Ciemno wszędzie, straszno wszędzie.. Dawid Waszak – O Tym, który raz już umarł

CAM00363
Kamil Czyta Książki Dawid Waszak O Tym który raz już umarł recenzja Grzegorz Marcin Narodziny Zła Steve
Odkąd zacząłem czytać książkę, wiedziałem, że będzie ciężko napisać jej recenzje. Autor postanowił na niemalże 100 stronach zmieścić tyle wątków ile by starczyło na 400-stronicową powieść. Ma to swoje plusy i minusy, o czym później. Zastanówmy się najpierw kim tak naprawdę jest Dawid Waszak? W sieci nie ma wielu informacji na jego temat – urodzony w 1989 roku, wielbiciel punk rocka, pisze książki. Mocne, brutalne. Jak sam mówi, chce nam dać coś czego próżno szukać na polskim rynku książkowym. Chce nam dać książkę oryginalną, szokującą, ale i prawdziwą.
O Tym, który raz już umarł jest jego drugą powieścią, niejako powiązaną z pierwszą pod tytułem Narodziny zła. Mogę powiedzieć jedno – tak ponuro i przytłaczająco nie było w żadnej innej książce jaką czytałem.

Ktoś w każdy piątek morduje prostytutki. Jest brutalny i do bólu profesjonalny. Wodzi za nos policję, która jak to zwykle bywa jest bezradna, bez pomysłu na schwytanie psychopaty. A ten nic nie robiąc sobie z zagrożenia, dokonuje coraz zuchwalszych mordów. W końcu, policjanci decydują się na ryzykowne posunięcie – ich koleżanka będzie udawała panią lekkich obyczajów, by jej koledzy w odpowiednim momencie mogli schwytać mordercę. I od tej sytuacji zaczyna się książka. Dopiero później otrzymują garść informacji o życiu głównego bohatera – Grzegorza, który nie uświadczył łatwego życia. Narratorem jest jego jedyny przyjaciel , ksiądz Marcin, który spisał rozmowy z policjantem i postanowił dopingować mu w jego karierze. Fabuła jest bardzo zagmatwana, końcowe rozwiązanie nie rozwiązuje niczego, gołym okiem widać, że autor nadal się z nami bawi kreśląc ostatnie zdania powieści.
Książka ma 98 stron. Przez nie przewija się kilka bohaterów, życiorys Grzegorza, jego sny, rozmowy z Marcinem, problemy w pracy, miłosne uniesienia i oczywiście opisy mordów. Zapytacie, jak autor zmieścił na tylu stronach tyle wątków? Zaraz Wam odpowiem, wpierw skupiając się na wadach takiego rozwiązania.
Historia jest prosta i językowo nieskomplikowana. Nie znajdziemy tutaj ani wzniosłych metafor, ani barwnych porównań, ani szczegółowych opisów. Wszystko jest proste i klarowne. Nie do końca, brakuje lepszych portretów postaci – jak o Grzesiu wiemy naprawdę sporo, tak o reszcie bohaterów? Oni po prostu są, nie są dobrze nakreśleni, widać, że autor się na nich nie skupiał. Nie ma nawet opisanego ich wyglądu, przewijają się przez powieść niczym duchy. Ich funkcja jest sprowadzona do jestestwa i załatwienia swoich spraw, z prawdziwym egoistycznym podejściem. 
