Boję się o swoje myśli, czyli „Rok 1984″ Orwella

Rok-1984_George-Orwell-images_big-3-978-83-7495-905-6
Kiedy przeczytałem książkę Orwella, jeszcze przez kilka godzin nie wiedziałem co tak naprawdę chcę napisać w recenzji tego dzieła. Wywarła na mnie niesamowite wrażenie, początkowe strony były bardzo trudne – ciężki język, niełatwa narracja, skomplikowane tło.

Wcześniej jedynie słyszałem o tej powieści jako przełomowym fenomenem naszych czasów, Orwell ukazuje świat sobie nie znany, przypomnę, że książka po raz pierwszy została wydana 8 czerwca 1949 roku. Cztery lata po drugiej wojnie światowej, katastrofie ówczesnej Europy, autor jest świadkiem działania systemu stalinowskiego. Wiem, że zabrzmi to strasznie, ale właśnie ten system niejako natchnął go do pisania, stworzył coś, co przez długi czas w państwach ZSRR było zakazane i objęte cenzurą (w Polsce od 1980 była publikowana w postaci paryskich przedruków.


Naszym oczom ukazany jest Londyn, w niedalekiej przyszłości, gdzie życie jednostek jest podporządkowane potężnej władzy. Mamy wyodrębnione trzy klasy społeczne – wyżsi funkcjonariusze partyjni, szeregowi członkowie Partii, i najliczniejsza – prole – zwykli ludzie, niedopuszczeni do władzy, zwykli robotnicy, w filozofii Partii – klasa podludzi, kompletnie nie warta uwagi i nieznacząca nic w ich świecie. Mimo, że stanowią większość populacji, to i tak nigdy nie zdecydują się na akt buntu. Dlaczego? Podobno wśród nich krążą agenci Policji Myśli, wyłapując pojedyncze jednostki o buntownicze myśli.

Antyutopia Orwella ukazuje świat, w którym rządzi nieomylna Partia. Wielki Brat patrzy. Ludzie są ogłupiani przez władze, fakty przeinaczane, historia fałszowana, teraźniejszość zmieniania, miłość i wolność to słowa, które nie mają prawa bytu. Świat jaki ukazuje autor jest coraz bliższy naszemu, być może w niektórych zakątkach naszego świata, rządzą ludźmi fanatycy, którzy próbują stworzyć swoją własną Oceanię.
Kodeks karny uproszczony jest do minimum – osoba podejrzana jest zawsze winna i wykazanie tej winy jest jedynym zadaniem sądu, który jest nieomylny. Kara jest tylko jedna – „ewaporacja”, która jest czymś więcej niż karą śmierci, to unicestwienie człowieka. Usunięcie wszelkich śladów jego istnienia: zniszczenie książek czy gazet, w których występowało nazwisko skazanego i wydrukowanie nowych, już bez niego. Oczywiście wszelka rozmowa o unicestwionym jest zabroniona i karalna. Ewaporacja osoby nie jest jawna ani rejestrowana, nikt nie wie co dzieje się z oskarżonymi, egzystują spokojnie w jeden dzień, a następnego dowiadujemy się, że nikt taki nigdy nie istniał. Jedynie skazani członkowie Partii Wewnętrznej biorą udział w publicznych procesach, które organizowane są po to, by zastraszyć pozostałych obywateli
Najbardziej uderzyła mnie końcówka książki, nie będę spojlerował, ale to w jaki sposób ukazał TO Orwell jest niesamowite, po przeczytaniu książki , odłożyłem ją i nie mogłem robić nic innego jak myśleć, bojąc się, że ktoś kiedyś będzie miał dostęp do myśli każdego człowieka na świecie. To jest właśnie najstraszniejsze, czy jesteśmy do końca pewni, że świat przedstawiony przez autora kiedyś nie stanie się naszą rzeczywistością? Czy będziemy mogli wtedy swobodnie myśleć, kochać, tęsknić, pamiętać o zeszłych czasach? Nawet jeśli nic takiego się nie wydarzy, to jestem przekonany i całkowicie pewny, że ta książka będzie aktualna za dziesięć czy za sto lat, a nawet dłużej.
„Rok 1984″ to książka obowiązkowa, dla każdego, nawet jeśli nie lubisz czytać, nie kręci Cię to, to jednak powinieneś sięgnąć po tą pozycję, przekonać się, do czego może doprowadzić opętańcze dążenie do władzy.
„A dwa plus dwa niekoniecznie musi się równać cztery.”

