W poszukiwaniu prawdy.. Jedyna Prawda – Olle Lönnaeus

okladka-120
Jedyna prawda - Olle Lönnaeus
Wiem, wiem. W poniedziałek miała być relacja z konferencji tolkienowskiej. Jednak wypadek losowy, jak i mnogość prelekcji i dyskusji przeprowadzonych podczas tego wydarzenia był przytłaczający i nie dam rady zrobić relacji na dzisiejszy dzień. Postaram się to zrobić jak najszybciej, ale mogę Wam powiedzieć, że było warto.
Dlatego dzisiaj, postanowiłem napisać recenzję mało znanej książki, którą skończyłem kilka dni temu. Kupiłem ja  z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że była tania. Drugi, ten ważniejszy, chciałem w końcu przeczytać jakąś lekturę szwedzkiego pisarza. Do tej pory czytałem powieści z Finlandii i Norwegii, więc teraz zostało mi znaleźć coś rodem z ojczyzny klocków Lego by poznać całą Skandynawię.

Olle Lönnaeus jest dziennikarzem jednej z gazet szwedzkich. Opisuje wydarzenia polityczne swojego kraju, ale i Europy czy Bliskiego Wschodu. Jego debiutancka opowieść „Pokuta” zdobyła nagrodę Szwedzkiej Akademii Pisarzy Kryminałów za najlepszy debiut roku. Jego druga książka „Wielkie serca Mike’a Larssona” zdobyła tytuł kryminału roku. Zaczyna się naprawdę obiecująco prawda?

Głównym bohaterem książki jest Joel Lindgren, pisarz amator, bez pomysłu na siebie. Trudne dzieciństwo, spowodowane przez ojca – pijaka, spowodowało, że Joel uciekł z domu jako młody chłopak. Po dwudziestu latach, w ciemną, śnieżną noc, dostaje telefon od ojca – Martena, który błaga go o pomoc. Nie potrafiąc zignorować tego telefonu, główny bohater wyrusza mu na pomoc. Znajduje go wiszącego na haku. Na ścianie widnieje napis namalowany czerwoną farbą: Ghadab Allah – Gniew Boga.

Już na początku jesteśmy rzuceni na głęboką wodę. Z każdą stroną poznajemy kolejnych bohaterów, których liczba może przytłoczyć. Na szczęście liczą się tylko dwoje z nich – Joel i Fatima. Ta druga to wschodząca gwiazda w szwedzkiej policji. Bystra, mądra, i co najważniejsze – skuteczna. Jej arabskie korzenie, nie przeszkodziły w pięciu się po wysokich szczeblach trudnej kariery, a wręcz przeciwnie – do tej sprawy nadaje się całkowicie. 

Marten Lindgren zwrócił uwagę opinii publicznej swoją osobą kilka lat wcześniej kiedy to namalował proroka Mahometa jako świnię. W sieci zawrzało, skrajni islamiści zaczęli wysyłać mu groźby śmierci. Teraz, wydaje się, że spełnili swoje zamiary. Policja w Sztokholmie zatrzymuje największego podejrzanego – Osamę al-Dina, który w sieci dał wyraz swojemu szczęściu po zabiciu malarza.

Tutaj zaczyna się rola Fatimy. Zostaje oddelegowana do przesłuchania podejrzanego, który wydaje się istnym fanatykiem islamu, ślepo ufający skrajnym radykałom. Prowadzi swoistą grę psychologiczną z policjantką – kręci, miesza, wpływa na jej postrzeganie religii. Fatima z początku przerażona jego zachowaniem, z czasem odzyskuje pewność siebie, zaczynając swoją własną grę z Osamą.

Wszystkie te elementy składają się na bardzo dobry kryminał, ale niestety widać niewykorzystany potencjał powieści. Strona narracyjna prezentuje się bardzo kiepsko, zwłaszcza momenty przemyśleń i zachować kolejnych ofiar zamachowców, które wydają się nieskładne i pozbawione logiki. Główny bohater prezentuje bardzo dziwną postawę – z jednej strony nienawidzi swojego ojca, nie miał z nim kontaktu od dwudziestu lat, nie obchodziło go co się z nim dzieje przez ten czas, a nagle decyduje się na własne śledztwo, odkrywając nowe, zaskakujące fakty dotyczące ojca. Naraz dowiaduje się, że jego matka również nie była ideałem, była zupełnie inna, niż ją zapamiętał – bohater dochodzi do wniosku, że jego dziecięce spostrzeżenia były mylne. Joel wydaje się oderwany od rzeczywistości. Tak, to najdziwniejszy bohater jakiego spotkałem – nie pamięta wielu rzeczy, wspomnienia, które powinny wyryć mu się w myślach powracają w zupełnie nieoczekiwanych momentach, on sam nie wie co myśleć, co czuć, jak żyć. 