Dialogi są sztuczne. Kompletnie nieprawdziwe i tworzone na siłę, nie pomogły wulgaryzmy, które miały nadać autentyczności prowadzonych rozmów. Nie są ani rozwinięte ani skomplikowane, ktoś coś powie, ten drugi odpowie, od razu się z nim godząc, ani razu nie polemizując. Sztuczność bije po oczach.
Czytelnicy dzielą się na dwie kategorie – jedni lubią zdania proste i nieskomplikowane, naszpikowane potocznym językiem. Drudzy są entuzjastami wielkich porównań i inteligentnych opisów z barwnym językiem. Ci pierwsi czytając książkę Waszaka będą wniebowzięci. Zdania bardzo rzadko są rozbudowane, napisane prosto i przejrzyście. Bardzo często pojawiają się powtórzenia. Pisząc recenzje unikam ich jak ognia, tutaj widać, że autor nie przykładał do tego dużej wagi. Może miało to nadać większego realizmu historii? Tego nie wiem.
Reklamodawca pisał, że znajdziemy w książce Waszaka elementy grozy. Ja takich nie zauważyłem, choć zdaję sobie sprawę, że ten element miały sprawować sny Grzegorza. I niektórych mogą one przestraszyć czy wywołać dreszczyk na plecach, jednak dla mnie nie było to nic oryginalnego – częsty motyw w różnych powieściach. Można jedynie przystanąć i zastanowić się nad ich przesłaniem, a to może być naprawdę intrygujące.
Potencjał historii jest niesamowity, jednak niewykorzystany właśnie przez tą objętość. Bardzo żałuję, że autor postanowił napisać krótką książkę skupiając się na realności i autentyczności historii. Ja jestem zwolennikiem długich form, jednak jest moja subiektywna ocena. Autorowi udało się kilka rzeczy. Jego zamiar by przybliżyć nam jak najlepiej prawdziwy świat wyszedł znakomicie. Zewsząd otacza nas brudna, szara i ponura rzeczywistość. Każdy działa dla własnego dobra, nie oglądając się wstecz. Miasto w którym rozgrywa się główna akcja jest utrzymane w stonowanych, ciemnych barwach, nadając jeszcze większej wyrazistości popełnianych w nim brutalnych zbrodni. Opisy mordów są, ale nie aż tak rozbudowane i krwawe jakby oczekiwał po literaturze z pogranicza thrillera. Nastrój jaki towarzyszył mi przez całą powieść, jak i po jej skończeniu mogę z całą pewnością zaliczyć za wyjątkowy atut – jesteśmy przytłoczeni brutalnym podejściem do życia, jego przedmiotowego traktowania i pedantyzmem popełnianych zbrodni. 
Grzegorz jest naprawdę skomplikowaną postacią. Jego życie nie było usiane różami, jego kariera przebiegła w zawrotnym tempie, w efekcie czego dostał sprawę z którą nie może sobie poradzić. Jest zadufanym w sobie egoistą, który nie cofnie się przed niczym by osiągnąć to co sobie zamierzył. Brakowało lepszej psychologicznej analizy jego czynów, jednak z drugiej strony nadaje mu to trochę psychopatycznego profilu maniaka.