Wydawnictwo
 Muza
Data wydania
 2011
Liczba stron
 353
Ocena
 9/10

Papierowe postaci Eliny Hirvonen..

Przypomnij-sobie_Elina-Hirvonen-images_big-3-978-83-7414-399-8

Ostatnio odwiedziłem jedną z tanich księgarni w Krakowie, polując na jakieś ciekawe książki. Kupiłem dwie. „Przypomnij sobie” zwróciło moją uwagę niesamowicie intrygującą okładką, przemyślaną i z ciepłym odcieniem zieleni. Przeczytałem opis z tyłu, rekomendacje krytyków i pomyślałem „Czemu nie? Dawno nie czytałem książek o takiej tematyce.”

Elina Hirvonen to fińska prezenterka i dziennikarka telewizyjna. Jej debiutancka powieść „Przypomnij sobie” była nominowana do prestiżowej nagrody literackiej Finlandia Prize 2005. Bardzo ładnie się zapowiada prawda? Nie często przecież debiutanckie powieści zyskują aprobatę krytyków i uwielbienie czytelników, a zwłaszcza o tak trudnych tematach. 

Autorka kreuje trzy główne postacie – rodzeństwo Anne i Jonasza, oraz partnera Anny – Iana.

Wszystkie historie są opisywane z perspektywy Anny, bo to ona wyrasta nam na główną bohaterkę powieści, to jej przemyślenia i chęci śledzimy przez większość kartek powieści.
Zaczyna się sielankowo. Anna przedstawia nam swoją rodzinę jako pełną życia i miłości, zgraną i szczęśliwą społeczność, którą nic nie jest w stanie zburzyć. Aż do pewnego incydentu, kiedy to wszystko nagle zaczyna się walić. Ich ojciec zaczyna się zmieniać. Nie rozumie własnego syna, nie jest czuły na jego nadwrażliwość, a emocjom daje upust podczas maltretowania chłopaka. Jonasz dzielnie przeciwstawia się ojcu, dodatkowo chroniony przez Anne, która widzi brata z innej perspektywy, wie, że nie jest zwykłym chłopcem tak jak inni. Niestety, ojciec staje się apodyktycznym, nieobliczalnym tyranem, nie rozumiejącym własnych dzieci, usprawiedliwiający się przed Bogiem. Wkrótce Jonasz trafia do szpitala psychiatrycznego, a Anna wyjeżdża na studia, próbując tym samym odciąć się od przeszłości.
Ian, wykładowca na uniwersytecie w Helsinkach, uciekł ze swojej ojczyzny – USA, zaraz po ataku terrorystycznym na World Trade Center. Nie stracił tam nikogo, nie zginął mu nikt bliski, a jednak odczuł  atmosferę zbliżającej się wojny, przeżywając ją na swój, chłopięcy sposób. Jego ojciec walczył w Wietnamie, przed wojną był czułym, kochającym rodzicem, mężem. Wrócił jako inny człowiek, zamknięty w sobie, milczący, nie potrafiący sobie poradzić z okropnościami wojny partyzanckiej. Wkrótce trafił do szpitala dla weteranów wojennych z urazami posttraumatycznymi. Ian, nie poznający własnego ojca, nie radzący sobie z rzeczywistością, postanawia pomóc ojcu.
Przyznam szczerze, że temat jest doskonały na świetną książkę. Niestety Pani Hirvonen skupiła się na emocjach i jak najpiękniejszym przekazaniu czytelnikowi swoich odczuć, usilnie starając się wymyślić piękne sentencje niczym Paulo Coelho. Muszę się kupić teraz na wadach, bo jest ich naprawdę dużo.