Z tą książką jest różnie – ma kilka stron naprawdę mocnych i dobrych, ale przez ich większość nie dzieje się nic, co zasługiwałoby na zapamiętanie. Jednak Olle Lönnaeus przyłożył się bardzo starannie do dialogów, które nadają ton akcji, przyspieszają je, są zarówno tajemnicze i ciekawe, za to duży plus. Skupił się również na przedstawieniu problemu ekspansji islamu, który w dzisiejszych dniach jest bardzo aktualnym problemem. Postrzeganie religii, oddany ślepo fanatyzm, radykalne działania to główne problemy tej powieści. Są one przedstawione bardzo dobrze, rozłożone na czynniki pierwsze, autor prezentuje nam do czego może to doprowadzić. Podejście do różnych wyznań jest bardziej podejściem psychologicznym, przez to fabuła traci na wartości. Główna zagadka nie jest wymagająca, a każdy wprawny czytelnik, który przeczytał już w swoim życiu sporo kryminałów, rozwiąże ją kilka kartek przed finałowym rozwiązaniem.

Jednak największy plus należy się na stworzenie klimatu. Autor namacalnie oddaje nam klimat Szwecji. Czujemy mróz, śnieg pod stopami, zimny wiatr, nieznośny deszcz. Dzięki temu czytelnik może wczuć się w rolę głównych bohaterów, co moim zdaniem, powinien osiągnąć każdy autor swoich książek. Szwecja zostaje nam przedstawiona jako zimny, mroczny i surowy kraj, pełen dziwnych i ekscentrycznych postaci. Książka jest warta uwagi i polecam ją każdemu kto chce choć na chwilę przenieść się do ojczyzny IKEI ;)

Wydawnictwo
Rea
Data wydania
5 listopada 2012
Liczba stron
416
Ocena 
6/10

Hobbit w malarstwie i grafice J. R. R. Tolkiena

352x500
Gdy opublikowałem tego posta, obiecałem, że w piątek pojawi się recenzja jednej z książek Tolkiena. Obietnicy dotrzymuję, jednak postanowiłem, że nie będę banalny i nudny, i nie przedstawię jednego z jego wielu wybitnych dzieł, a coś zupełnie innego. Hobbit w malarstwie i grafice J. R. R. Tolkiena to zbiór rysunków i szkiców samego Mistrza, który bardzo dbał o stronę graficzną swojej debiutanckiej powieści.
Mój egzemplarz nabyłem w taniej księgarni w Krakowie, po bardzo okazyjnej cenie, której nie dostałbym nigdzie indziej. Polowałem na nią od dawna, jednak cena lekko odstraszała, więc gdy nadarzyła się okazja, nie zastanawiałem się.

 Niewielu wie, że oprócz ogromnego talentu pisarskiego, Tolkien, był również amatorem rysunku. Ojciec fantasy świetnie sobie radził z przeróżnego typu rysunkami krajobrazów, architektury, gorzej już z przedstawieniem postaci. Dzięki tej książce poznajemy pisarza jako pasjonata malarstwa, który z wielkim zapałem tworzył kolejne ilustracje, jednocześnie wiedząc i wielokrotnie to powtarzał w różnych listach do wydawcy, że wielkiego talentu nie ma, jednak sprawia mu to niezwykłą radość.