Waszak napisał historię wyjątkową. Nie jest odkrywcza ani oryginalna jednak nadrabia swoją brutalnością i obojętnością. Przedstawia dosadnie realny i oszukańczy świat, w którym by przeżyć musisz być sprytny i silny psychicznie. W nim nie ma miejsca dla mięczaków i słabeuszy. Jednak to co w niej najlepsze to nastrój jaki w Tobie wywoła, bo nie czytałem drugiej równie ponurej książki. Jeśli chcesz zmierzyć się z histerycznym Grzegorzem, egoistycznym księdzem i otaczającym ich mrokiem – czytaj śmiało. Zajmie Ci to nie dłużej niż godzinę, w podróży, w czasie przerwy czy obiadu. Ja ze swojej strony, mogę zapewnić autora, że sięgnę po jego debiutancką powieść, by przekonać się czy jest lepsza niż O Tym, który raz już umarł. Aha! Okładka jest jedną z najlepszych jakie widziałem, samo spojrzenie na nią wystarczy by poczuć dziwne kłucie strachu w podbrzuszu.

Wydawnictwo
Warszawska Firma Wydawnicza

Data wydania
27 maja 2014

Liczba stron
98

Ocena
6/10

Za możliwość poznania Grzesia dziękuję portalowi

https://www.facebook.com/PNGiSAM

I nie zapomnijcie odwiedzić fanpage autora
https://www.facebook.com/Waszak.Dawid

Skórzane kurtki, ryk silników.. To Chłopcy Jakuba Ćwieka

chlopcy-b-iext12868081
Kamil Czyta książki Jakub Ćwiek Chłopcy Nibylandia Piotruś Pan
Kto z Was nigdy nie słyszał o ekipie Piotrusia Pana i kapitanie Haku? Ktoś? Ktokolwiek? No właśnie, jako malutkie szkraby słuchaliśmy naszych rodziców, opowiadających nam przygody chłopca, który nigdy nie chciał dorosnąć. Historia lekka, łatwa i przyjemna, niepozbawiona śmiertelnego wroga Haka i wiernej towarzyszki w postaci wróżki Dzwoneczka. Każdy z nas chciał przeżyć równie ciekawe przygody jak Zagubieni Chłopcy, a możliwość latania? Ekstra! Jakub Ćwiek również słyszał o tej historii, ba, on ją uwielbiał, oglądał wszystkie ekranizacje, bez niej nie mógł zasnąć. Dorósł. Czy stał się niedojrzałym chłopcem niczym Piotruś Pan? Niekoniecznie.

Zaczyna się z wielkim przytupem. Szybka akcja, trupy, wybuchy, motory i piękne kobiety. Niczym z amerykańskiego filmu czy serialu Sons of Anarchy (ogląda ktoś?), bohaterowie żywcem wyjęci z przydrożnego baru dla nieciekawych typów robiący rozpierduchę na całego. Czytelnik dosłownie jest wciągnięty do książki. Nie ma czasu na zastawianie się, rozmyślanie, tutaj wszystko pędzi na złamanie karku i to przez niektórych może być potraktowane jako minus. Autor coś tam napomyka o Nibylandii i Piotrusiu, ale poza tym nie wiemy nic. Nie wiemy kim są główni bohaterowie, co robią, z kim walczą, po co to robią i w ogóle gdzie my jesteśmy? Ja sam miałem chwilowe problemy z zaaklimatyzowaniem się z realiami opowieści, bo Ćwiek od początku rzuca nas na głęboką wodę.
A ten robi to co wychodzi mu najlepiej. Serwuje nam kilka opowiadań, lepszych i gorszych o Chłopcach. Kumplach Piotrusia, któremu w głowie namieszała „ta dziwka Wendy” i pod jej wpływem opuścił swoich przyjaciół. Nibylandia upadła, a oni musieli wyemigrować do Polski, kraju gdzie o nich się opowiada. Założyli drugi dom, pałeczkę dowodzenia przejęła Dzwoneczek i wszystko miało być po staremu. Z jednym wyjątkiem. Chłopcy zaczęli dorastać.
Stworzyli gang motocyklowy, szerzący zgrozę wśród wrogów i sympatie u przyjaciół, a zwłaszcza wśród biednych sierot. Głównych bohaterów mamy kilku, mi najbardziej spodobał się duet Kędzior – Milczek, ich relacja jest stworzona po mistrzowsku. Zabawna, pełna ciekawych sytuacji i anegdot – to prawdziwy przyjaciele na dobre i na złe. Jest jednak jeden problem. Chłopcy rosną, ale nie dojrzewają, widać to zwłaszcza po Bliźniakach, których mimo upływu lat dalej trzyma się czarny humor i bezczelne zachowanie. Egoistyczne podejście do życia najlepiej określa ich stosunek do reszty gangu. Jak się bawić to się bawić, nie?