Autorka przedstawia nam idylliczne opisy myśli, przeżyć bohaterów, którzy nie radzą sobie z przeszłością. Zawsze czegoś chcą, muszą, czują, że powinni, ale za każdym razem czytamy to samo: nie potrafią, nie mogą, nie są w stanie. Bohaterowie są całkowicie statyczni, przecz większość część książki nic się nie dzieje, oprócz małego fragmentu maltretowania Jonasza. Każdy z nich, jest wykreowany w ten sam sposób – słaba psychicznie osoba, z traumatycznymi przeżyciami, samotna i próbująca pomóc innym, zamiast sobie. Nie raz miałem ochotę krzyknąć do nich by w końcu coś zrobili, a nie tylko gdybali, co by było gdyby.. Razi niekonsekwencja autorki, przez co czasem czytelnik gubi się pomiędzy przeszłością, a teraźniejszością, które nieustannie się przeplatają, czasem nie wiadomo, czy to co czytamy już było, czy dopiero teraz się dzieje. Smutnym faktem są też niedopracowane dialogi, które nie mają czasem sensu, są pisane na siłę i są śmiesznie sztuczne. Liczne powtórzenia i zdania rażą oczy. Najczęściej czytałem wywód Anny, o tym, że widzi każdego z mężczyzn (Iana, Jonasza, swojego ojca) jako małych chłopców, beztroskich i zagubionych. Wśród tego wszystkiego, magia skandynawskiej literatury gdzieś zanikła.
Najbardziej jednak denerwuje postawa Anny i Iana, o ile ta pierwsza próbuję się odciąć od brata, by zacząć żyć własnym życiem, o tyle Ian jest statycznie nudny. Ciągle myśli, jego czyny są pozbawione sensu, ciągle czytamy, że chciałby porozmawiać, ale nie potrafi, a gdy ktoś wytknie mu bierność, daje się ponieść emocjom i skarży się o tym swojej partnerce. Ona natomiast ciągle żyje przeszłością, chce zapomnieć o bratu, ale jednocześnie mu pomóc. Wiem, że autorka chciała przedstawić ich jako zbłąkane, samotne dusze, ale moim zdaniem wyszło to przeciętnie.
Elina Hirvonen ma bardzo lekkie pióro, trzeba jej to przyznać, język jest prosty, ma trafiać do czytelnika i zostawić po sobie ślad. Posługuje się licznymi sentencjami i metaforami, wszystko jest opisane z dużym patosem. Trafiają się wulgaryzmy, które sprowadzają nas z tego błogiego stanu brutalnie na ziemię, przypominając, że bohaterowie są tylko ludźmi. Najjaśniejszą stroną tej książki, są listy Jonasza. Świetnie pokazują jego przemianę, z szalonego, zakręconego chłopaka, do trudnego pacjenta szpitala psychiatrycznego. Również opisy kobiecości i namiętności stoją na wysokim poziomie, autorka sprawnie manewruje językiem i stylem.
„Przypomnij sobie” to lektura trudna. Opisuje bardzo poważne tematy, które mogą się przytrafić każdemu z nas. Nie każdy jest twardy, często za późno odkrywamy w sobie ogromną wrażliwość. Opisów uczuć i emocji mamy tutaj od groma, przez co książka staje się wyjątkowa, jednak zmarnowany potencjał i niedopracowani bohaterowie psują końcową ocenę. 
Wydawnictwo
W.A.B

Data wydania
2008 (data przybliżona)

Liczba stron
184

Ocena
5/10

Liebster Blog Award #1

LiebsterAward_3lilapples

Dzięki uprzejmości Małgorzaty z bloga http://babskieczytadla.blogspot.com/, zostałem nominowany do 
Liebster Blog Award.
Dziękuję bardzo!
 Zasady zabawy:
Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób, informujesz ich o tym oraz zadajesz im 11 pytań. Nie można nominować bloga, który Cię nominował.