Na samym początku mamy przedmowę autorów tej książki – Wayne’a G. Hammonda i  Christiny Scull – opisują cały przebieg kompletowania szkiców Tolkiena, historię powstania książki jak i rysunków, zaznaczają, że podjęli się bardzo trudnego zadania, gdyż większość odręcznych rysunków zaginęła, jednak zrobili co w ich mocy, by oddać jak najlepiej okazałość kompozycji –  poddali je obróbce graficznej, fotograficznej i komputerowej, dzięki czemu, szkice prezentują się najlepiej w swojej historii.
Po tym wstępie, autorzy wprowadzają nas w przepiękny świat kolorów, ołówka, pędzli i farb. Przedstawiają nam kolejne rysunki pisarza zgodnie z fabułą Hobbita, także zaczynamy w Shire i Bag End, a kończymy.. no właśnie w tym samym miejscu. Każdy szkic jest przedstawiany we wszystkich etapach jego powstawania, mamy początkowe, nieśmiałe pociągnięcia kreską, następnie lekkie wypełnianie kolorami, a na końcu finalny efekt, który czasem dech zapiera. Każdy etap jest opatrzony prypisami i komentarzami autorów, przez co czytelnik nie gubi się w chronologii zna cały cykl powstawania rysunku.
Od razu bije po oczach jeden szczegół – perfekcjonizm. Tak, Tolkien był perfekcjonistą w każdym calu, każdą ilustrację czy mapę, czy nawet list rysował kilka razy, zmieniając koncepcje czy dodawanie różnorakich szczegółów. Sam nigdy nie był zadowolony z finalnego efektu, jednak co bardziej zorientowani czytelnicy wiedzą, że wydawca ponaglał go niesamowicie często.
Warto zaznaczyć, że pierwsze wydanie Hobbita miało miejsce 21 września 1937 roku. Nie było komputerów, potężnych drukarek, zaawansowanych aparatów, okładki książek często były powielane kopią odręcznego rysunku, czasem lepszego, czasem gorszego. Tolkien sam zaprojektował okładkę swojego dzieła, często wysyłając do wydawcy różne jej wersję, aż w końcu zdecydował się na którąś. Niektórzy z Was, którzy mają starsze o kilka lat od dzisiejszych wydań Władcy czy Hobbita lub innych powieści autora, zauważą wokół okładki ciąg znaków, runów. To właśnie są runy krasnoludzkie, a bardziej szczegółowo – runy księżycowe, zaprojektowane właśnie przez pisarza, który uległy niewielkiej zmianie w stosunku do oryginalnego wydania.
Bardzo żałuję, że nie mam profesjonalnego aparatu, bym mógł pokazać Wam kolejne strony z tej książki, byście mogli ujrzeć jej wyjątkowość. Na wspomnienie zasługuje fakt, że okładka, jak i całe wydanie jest zrobione niezwykle profesjonalnie w formie albumu w grubej okładce, wydawnictwo Amber podeszło do tego zadanie niezwykle starannie. Na końcu posta umieszczę zdjęcia pierwszej okładki o obwoluty Hobbita byście mogli choć na chwilę przenieść się do niesamowitego świata Ardy. 
Polecam każdemu. Czy zaczynasz swoją przygodę z Mistrzem, czy przeczytałeś kilka powieści, czy też jesteś nałogowym mianiakiem jego twórczości, warto zajrzeć do tej książki by spojrzeć na Tolkiena z innej perspektywy – jako amatora rysunku, który z wielką dbałością i zapalczywością chciał ozdobić swoją pierwszą powieść.
Wydawcnitwo
Amber
Data wydania
22 listopada 2012
Liczba stron
 144
Ocena 
9/10
Kamil Czyta Książki
 Ostateczny projekt pierwszej obwoluty Hobbita.
Ten sam obrazek zdobi okładkę Hobbita w malarstwie i grafice J. R. R. Tolkiena.

Kamil Czyta Książki

 Projekt pierwszej okładki Hobbita zaprojektowany przez Tolkiena.
Kamil Czyta Książki

Shire ze wzgórzem Bag End. Wykonane farbami.

Kamil Czyta Książki
Spływ beczkami Leśną Rzeką. Ilustracja wykonana farbami.
Kamil Czyta Książki
Bag End. Szkic ołówkiem.
W środę złożyłem jeszcze jedną obietnicę. Powiedziałem, że w poniedziałek ukaże się relacja z wydarzenia w Krakowie, związanego z Tolkienem. Otóż w sobotę i niedzielę 29-30 marca odbędzie się Konferencja „Między magią a religią. Sacrum w Twórczości Tolkiena. „Głównym celem konferencji jest spojrzenie na twórczość J.R.R Tolkiena z perspektywy religioznawczej. Serdecznie zapraszamy wszystkich pasjonatów Tolkienowskiego świata z naukowym zacięciem. ” Masa wykładów, dwa równoległe panele do wyboru, i ciekawi ludzie. Pojawię się na niej w oba dni i postaram się jak najpełniej przytoczyć Wam jej przebieg. Tymczasem sprawdźcie ich fanpage oraz oficjalną stronę konferencji. 
Pozdrawiam! :)

Nowy cykl! !TOP5

top5
Kamil Czyta Książki

!TOP5 to moje nowe autorskie zestawienia, rankingi ulubionych, najlepszych, najbardziej interesujących, bądź najgorszych książek, postaci filmowych, okładek, ekranizacji, itp, itd.