Wśród tych opowiadań wyłowiłem trzy perełki. Absolutnie pochłaniające czytelnika i wypluwające go, gdy ten ma coraz większą ochotę na więcej i więcej. Ich wyjątkowość polega na zabawie z czytelnikiem. Każde opowiadanie zaczyna się od kompletnie obcej osoby, jednak w tych trzech autor autentycznie prowadzi swoją grę z czytelnikiem. Mamy przeświadczenie, niemalże pewność, że opowiadania są niepołączone ani nie stanowią swoistej całości. A to błąd! Ćwiek tak dobrze prowadzi swoją opowieść, że dopiero pod koniec zdajemy sobie, że czytamy historię połączoną kilkoma wątkami. Duży plus.
Znajdą się i tacy, którzy będą psioczyć na nowe przygody Chłopców. „No jak to tak, z opowieści dla dzieci zrobić powiastkę dla dorosłych?! Przecież to świętokradztwo!” Otóż nie! Jest to idealne rozwiązanie, łącznik pomiędzy malutkimi chłopczykami z Nibylandii a gangiem z polskiego lunaparku. Ćwiek pokazuje nam przemianę bohaterów, przedstawia nam możliwe drogi życiowe, którymi poszli. Tak naprawdę to jedna z opcji, kim mogliby się stać dzieci z Nibylandii w dorosłym życiu, czemu nie? Przecież niejeden nastolatek w fazie burzliwego dojrzewania marzył i śnił o ryczących motocyklach, wietrze we włosach i wielkiej wolności.
Język jest straszny. Mięcho leci prawie z każdej kartki, nie ma zdania bez soczystej ku*wy czy innego słowa z łaciny kuchennej. Zdaję sobie sprawę, że autor chciał nam przybliżyć życie gangu motocyklowego, a co za tym idzie, ich zachowań, słownictwa i zwyczajów. No ale bez przesady. Kędzior jest zabawny (moim zdaniem to najbardziej interesująca postać w książce) jednak jego zachowanie jest po prostu skandaliczne i chamskie. Niektórzy, a zwłaszcza niektóre mogą poczuć się urażeni/one. Jeśli kiedyś chcieliście zwiedzić obskurny i brudny bar na poboczu drogi, rodem z amerykańskiego filmu, czytając książkę będziecie mieli takową okazję. Typy spod ciemnej gwiazdy, przedmiotowe traktowanie kobiet, szybkie numerki w ubikacji, szowinistyczne zachowania facetów – jest tego trochę. Jednak zdolna (i piekielnie seksowna) Dzwoneczek da sobie radę w każdej sytuacji. No prawie. 
Nie od dziś wiadomo, że Ćwiek ma bardzo lekki styl, typowy dla rozrywkowego czytadła, które ma bawić i cieszyć, a przy tym świetnie się sprzedawać. I autorowi wychodzi to naprawdę dobrze, bo jego nazwisko jest dziś kojarzone w wielu kręgach z poczytną, polską fantastyką. To już moje trzecie spotkanie z nim i ciągle chcę więcej. Nie wiem jak on to robi, ale potrafi przyciągnąć czytelnika na stałe. Zwłaszcza po tym jak skończył pierwszą część Chłopców, jasno mówiąc, że będzie tom drugi, jednocześnie wprawiając w zgrzytanie zębów swoich fanów. Gdybym mógł, kolejne przygody Zagubionych Chłopców czytałbym od razu po zakończeniu tomu pierwszego.
Pozostaje pytanie dla kogo jest ta książka. Mogę Wam zagwarantować, że będziecie się przy niej świetnie bawić, nieraz uronicie łzę ze śmiechu, ale i poczujecie przyjemny dreszczyk grozy. Kwiecisty język, bogaty w kolokwializmy może niektórych zniechęcić, a kilka fabularnych sytuacji zniesmaczyć, jednak umiejscowienie Chłopców w polskich, niezbyt przyjaznych realiach było strzałem w dziesiątkę i z ręką na sercu mogę Wam polecić ich przygody. Będziecie się świetnie bawić!
P.s. Uwielbiam to wydanie książki. Czerwona wstążka nadaje poważniejszego wyrazu opowiedzianej historii, a elegancka okładka lekkiej dostojności niedojrzałym chłopcom :)