1.       Jaką formę wypoczynku preferujesz?
Tak naprawdę lubię wypoczywać na dwa sposoby. Pierwszy to zaszycie się z książką w jakimś kącie albo na tarasie, gdy świeci słońce, a obok na stoliku stoi zmrożona woda. Drugi to męcząca wyprawa w góry, w moje ukochane Tatry – tęsknie za nimi każdego roku, i co wakacje muszę spędzić w nich chociaż dwa dni.
2.       Jak często organizujesz głośne imprezy w swoim domu?
W moim dumo rodzinnym zorganizowałem taką imprezę raz.. i na tym starczy, nie chcę powiedzieć, że dwa pokoje zostały rozniesione, ale ich stan był daleki od poprawnego. Dużo częściej organizuje imprezy w mieszkaniu, w Krakowie, powiedzmy, raz na miesiąc.
3.       Czy wierzysz w to, że po życiu jest życie?
Trudne pytanie, bo jak na nie jednoznacznie odpowiedzieć? Odpowiem tak, po życiu na pewno coś jest.
4.       Wolałabyś/-byś żyć krótko, acz wspaniale czy długo, ale przeciętnie?
Długo i przeciętnie. Nie zależy mi ani na rozgłosie, ani sławie. Jestem spokojnym, normalnym chłopakiem. Do życia potrzebuję trzech rzeczy – miłości, spokoju i przyjaciół.
5.       Czy lubisz czytać książki o zdrowiu i chorobach?
Bardziej o chorobach. Nieczęsto sięgam po takie, bo chyba nie im ich za wiele, na rynku wydawniczym.
6.       Wolisz samotność czy towarzystwo wielu osób?
Kiedyś powiedziałbym, że jestem samotnikiem. Teraz nie umiem żyć bez znajomych i przyjaciół. Lubię się z nimi spotykać, gadać na różne tematy, czasem i najgłupsze. Piwko, jakieś przekąski na stole 
i spotkanie gotowe – to lubię ;)
7.       Czy piszesz lub pisałaś/-eś wiersze?
Nigdy nie pisałem i chyba nie będę pisał – po prostu ich nie rozumiem. W liceum wystrzegałem się ich jak ognia, o wiele bardziej wolę beletrystykę. Sam próbowałem moich sił w opowiadaniu fantastycznym, lecz na razie stoi ona w miejscu od ponad roku, a nie mogę się zebrać by do niej wrócić.
8.       Czy masz jakieś artystyczne hobby np. malujesz, fotografujesz, itp.
W liceum rysowałem abstrakcje, ale nigdy nie było to nic artystycznego. Uznajmy, że malowanie figurek to moje hobby, i całkiem nieźle mi idzie ;)
9.       Czy czytając poezję rozumiesz, co poeta chciał Ci przekazać?
No jak już wyżej napisałem, nie rozumiem poezji. Wyjątkami są Mickiewicz i Słowacki, niektóre wiersze Norwida i Kochanowskiego. Reszta to dla mnie czarna magia, a moje interpretacje są dalekie od zamysłu autora. Jednak z drugiej strony, czy nie po to jest tworzona liryka by pojmować ją na swój sposób?
10.   Wygrałaś/-eś pięć milionów złotych. Co to zmieni w Twoim życiu?
Kupię samochód, ożenię się, wybuduję dom i odwiedzę Egipt i utęsknione Włochy.
11.  Czy oglądasz filmy grozy?
Jasne, że oglądam, kto nie lubi się czasem trochę bać? Najczęściej w nocy, z założonymi słuchawkami, chyba, że oglądam z moją lubą, to wtedy układam się wygodnie na łóżku, by mogła się wtulać we mnie,
 gdy będzie się bardzo bała ;)
Zgodnie z zasadami mogę nominować 11 kolejnych osób, i zadać im pytania, lecz ja wybrałem:
A o to moje pytania do nich:
1. Jaki gatunek książek najchętniej czytasz?
2. Czy lubisz słuchać audiobooków?
3. Jakie masz hobby?
4. Poleć trzy książki, które Twoim zdaniem zasługują na uwagę.
5. Kiedy obchodzisz urodziny?
6. Najgorsza książka jaką kiedykolwiek czytałeś/aś?
7. Idealne miejsce do czytania?
8. Ile książek liczy twoja biblioteczka?
9. Twój ulubiony film/filmy?
10. Dlaczego założyłeś/aś bloga?
11. Jakie masz plany na przyszłość?
  Czekam na Wasze odpowiedzi ;)

Kamil pisze #1

reading

 Często podczas namawiania innych ludzi na czytanie, czy to moją dziewczynę, rodzinę czy znajomych, pada stwierdzenie „Książki są przecież drogie, a używanych, często zniszczonych, na allegro, kupować nie chcę.” Niestety to prawda, za opasłe tomiszcza, czyli ponad 500 stron, cena często sięga powyżej 45złotych. Zależy to też od okładki, jeżeli jest pięknie ilustrowana, kolorowa – cena automatycznie wzrasta. Na allegro ceny są ciut tańsze, a te najtańsze w niezbyt dobrej kondycji. Empik, Matras, inne księgarnie też odpadają. Także, gdzie kupować książki?