Dzięki temu poznacie mnie lepiej, a co więcej, i co najważniejsze, może skłonię Was do sięgnięcia po niektóre pozycje.
Zestawienia będą pojawiać się każdego 27-ego dnia miesiąca. Nie pozostaje mi nic innego jak rozpocząć pierwszy ranking.

Każdy blogger chce jak najszybciej i jak najlepiej rozwijać swojego bloga. Ja idę w jakość, a nie ilość, więc w regularnych odstępach czasu będą ukazywać się kolejne rankingi. Mój ulubiony gatunek to szeroko pojęta fantastyka i właśnie chciałem Wam przedstawić moje !TOP5 wśród książek tego gatunku.
5. Cykl Demoniczny – Peter V. Brett
Gdy po raz pierwszy wziąłem do ręki pierwszą część cyklu Malowany Człowiek, moją uwagę przykuła krótka notka, dotycząca autora. Pierwszą książką jaką przeczytał był Hobbit Tolkiena. To wystarczyło bym zakupił powieść i zatopił się w przygodach Arlena i spółki. Cykl jest bardzo sprawnie napisany, akcji mamy od groma, ale nie podoba mi się podzielenie Wojny w blasku dnia na dwie części – tylko polski wydawca zrobił coś takiego, w innych państwach, jest to jedna książka.

4. Achaja – Andrzej Ziemiański
Przyznam się szczerze – łaziłem z kolegą po księgarniach w moim mieście i otworzyłem pierwszą część Achai na losowej stronie. Zdanie które przeczytałem zawierało więcej wulgaryzmów niż innych słów, ale to był czynnik, który zachęcił mnie do jej kupienia. Ziemiański prezentuje nam lekturę brutalną, prawdziwą, gdzie każdy dąży do realizacji swoich planów bez względu na koszty. Genialna jest postać głównej bohaterki, która moim zdaniem jest jedną z lepszych kreacji jakie powstały.
 

3. Pieśń Lodu i Ognia – George R. R. Martin

Pierwszą część przeczytałem kilka miesięcy przed premierą serialu, wtedy mało było ludzi, którzy przeczytali całą sagę. Dopiero po premierze przybyło mnóstwo fanów, którzy rozsławili Sagę na cały świat. Pierwsze trzy tomy, są genialne, wartka akcja, świetnie skonstruowana fabuła, skomplikowani bohaterowie, intrygi, intrygi i jeszcze raz intrygi. W kolejnych częściach akcja gwałtownie hamuje, Martin wprowadza coraz to nowszych bohaterów, a objętości następnych powieści są coraz większe, jednocześnie tracąc na wyjątkowości. Jednak za fabułę i stworzony, przemyślany świat jego saga znalazła się na przysłowiowym pudle.

2. Cykl Wiedźmiński – Andrzej Sapkowski

Co tu dużo mówić? Wiedźmina Geralta z Rivii każdy zna, a przynajmniej o nim słyszał. Ja po raz pierwszy spotkałem go przypadkiem, odwiedzając bibliotekę, lekko znudzony średnimi książkami fantastycznymi. Powiem krótko, to co stworzył Sapkowski, jak opisał bohaterów, jak wymyślił całą fabułę, jak skonstruował cały cykl – wszystko to zasługuje na wielki szacunek czy ktoś lubi Wiedźmina czy nie.

1. Władca Pierścieni – J. R. R. Tolkien

Pierwsze miejsce dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem. Jestem wielkim fanem fantastyki dzięki Tolkienowi. Również dzięki niemu zacząłem przygodę z poważnym czytaniem. W świecie w którym stworzył jest wszystko czego dusza zapragnie – zachłanne krasnoludy, piękne elfy, mściwi ludzie, zielone krainy, czarne pustkowia, różnorodne kultury, języki, przekonania, wierzenia. I właśnie dzięki temu, dzięki stworzonej mitologi, różnorodności ludów, opracowaniu całej, ponad dziesięciotysięcznej (!) historii Ardy, Tolkien zajmuje i będzie zajmował najważniejsze miejsce w moich zbiorach, na najważniejszej półce.