Wydawnictwo
SQN

Data wydania

7 listopada 2012

Liczba stron
320

Ocena
7/10
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN!
www.wsqn.pl

Robert Ziębiński – Stephen King. Sprzedawca Strachu

CAM00355
Dziękuję jeszcze raz za tak duży odzew pod wczorajszym postem o najlepszych lekturach. Miło było posłuchać jakie mieliście najlepsze, ale i najgorsze wspomnienia z książkowego szkolnictwa. Taka akcja napawa mnie optymizmem przed kolejnymi zestawieniami !TOP5 – wiem, że mam mega Czytelników – dzięki!

Kamil Czyta Książki Robert Ziębiński Stephen King Sprzedawca Strachu RecenzjaTak. To jest ta nagroda, którą możecie wygrać u mnie w konkursie [KLIK]. Pierwsza polska książka o Królu, Mistrzu Grozy, najbardziej płodnym autorze naszych czasów. Nie sposób policzyć ile filmów zostało nakręconych na podstawie powieści Kinga, znawcy szacują na około 140, nie licząc wszystkich dollar babies i produkcji fanowskich. King to najbardziej medialny pisarz na świecie, pozycji o jego karierze i dogłębnych analiz filmowych za granicą jest co nie miara, jednak w naszym pięknym kraju do tej pory nie było na ten temat nic. Aż do teraz, bo Robert Ziębiński, wielki fan prozy Króla postanowił podzielić się swoją wiedzą z resztą czytelników, umożliwiając im inaczej spojrzeć na jego twórczość. Chcesz wiedzieć co kierowało pisarzem, gdy pisał Misery? Z jakimi lękami mierzył się pisząc Lśnienie? Dlaczego Dolores Clairborne jest tak ważna w życiu pisarza? I wreszcie dlaczego Stukostrachy to jedna z najgorszych powieści Mistrza? Tego wszystkiego dowiesz się czytając książkę Ziębińskiego.

Największą zaletą tej książki jest szybkość z jaką się ją czyta. Przeczytałem ją w niespełna dwa dni, a mogłem ją skończyć szybciej, gdyby nie inne obowiązki. Ziębiński skupia się na filmografii Kinga. Opisuje każdy ważniejszy film, zarówno dobry jak i słaby. Nie rozwleka swoich wywodów, nie opisuje całej fabuły – prezentuje krótką historię powstania powieści i jak doszło do nakręcenia na jej podstawie filmu. Warto dodać, że autor książki nie jest fanem jakich w naszych czasach najwięcej – zaślepionym w ideał swojego idola, wielbiący wszystko co stworzy, nawet gdyby to była najgorsza książka na świecie. Niestety taki typ fana jest popularny wśród polskich autorów, którzy już zgromadzili pokaźną liczbę swoich wielbicieli, piszą coraz gorsze książki.
Ziębiński jest inny, To fan dojrzały i sprawiedliwy. Mówi nam wprost, która książka to arcydzieło, a która to gniot nie warty przeczytania. Nie ocenia Kinga po książkach, on traktuje go jako człowieka – pokazuje nam skróconą historię jego życia, jak zaczynał swoją karierę, gdzie pracował, od czego był uzależniony. Przedstawia swojego idola jako reżysera, muzyka i ojca młodych autorów książek grozy. Filmy, które przedstawia są starannie wybrane – mamy tutaj ogólnoświatowe hity, ale i niskobudżetowe, niezbyt znane dziełka, do których obejrzenia autor gorąco zachęca.
Najlepsze zostawił na koniec. Mamy starannie wybrany cały kanon filmów, książek i płyt muzycznych, które miały istotny wpływ na wyobraźnie i kunszt literacki Króla, a które każdy szanujący się fan gatunku grozy powinien znać. Najbardziej zdziwił mnie opis jednego ze starszych seriali, którego nigdy nie obejrzałem, ba nawet o nim nie słyszałem za dużo, a bez którego nie byłoby takich seriali jak Zagubieni, Z archiwum X, Supernatural, Miasteczko Twin Peaks czy jednej z powieści Kinga. Muszę tą zaległość jak najszybciej nadrobić!
Największy zarzut jaki mogę postawić to.. spojlerowanie. Tak, tak, autor często przytaczając nam fabułę filmu lub książki często mówi nam jak taka się kończy albo do czego doprowadza przerażająca akcja. Przeczytałem dwie książki Kinga i gdy spostrzegłem co robi autor, omijałem opisy filmów na podstawie powieści, których jeszcze nie przeczytałem, a po które mam zamiar sięgnąć. Nie jest tego dużo, ale nie przeczytałem o Misery, To, Cujo i innych pozycjach, które nie mają znanych ekranizacji. Faktem jest również to, że ta książka tak naprawdę nic nowego nie wnosi do kanonu informacji o Mistrzu. Racja, znajdziemy tutaj sporo ciekawych informacji i anegdot z jego życia, ale najbardziej zagorzali fani będą zawiedzeni.
Dla kogo jest ta książka? Zarówno dla fanów jak i amatorów prozy Mistrza grozy. Ci pierwsi dowiedzą się co nieco o historii powstawania różnych filmów, a Ci drudzy poznają Kinga z innej strony – jako zwykłego człowieka, niepozbawionego wad. Najbardziej usatysfakcjonowani powinni być kinomaniacy, dla których ta lektura będzie prawdziwą żyłą złota wszelkich informacji o filmach, które raz na zawsze zmieniły obraz kina jak i samych filmów. Lektura łatwa i przyjemna, a co najważniejsze – wciągająca.
Wydawnictwo
Replika