Studiuję i mieszkam w Krakowie od dwóch lat, znam to miasto lepiej niż dobrze. Postanowiłem pokazać Wam miejsca, w których kupimy książki niedrogie, a w dobrym stanie, często nowe. Przypuszczam, że osoby mieszkające w Krakowie znają te miejsca, ale mam nadzieję, że pomogę innym, gdy przyjadą do tego pięknego miasta w celach turystycznych. Zapraszam na przechadzkę..

Księgarnie Czytanie

ul.Kalwaryjska 54
ul.Długa 39
ul. Starowiślna 93a
ul. Królewska 88
Nowa Huta, osiedle Centrum B4

Zawsze znajdziemy tam jakąś okazję, często są duże przeceny, a książki nawet od złotówki. Moim zdaniem, najlepsze filia, mieści się przy ulicy Królewskiej. Miła obsługa, zawsze chętna do pomocy, to niezła reklama sieci księgarń. W głównej filii na ulicy Kalwaryjskiej znajdziemy mnóstwo książek, chyba najwięcej spośród księgarń, które zaprezentuje.

Księgarnia pod globusem

ul. Długa 1 (róg Długiej i Basztowej)

Niezłe ceny, czasem możemy znaleźć nowości wydawnicze w przecenie nawet o 50%. Dużym plusem są częste spotkania literackie zarówno z autorami, jak i ludźmi ze świata książki. Najwięcej znajdziemy tak atlasów, poradników, ale mój ulubiony gatunek, czyli fantastykę, też uświadczymy.

Księgarnia DeFacto

ul. Grodzka 15

Nie jest to duża księgarnia, ale ceny są naprawdę powalające. W tym tygodniu organizowana jest akcja Książka za 1zł/2zł, co sprawia, że ciągnie mnie tam niesamowicie. Może nie znajdziemy tam dużego wyboru literatury popularnonaukowej, czy po prostu literatury, ale DeFacto jest świetnym miejscem dla maturzystów jak i najmłodszych. Różnych testów, kompendiów, repetytoriów jest od groma, a dla dzieci komiksy, bajki, gry czy kredki. Dlatego właśnie, ta księgarnia jest najlepszym miejscem, by zaszczepić w swoich dzieciach miłość do książek.

Skład tanich książek

ul. Grodzka 50

Mój osobisty faworyt. Mamy do wyboru z pomiędzy ogromnej ilości książek, ze wszystkich gatunków literackich, poradników czy słowników. Książki są naprawdę tanie, a mi udało się kupić „Hobbita w malarstwie i grafice” za 25złotych przy cenie detalicznej 100zł (!). Trochę razi obsługa, z góry traktująca każdego jako potencjalnego złodzieja, ale mi to nie przeszkadza w zaszyciu się tam na kilkadziesiąt minut i wybieraniu spośród tylu książek.
 

Te cztery księgarnie uznałem za najlepsze, ale nie wspomniałem o bibliotekach, antykwariatach (których jest naprawdę dużo) czy też o pchlim targu w każda niedzielę przy Hali Targowej. Każdy ma swoje takie miejsca, gdzie powiększa swoją biblioteczkę – a Wy? Gdzie kupujecie książki? Są takie miejsca w Waszych okolicach?

„Kamil pisze..” to nowy cykl autora, poświęcony jego własnym przemyśleniom, poradom czy opiniom na dany temat, z zakresu literatury jak i otaczającego go świata. Nieregularność cyklu sprawia, że autor ma więcej czasu, na napisanie naprawdę dobrego tekstu.

