszy. Trafia do małej mieściny, z pozoru nic nie obchodzącej najwyższych bogów. Jednak karma, jest kapryśna, a raczej nieprzewidywalna, przez co główny bohater, chcąc nie chcąc, zostaje wplątany w sam środek boskich planów. Od razu możemy dostrzec próby autorki przybliżenia nam jak najlepiej odczuć i światopoglądów danych bohaterów. Próbuje nas z nimi utożsamić i przybliżyć ich rozterki, radości i żale, jednak wychodzi jej to średnio, bo autentyczność zostaje gdzieś zgubiona w opisach moralnych rozterek. Czasem przypominają one typowe, uczniowskie lanie wody – cały czas o tym samym, ale ubrane w inne słowa. Bełkot, który zajmuje trzy strony, spokojnie można by było skrócić do maksymalnie jednej strony. Najbardziej można to dostrzec w dwóch, następujących po sobie rozdziałach – w jednym mamy użalanie się nad sobą dawnej przyjaciółki Takeshiego, które trwa przynajmniej jego połowę, a w następnym, również połowę, sam Takeshi użala się nad swoim losem i głupotą przyjaciółki.
To jest jedyny mój zarzut co do tej książki, choć język w niektórych przypadkach mógłby być lepszy. Większość porównań i metafor jest okraszona słowem niczym przez co wszystkie kwieciste opisy są podobne. A te są naprawdę spektakularne. Widać, że autorka ma bardzo rozbudowany język i umie się nim nieźle posługiwać, zwłaszcza w rozbudowanych porównaniach. Myślę, że krew została porównana do kilkunastu różnych rzeczy, przez co mój szacunek do autorki wzrósł dwukrotnie, bo niewielu pisarzy to potrafi. 
Każdy z nas (chyba się nie mylę? ;D) miał w życiu taki okres, że interesował się kulturą Dalekiego Wschodu – sposobem życia, barwną historią, samurajami, kodeksem bushido, gejszami, cesarzami i całą tą tajemniczą i bardzo szlachetną otoczką starodawnej Japonii. Wiśnia, ostre katany, kimona, ryż, honor, honor i jeszcze raz honor to symbole kraju, gdzie rzeczywistość miesza się ze światem metafizycznym. Kossakowska świetnie przybliża nam kraj kwitnącej wiśni. Robi to doskonale, wykazuje się niesamowitą wiedzą na temat bóstw, obyczajów czy etykiety. Dzięki niej każdy z nas może na chwilę stać się potężnym samurajem, wyrafinowanym skrytozabójcą czy lekko i powabną, wystrojoną w kimono damą. Czytając książkę, kilka razy odpływałem w nieznane mi pola uprawne ryżu,widziałem klasyczny nihon-teien (japoński ogród), mieszkałem w mince (tradycyjnym domu japońskim), rozmawiałem z potężnym daimio. Ze wspaniałego snu mojej wyobraźni budziła brutalnie moja Luba, powtarzając po raz któryś swoje pytanie. Przyznam, że miała ze mną ciężko, bo książka, wciągnęła mnie na dość długi czas, nie przejmując się osobami obok. Taka egoistka.
Jeden aspekt w kwestii wady czy zalety jest nierozwiązywalny. Efekciarstwo. Sama Kossakowska mówi nam, że ta książka to film, który zawsze chciałam nakręcić. I rzeczywiście, gdybyśmy przenieśli na ekrany kin akcję powieści, to dostalibyśmy niezły film z efekciarską rąbanką. Nie ma się co oszukiwać, krew leje się gęsto, na wszystkie strony latają odcięte głowy, walki są szybkie i bezwzględnie wymagające, ale i filmowo sztuczne. Bohaterowie są prości do bólu, wiemy o co każdemu chodzi, co go męczy, trapi i cieszy. Jeżeli ktoś jest zły – taki pozostanie i nie ma szans, by miłosierny Jizo zmienił takiej osoby charakter. Dla jednych to wszystko jest wadą, dla innych zaletą, o tym zadecydujecie sami.
 Z chęcią poczytałbym więcej o Zakonach, tajemniczych zwierzętach i historii kraju, w którym przyszło żyć głównym bohaterom. Autorka bardziej skupia się na fabule, lekko pomijając to co zainteresowałoby sporą grupę ludzi – ogólny zarys historyczny i geopolityczny kraju. Na szczęście na samym końcu książki mamy opisane wszystkie Zakony działające na terenie Wakuni, wraz z krótkim słowniczkiem wyjaśniającym najważniejsze pojęcia.
Na osobny akapit zasługuje zakończenie. Proszę Państwa, śmiało mogę powiedzieć, że to najlepsze zakończenie jakie czytałem od dawna. Nie wiem czy Pani Kossakowska czytała zasady pisania książek Stephena Kinga, ale do jednej z nich zastosowała się nad wyraz skrupulatnie. Wbiła czytelnikowi nóż w plecy. Podsyciła nasz apetyt. Gdy już akcja zmierzała do niesamowitego końca, oczy biegały jak szalone po kolejnych słowach, krew burzyła się ze wściekłości na dowódce gangu, kląłem na wszystkich japońskich bogów, nagle moim oczom ukazały się krwistoczerwone litery Koniec tomu pierwszego. CO?! No ja się pytam! Jak tak można, no jak?! Kluczowy moment dla całej akcji, fabuła przyspiesza w kosmicznym tempie, a tu nagle takie coś?! Ja protestuję! Nie zgadzam się! Nie wyrażam zgody! Kiedy będzie następny tom?! Ja się pytam!
Pozostaje tylko obawa, że tom drugi i trzeci będą gorsze, ujdzie gdzieś ta wena i namiastka starej Japonii, pozostawiając żal i zgrzytanie zębów. Mam nadzieję, że tak nie będzie i kolejny tom przyniesie nam więcej wrażeń, a akcja dalej będzie niczym kadr sceny walki z wybitnego filmu. Warto ludzie, warto!
www.matras.pl
Za udostępnienie książki bardzo dziękuję księgarni Matras!