Data wydania
16 kwietnia 2014

Liczba stron
319

Ocena
8/10

!TOP5 Najlepsze.. Lektury szkolne!

top5
Kamil Czyta książki !TOP5 Najlepsze lektury szkolne
Słoneczko pięknie świeci, ciepełko na polku, wszyscy jacyś rozleniwieni. Mnie ten stan nie ominął i najlepiej bym wylegiwał się nad Wisłą wraz z jakąś książką, ale czytelników mych nie wolno zaniedbywać ;) Mamy 27 maj czyli dzisiaj nadszedł czas na kolejne zestawienie !TOP5. Oryginalnych pomysłów nie miałem, ale z odsieczą nadeszła moja Luba przypominając stare czasy czyli lektury szkolne. I tak narodził się totalnie subiektywny ranking najlepszych lektur szkolnych z czasów gimnazjum i liceum. Z wielką chęcią przeczytam Wasze typy, o ile takie macie – przecież nie każdy z nas lubił czytać to co nam nakazano ;D

Wybór niełatwy, bo nie pamiętam wszystkich lektur, w których się zaczytywałem, a tych było dość dużo. Ciężko wybrać swoje ulubione, gdy ktoś nakazuje nam czytać coś czego nie chcemy. Później okazuję się, że z beznadziejnej lektury, książka staje się niezwykle interesującą powieścią, którą czytamy coraz szybciej. Wiem, że takie przypadki są rzadkością, ale ja kilka razy tak miałem. Mam nadzieję, że i Wy macie swoje jakieś ulubione lektury, którymi się podzielicie. Tymczasem, zaczynając od pozycji numer 5:
5. Odyseja – Homer
Kamil Czyta książki !TOP5 Najlepsze lektury szkolne Homer OdysejaJedna z najsłynniejszych w historii literatury opowieść podróżnicza. Tuż po wojnie trojańskiej Odyseusz pragnie wrócić do domu i swojej ukochanej, jednak wiedziony gniewem Posejdon skutecznie mu to uniemożliwia, przez co podróżnik tuła się po świecie przez 10 lat zanim ujrzy rodzinny ląd. Przez ten czas przeżywa mnóstwo przygód mniej lub bardziej niebezpiecznych i ze wszystkich wychodzi obronną ręką. Ja jako młody szczyl zaczytywałem się w tej lekturze, mimo, że mieliśmy przeczytać jej tylko fragment. Uwielbiałem Odyseusza, jego intelekt, sposób myślenia. Sam zapragnąłem takiej przygody, właśnie dzięki tej lekturze rozwinęła się moja miłość do książek. A poza tym, który facet nie chciałby mieć żony tak wiernej i idealnej jak Penelopa :P
4. Potop – Henryk Sienkiewicz

Kamil Czyta książki !TOP5 Najlepsze lektury szkolne Sienkiewicz PotopTak, taak. Tegoroczna matura się kłania. Osobiście ucieszyłem się, że taka lektura pojawiła się na egzaminie dojrzałości, bo moim skromnym zdaniem jest to najlepsza polska powieść historyczna. Sienkiewicz był mistrzem archaicznego języka i właśnie to jest główny powód znienawidzenia jego książek przez uczniów, i główny powód mojego uwielbienia takich lektur. Osobiście przeczytałem dwa razy Potop i po razie Krzyżaków, Pana Wołodyjowskiego i Ogniem i Mieczem; z chęcią przeczytałbym ponownie. Może się to Wam wydawać dziwne, ale gdy czytałem Krzyżaków i Potop w szkole był szał na jedną z gier komputerowych, których akcja działa się w wymyślonym świecie podobnym do średniowiecznej Polski. Wierzcie lub nie, ale te lektury czytało się wtedy o wiele lepiej! ;)