Wymagający kryminał, czyli „Policja” Jo Nesbo

policja-b-iext23380310


Przyznam się szczerze – nigdy nie słyszałem o jakiejkolwiek książce Jo Nesbo. Moja przygoda z kryminałami i powieściami sensacyjnymi dopiero się rozpoczyna i nie znam innych nazwisk niż King, Christie, Doyl, Larsson, no i od teraz Nesbo. I wiecie co? Wciąga mnie to, lubię coraz bardziej czytać o psychopatycznych mordercach, ich wskazówkach, nietypowych miejscach zbrodni i oczywiście o genialnych inspektorach, detektywach. Wracając jednak do „Policji”.
Erlend Vennesla, emerytowany policjant, zostaje  znaleziony martwy, dokładnie w tym samym miejscu, gdzie przed dziesięciu laty została zamordowana i zgwałcona Sandra Tveten. Okazuje się, że Erlend brał udział w śledztwie owej zbrodni, jednak zostało ono umorzone, a sprawca pozostał na wolności. Czy to zwykły zbieg okoliczności? 

Gdy po kilku miesiącach schemat się powtarza, policja w Oslo nie ma już najmniejszych wątpliwości – ktoś poluje na policjantów. Gdy w grę wchodzi życie kolegi po fachu, każdy staje na głowie, by zatrzymać mordercę i wsadzić go za kratki. Jednak nie jest to takie proste, na miejscach zbrodni nie ma żadnych śladów, wskazówek, niczego, co by naprowadziło na jakiś konkretny trop. Na dodatek, śledczy nie mogą liczyć na pomoc Harry’ego Hola, ten jakby zapadł się pod ziemię. 
Autor ma prawdziwy dar. Jest mistrzem zagadek i niedopowiedzeń. Gdy czytelnik ma już jako taki obraz sytuacji, ma pewne podejrzenia co do niektórych bohaterów, Nesbo, po kilku dalszych kartkach rujnuje to wszystko i zmusza nas do tego samego. Przed erą skandynawskich kryminałów ten gatunek nie był w najlepszej kondycji, żaden nie miał tego czegoś, co przykułoby uwagę liczniejszych czytelników niż tylko odwiecznych fanów. Thrillery z Norwegii, Szwecji, Finlandii tchnęły nowego ducha w gatunek, są bardziej zawiłe i zagadkowe. Wodzą za nos. Stopniowo budują napięcie. Mają okrutny i mroczny styl, ale jednocześnie niezwykle wymagający intelektualnie. Tutaj sam czytelnik ma zdecydować czy w danej chwili jego osądy są słuszne czy nie. Autorzy skupiają się bardziej na psychologicznym aspekcie zbrodni, analizują miejsce popełnionej zbrodni, podtykają nam pod nos potencjalnych morderców.  Nie powiem Wam dokładnie ile razy przeszły mnie dreszcze w trakcie lektury, a było ich naprawdę sporo!
Dla mnie jako amatora kryminałów, spotkanie z autorem było naprawdę magiczne. Jego dobór bohaterów jest fantastyczny. Nikt nie jest idealny, każdy ma jakaś rysę, którą stara się chować bardziej lub nie. Jego bohaterowie są naprawdę ludzcy, popełniają błędy, są impulsywni, popadają w skrajności. To jest naprawdę dobry thriller z dużą dozą akcji, świetnie skonstruowaną fabułą i przemyślaną do najmniejszego szczegółu zagadką. Autor cały czas nas zwodzi, oszukuje, naprowadza na fałszywy trop, wystawia nam przed nos pewniaków do roli mordercy, a za chwilę okazuję się, że to wszystko było iluzją.
Książkę pochłonąłem, a raczej – to ona wchłonęła mnie. Wprost nie mogłem się od niej oderwać, a zakończenie? Mm, palce lizać. mam nadzieje, że Pan Nesbo jeszcze coś napisze, a ja tym czasem zaszywam się z poprzednimi jego książkami, mając nadzieje, że miano Króla Kryminałów nie przypadło mu ot tak, przypadkowo :)
Wydawnictwo
Wydawnictwo Dolnośląskie
Data wydania
23 października 2013
Liczba stron
472
Ocena
9/10