Wydawnictwo
Fabryka Słów

Data wydania
11 kwietnia 2014

Liczba stron
460

Ocena
7/10

Recenzja bierze udział w wyzwaniu „Czytam Fantastykę II”

Pierwszy konkurs na blogu!

konkurs
Witajcie! To wszystko dzięki Wam! Z okazji 10 000 tysięcy wejść na bloga, organizuję dla Was konkurs :) W życiu bym się nie spodziewał, że ten moment nadejdzie tak szybko, zaskoczyliście mnie ogromnie! Dziękuje jeszcze raz i zapraszam do udziału!
Regulamin:
1. Organizatorem jak i fundatorem nagrody konkursu jest właściciel bloga Kamil Czyta Książki (http://kamilczytaksiazki.blogspot.com).
2. Nagrodą w konkursie jest do wyboru: egzemplarz książki Stephen King. Sprzedawca Strachu Roberta Ziębińskiego i Anty-Killer Daniła Koreckiego. Książki są nowe, zadbane, wysyłana do zwycięzcy przez organizatora konkursu na jego koszt.
3. Konkurs odbywa się od dnia dzisiejszego (18.05.2014) do Dnia Dziecka (1.06.2014) do godziny 23:59. Wyniki zostaną podane najpóźniej 3 dni po zakończeniu konkursu. Na odpowiedź zwycięzców czekam 3 dni, potem wybieram kolejnych.
     4. Aby wziąć udział w konkursie należy w komentarzu: 
       – Wyrazić chęć udziału w konkursie
       – Podać adres e-mail na który będę mógł wysłać wiadomość z informacją o wygranej 
       – Podać nick pod jakim się zgłaszasz 
     
    5. Nie ponoszę odpowiedzialności za zgubienie przesyłek z nagrodą przez Pocztę Polską. Adres wysyłki powinien znajdować się na terenie Polski.
     6.Aby konkurs się odbył, musi być minimum 10 zgłoszeń.
     7. Zwycięzców będzie dwóch, wybranych drogą losowania. Pierwszy z nich będzie mógł wybrać książkę, którą pragnie, drugi natomiast (jeśli będzie chciał) weźmie tę pozostałą ;)
 
     8. Nie wysyłam książek za granicę. 
Dołączenie do obserwatorów, umieszczenie baneru konkursowego na swoim blogu, fanpejdżu, udostępnienie informacji o konkursie i polubienie fanpejdża mojego bloga nie jest obowiązkowe, ale będzie mi bardzo miło, jeśli dacie znać co i jak, gdzie się da :) I na koniec, baner, a Wam życzę powodzenia! :D 

Pytania do Was! :)

voldemort
Kamil Czyta Książki Pytania Śmieszne Głupie Fantasy

Obiecałem więc musiałem. Nie odmówiłem sobie tej przyjemności i wymyśliłem dla chętnych mój osobisty i nietypowy Liebster. Zachęcony pytaniami Moreni postanowiłem sam stworzyć coś takiego niezwykłego, przeplatanego tym co lubię najbardziej – fantastyką. Wiem, że nie wszyscy czytacie ten gatunek, ale postacie wymienione w pytaniach powinniście znać, a przynajmniej kojarzyć. Nikogo nie zmuszam, ale będzie mi bardzo miło jeśli się dołączysz :D