3. Kamienie na szaniec – Aleksander Kamiński
Kamil Czyta książki !TOP5 Najlepsze lektury szkolne Kamienie na szaniec Kamiński
Alek, Rudy i Zośka. Bohaterowie znani ciut lepiej ostatnimi czasy przez polską młodzież. A to za sprawą filmu Glińskiego opartego na tejże powieści. Nasz ambitna młodzież była zachwycona filmem i postawą Zośki, domagali się nawet książki na podstawie filmu. Powieść o odwadze, nadziei, miłości i braterstwie. Lektura ważna dla zrozumienia II Wojny Światowej i sytuacji młodych Polaków, którzy nie pamiętali tego co wydarzyło się ponad 20 lat wcześniej.
Kamil Czyta książki !TOP5 Najlepsze lektury szkolne Ludzie Bezdomni Żeromski2. Ludzie bezdomni – Stefan Żeromski 

Książka przerażająca i do bólu szczera. Nie wiem czy znajdziemy pośród lektur szkolnych pozycje równie realistyczną i przytłaczającą. Wiem, że większość ludzi nie znosi stylu Żeromskiego, liryczny patos bije po oczach, jego książki są nudne i nieciekawe. Spora liczba osób nie przebrnęła do końca, a szkoda, bo zakończenie, mimo że przewidywalne, to potrafi dać do myślenia. Spodziewam się fali hejtu, ale nie znajdziecie lepszej książki o poświęceniu do biednego ludu, idei pracy i dużej ilości opisów brutalnej rzeczywistości w jakich żyli zwykli robotnicy.

1. Zbrodnia i kara –  Fiodor Dostojewski
Kamil Czyta książki !TOP5 Najlepsze lektury szkolne Zbrodnia i kara DostojewskiW klasie były dwie osoby, które przeczytały do końca Zbrodnię i karę. Na początku miałem pewne problemy, nie rozumiałem psychologicznego podejścia autora do opisów postaci. Przez pewien czas czułem pogardę do głównego bohatera. Nie znosiłem Soni. Wszystko uległo zmianie po omówieniu lektury na lekcjach polskiego. Nie dość, że zobaczyłem drugą stronę książki to spodobała mi się na tyle, że przeczytałem ją jeszcze raz. Co najdziwniejsze, Rodion popełnia najgorszą zbrodnię pod wpływem żelaznej logiki. On jest przekonany, że to nic takiego, że tak powinno być. Wiara, którą pokłada w swoje rozumowanie (ale i całego społeczeństwa) jest tak mocna, że nie zauważa zmian jakie w nim zachodzą. Dopiero później zostaje jakby rażony piorunem i zaczyna się najgorsze, jednak cały czas wierzy w słuszność swojej ideologii. Gra jaką prowadzi z sędzim Porfirym to mistrzostwo świata. Nie wiem jakie są Wasze odczucia względem tej lektury, ale każdy kto nie czytał, powinien od raz zabrać się do czytania, bo Zbrodnię i karę trzeba znać.
Uff, to tyle. Niejedni mogą zapytać czemu nie ma tutaj Hobbita, który jest (za moich czasów we fragmentach) lekturą gimnazjalną. Nie chciałem mieszać klasycznych dzieł z bliższą mi fantastyką. Osobiście uważam, że Hobbit jak i Władca Pierścieni powinny być lekturami obowiązkowymi, ale w tym rankingu chciałem się skupić na książkach, które są typowymi powieściami, które musimy czytać, takie, które w kanonie są od lat. Nie mam tutaj też Mistrza i Małgorzaty. Zdaję sobie sprawę, że to książka nietypowa, ale i wybitna, jednak nie miałem szansy jej przeczytać, nad czym niezmiernie ubolewam. Literatura rosyjska ma w sobie coś, co mi się podoba i prędzej czy później przeczytam dzieło Bułhakowa. Również nie ma tutaj klasyków jak Mickiewicz, Słowacki, Norwid, Kochanowski i innych poetów, ponieważ ja poezji po prostu nie trawię. Nie rozumiem jej, a moje interpretacje wierszy kompletnie się nie pokrywają z zamysłem autora.
Jakie są Wasze typy? Zgadzacie się ze mną? Macie w ogóle jakieś ulubione lektury? A jakie są Waszym zdaniem najgorsze, męczące i niepotrzebne? Dajcie znać w komentarzach! :)

Jak się bawić to się bawić! Fanbook numer 1, 2 i 3

CAM00353
Fanbook recenzja numer 1,2,3 Kamil czyta książki gazeta
Tak. Ja też się skusiłem. Paręnaście dni temu nowe czasopismo na polskiej scenie wydawniczej ogłosiło ankietę. Każdy blogger mógł napisać do redakcji maila. W treści należało podać, jego zdaniem, tytuł najlepszej książki, która ukazała się w tym roku. W zamian każdy otrzymał wszystkie dotychczasowe numery Fanbooka (czyli wszystkie 3) plus dodatkowo – książkę niespodziankę. Idea zacna i oryginalna. Bo gazeta ta nie jest ani dla krytyków, ani znawców, ani jurorów, ani specjalistów. To książka dla ludzi. Zwykłych ludzi, którzy czytają 2, 6, 20 czy 100 książek rocznie. Czy jest to w końcu porządna gazeta dla normalnych ludzi z przyzwoitą ceną czy tandetna książkowa manipulacja ciemnym narodem? Krótka recenzja przed Wami :)

Pierwsze co nam się rzuca w oczy to cena. Niecałe dwa złocisze, że gazetkę o tym co tygryski lubią najbardziej? Jak najbardziej. Ale coś kosztem czegoś. Papier jest złej jakości, przez co same wydanie nie wygląda na porządne. W środku duża ilość reklam. Zaraz, zaraz, przecież chcąc sprzedawać czasopismo za 2 złote trzeba jakoś na nie zarobić! Samo się nie utrzyma. Na szczęście nie jest ich na tyle, by rządziły całym pismem.
Co znajdziemy w magazynie? Quizy, nowości, zestawienia, recenzje, porady i to co moim zdaniem jest pozycją sztandarową Fanbooka – wywiady. Tylu wywiadów nie przeczytacie w żadnym książkowym czasopiśmie, i to nie tylko z pisarzami, choć tych jest naprawdę sporo, Ziemiański, Collins, Komuda, Nowak to tylko niektórzy z nich. Mamy osobistości sportu, szeroko pojętej kultury a nawet gościa z wydawnictwa :D Jest w czym wybierać, choć po przeczytaniu kolejnej rozmowy można dostrzec pewną schematyczność i sztywność. 
Fanbook recenzja numer 1,2,3 Kamil czyta książki gazetaKuleją recenzję. Na osiem, umieszczonych w magazynie wrażenie na mnie zrobiło może ze dwie. Większość to streszczenia fabuły, bez spojlerowania, z krótkim akapitem odnośnie swoich odczuć. A właśnie to jest najważniejsze w recenzjach. Wiem, że streszczając robimy lepszą reklamę książce, ale tego recenzją nazwać nie można. 
Trochę drażnią mnie poradniki jednego z autorów. Nie wiem czemu. Czytając jego teksty mam wrażenie, że mam do czynienia z człowiekiem aroganckim i pewnym siebie. Słowa, które miały (w zamyśle autora) bawić, wzbudzają politowanie i niesmak. Troszeczkę za chamski język, mówiąc wprost.
Wszystkie zestawienia najlepszych książek dla dzieci, kucharskich, czy po prostu polskich bestsellerów są ciut zwykła reklamą, ale trafią się tam prawdziwe perełki. Nie każdy numer trafi w gusta każdego czytelnika, ale sądzę, że każdy znajdzie tam coś dla siebie – w końcu to magazyn dla każdego z nas.
Zabierając się za czytanie Fanbooka nie byłem optymistycznie nastawiony. Reklamy, sponsorowane teksty i niezbyt udane recenzje lekko odstraszały, ale to co najlepsze, czyli wywiady – broni się rękami i nogami. Ja po następny, czerwcowy numer na pewno sięgnę, choćby i dlatego by spojrzeć na wyniki ankiety i przekonać się czy ktoś głosował na książkę, którą ja wybrałem.
Jest nieźle, oby było coraz lepiej. Zachęcam do zapoznania się z Fanbookiem!