1. Jeśli chciałbyś/abyś zrobić na złość Wiedźminowi Geraltowi to w realia jakiej książki przeniósłbyś/abyś jego postać i dlaczego?
2. Gdzie wolałbyś/abyś spędzić sobotni wieczór – spotkanie towarzyskie u Voldemorta czy ognista kolacja u Saurona? Why?
3. Wybacz Moreni, ale musiałem.. Gdybyś mógł/a posiąść jedną kompletnie bezużyteczną supermoc to jaka ona by była?
4. „Korzeni nie widziało niczyje oko,
    a przecież to coś sięga bardzo wysoko,
    od drzew wybujało wspanialej,
    chociaż nie rośnie wcale.” 
    O czym mowa? (nie sprawdzając w internetach :P)

5. Dla panów: Wymyśl najlepszy tekst na jaki mógłbyś poderwać Deanerys Matkę Smoków Zrodzoną z burzy.
Dla pań: Wymyśl najlepszy komplement jaki mogłabyś powiedzieć Gollumowi.

6. Trafiasz ciemną nocą w gęstą dżunglę. Nie wiesz gdzie jesteś, nie masz żadnych niezbędnych rzeczy by przetrwać, nie wiesz co czai się w mrocznej głuszy. Możesz natomiast przywołać jednego z literackich bohaterów, który będzie Ci towarzyszył. Kogo wybierzesz?

7. W jakich zajęciach Hogwartu/wykładanych na Hogwarcie chciałbyś uczestniczyć i dlaczego?)

8. Pojedynek detektywów: Hercules Poirot czy Sherlock Holmes?

9. Książka, która wywarła na Tobie największe wrażenie i na zawsze zostanie w Twojej pamięci to..?

10. W jaki sposób wykorzystałbyś/abyś książki do obrony w trakcie apokalipsy zombie? (Pytanie mojej Lubej do Was :D)

A na konieeeec…

11. Jak często czytasz na wc-ecie? (książki, gazety, komiksy) 

Badum-tss..

A teraz nominowani:

http://wyznania-bibliofilki.blogspot.com/ 
http://papierowa-komnata.blogspot.com/ 
http://natalax3recenzje.blogspot.com/ 
http://miedzysklejonymikartkami.blogspot.com/ 
http://ksiazkaprzykawie.blogspot.com/ 
http://czytelniadominiki.blogspot.com/ 
http://czworgiem-oczu.blogspot.com/
http://sniacy-za-dnia.blogspot.com/
http://www.recenzjum.pl/
http://www.ksiazkowka.pl/
http://ksiazki-patiopei.blogspot.com/
http://ksiazki-mym-zyciem.blogspot.com/
http://lustro-rzeczywistosci.blogspot.com/
http://recenzjemystic.blogspot.com/
http://greczynkaaczyta.blogspot.com
http://antykwariatzciekawaksiazka.blogspot.com/
http://anikateraa.blogspot.com/
http://marcelinaczyta.blogspot.com/
http://parechwilwytchnienia.blogspot.com/
http://zakochana-w-ksiazkach-i-w-czekoladzie.blogspot.com/
http://zatopionawlekturze.blogspot.com/ 
http://przeglad-czytelniczy.blogspot.com 
http://literackafantazja.blogspot.com/ 
http://zycnadalzpasja.blogspot.com 
http://sylwiatylkowska.blogspot.com 
http://recenzjeami.blogspot.com/ 

Męczcie się, wymyślajcie, mam nadzieje, że będziecie się dobrze bawić :D Czekam na info o odpowiedziach!

Męczyłem się strasznie. Dean Koontz – Głos Nocy

glosnocy
Głos Nocy Dean Koontz Kamil Czyta Książki
Spragniony jakiegoś horroru, czegoś innego od fantastyki zasięgnąłem rady u jednej z koleżanek – specjalistek w tym temacie. Poleciła mi Deana Koontza „Wypożycz jakąkolwiek książkę, wszystkie są super” tak mi powiedziała. Śmignąłem do biblioteki i w taki o to sposób w moje łapska trafił Głos Nocy. „W końcu coś innego niż King, Christie i Poe” pomyślałem i zabrałem się, pełen zapału, do lektury.  Nie wiedziałem nic o autorze, nie wiedziałem jakie są jego pozostałe książki, jaki ma styl, co w sobie ma, że posiada tak dużą liczbę zagorzałych fanów. Po jednej książce nie ocenia się całokształtu, no ale.. Zwiodłem się.

 Głos Nocy opisuje historię dwóch rówieśników. Czternastoletniego Colina, zakompleksionego, nieśmiałego i cichego chłopaka, który wstydzi się samego siebie i nie akceptuje ani grama ze swojej osobowości. Jego kumplem zostaje gwiazda szkoły – uwielbiany Roy, idol dziewczyn, pełen siły i pewny siebie. Lekko arogancki i zadufany w sobie szkolny bohater zostaje najlepszym przyjacielem słabego i wątłego chłopaka. Roy uwielbia opowiadać mroczne i przerażające historie, które wydają się niesamowicie rzeczywiste. Mówi z taką pasją i zaangażowaniem, jakby to nie był wymysł jego młodego umysłu, a zdarzenia, które zdarzyły się naprawdę, a on był ich świadkiem. Jednak po wszystkim wybucha śmiechem i drwi z Colina, wypominając mu jego naiwność.
Tak mogę opisać pokrótce powieść Koontza. Autor leniwie snuje swoją opowieść, nie dzieje się wiele, zwrotów akcji mamy jak na lekarstwo, wszystko jest flegmatyczne i powolne. Lekki wzrost ciśnienia mogłem zaobserwować przy opowieściach Roya – są naprawdę mroczne i straszne. I tak w zasadzie to jedyny plus tej powieści, bo do całej reszty można się śmiało przyczepić. 
Przez całą książkę nie dzieje się nic, czego wcześniej byśmy się nie spodziewali, cała historia wydaje się bardzo przewidywalna i nudna. Wydaje się, że Koontz miał pomysł na dobrą fabułę i świetny rozwój wypadków, ale wszystko to jakoś mu nie wyszło, gdy próbował całość posklejać. Jest to opowieści o dwóch młodych chłopakach, jakich wielu, pragnących liznąć prawdziwego życia, skupiających się wyłącznie na własnych potrzebach. Każdy z nas miał te naście lat i wiemy co wtedy dzieję się w umyśle takiego młodego człowieka. Dojrzewanie, młodzieńczy but, pycha i chciwość – cechy typowe dla nastolatków, z którymi często nie radzą sobie ich rodzice. 
Historia typowa dla amerykańskich mrocznych seriali i książek – idol szkoły poznaje szkolnego słabeusza i pośmiewisko wszystkich uczniów, uzależnia go od siebie, ten staje się jego typowym sługusem. Tutaj nie jest inaczej, Colin staje się taki jak Roy, uzależniony od jego osoby i jego opowieści, nie umie poradzić sobie z samotnością. Zaczyna kłócić się z matką (choć ta autentycznie jest irytująca), coraz więcej czasu spędza z przyjacielem aż w końcu..
Zakończenie jest słabe. Myślałem, że jak już dotrwałem do końca to autor zaserwuje mi nieprzewidywalne zakończenie, ale niestety było ono zwyczajne jaka cała książka. Bo faktycznie tak jest, powieść jest do bólu pospolita i autentyczna. Nie jest to horror z elementami sci-fi, potworami, fantastycznych zdarzeń, duchów i zjawisk paranormalnym. Realizm bije po oczach. Fabuła jest pozbawiona wielowątkowości, prosta jak budowa cepa i jasna jak słońce. Autor nie skupia się na detalach, on chce nam pokazać typowym nastolatków w nietypowych sytuacjach, a raczej ich psychiczną zależność. Plusem jest ogarniający mrok i ciemność. Są takie momenty w książce, w którym serce zabije szybciej, oddech przyspieszy, ale jest ich naprawdę niewiele.
Koontz miał jakiś pomysł, chciał napisać książkę straszną i wciągającą. Opisał poszczególne sceny, ale nie ma tego czegoś, co by je sensownie połączyło i zachwyciło skomplikowanym zabiegiem. Po 70 stronach dałem sobie spokój na parę dni, bo nie mogłem wytrzymać z ogarniającą mnie nudą. Mocno się zawiodłem i zraziłem do innych książek pisarza. Może kiedyś wrócę, ale nie śpieszy mi się do tego.
Miłośnicy horrorów będą zachwyceni, choć horrorem bym tego nie nazwał. Znajdziecie tutaj ciekawą historię, ale niedopracowaną i niezbyt wciągająca. Niemniej jednak, fanom się spodoba, choć nie powiem, może tylko ja mam takie odczucia względem tej lektury? 
Wydawnictwo
Amber

Data wydania
1995

Liczba stron
270

Ocena
4/10