Teraz czekam na Wasze opinie ;) Czytacie fantastykę? Co sądzicie o moim zestawieniu? Macie jakieś inne, ulubione książki/cykle? Zachęcam do stworzenia własnego rankingu :)

Liebster Blog Award #2

liebster21
Dzięki uprzejmości Bet G. z bloga

http://greczynkaaczyta.blogspot.com/, zostałem, po raz drugi, nominowany do

Liebster Blog Award.

Dziękuję bardzo!

Jej pytania okazały się wymagające, przy niektórych musiałem się chwilę zatrzymać, by odpowiedzieć jak najpełniej.

Tym razem nie nominuję nikogo, chyba, że ktoś chciałby odpowiedzieć na moje pytanie, to proszę o kontakt ;)


1.    Ile godzin dziennie spędzasz przez komputerem?
Jako, że studiuję informatykę, trudno m powiedzieć dokładną liczbę godzin, ale załóżmy, że mniej niż pół dnia ;P

2.    W jakiego książkowego bohatera chciałbyś/chciałabyś się zamienić?

Baardzo trudne pytanie i nie wiem czy umiem odpowiedzieć. Gdy czytam książkę, staram się wczuć w sytuację określonego bohatera, myślę jak na jego miejscu bym postąpił. Sądzę, że właśnie w takich momentach zamieniam się w taką książkową postać czy tego chce czy nie. Razem z nią przeżywam kolejne przygody, rozwiązuje zagadki, rozmawiam z innymi. Właśnie dzięki książkom możemy, choć na sekundę, przenieść się do innej rzeczywistości, stać się kimś innym. Czy to nie piękne?

3.    Gdybyś mógł/mogła wybierać to w jakiej książkowej krainie chciałbyś/chciałabyś żyć?

W Śródziemiu, to oczywiste. Na swój, pokręcony sposób kocham Arde i książki Tolkiena. Byłoby cudownie przenieść się, choć na chwilę, do lasów Mrocznej Puszczy czy stepów Rohanu lub zielonej krainy Shire.

4.    Co skłoniło Cię do założenia bloga?

Pisałem recenzje na serwisie lubimyczytac.pl, ale nie wystarczało mi to w takim stopniu jakim bym oczekiwał, chciałem podzielić się moimi przemyśleniami z większym gronem odbiorców. Postanowiłem założyć bloga, nikomu nic nie mówiąc, czekając na rozwój wypadków. Gdyby nie zyskał chociaż najmniejszej popularności, szukałbym innej formy przedstawiania moich opinii. Jednakże jestem bardzo zaskoczony ilością wejść i komentarzy, zwłaszcza, że blog ma niecałe trzy tygodnie. Dziękuję Wam w tym miejscu za to ;)

5.    Twoja ulubiona potrawa?

Przyznam się bez bicia, jestem żarłokiem ;) Mam wiele ulubionych potraw, niektóre jem częściej inne mniej. Lubię eksperymentować w kuchni, próbować nowych smaków (niekoniecznie tych dobrych) i przekształcać nowe przepisy. Każde danie, które mi „wyjdzie” jest moim ulubionym.

6.    Czy jest taka osoba, która jest Twoim największym fanem i wsparciem w pisaniu bloga?

Moja Ukochana, która jest moim swoistym korektorem, udziela mi wspaniałych rad, dopinguje i motywuje do dalszego pisania. Mam nadzieję, że kiedyś ją zmuszę do napisania jakiejś recenzji ;)

7.    Twoje ulubione warunki do czytania?


Zdecydowanie na łóżku, tam mi najwygodniej. Na stoliku najlepiej żeby stał kubek herbaty lub kawy, zależy od pory dnia.

8.    Czy oprócz czytania masz jakieś inne hobby?

Hmm, ciężko powiedzieć bo sprecyzowanego hobby nie mam. Od czasu do czasu pomaluję jakąś figurkę, pogram w gry komputerowe. Nałogowo słucham muzyki, często przeszkadzając innym. Jednak najbardziej ciągnie mnie do czytania i pisania.

9.    Co Cię denerwuje w innych ludziach? A co w nich lubisz?

Nieszczerość. Gdy się już dowiem, że ktoś kłamał, to jak mam z nim dalej rozmawiać, nie wiedząc czy mnie znowu nie okłamie? A co lubię? Hm, ludzi z dystansem do siebie, którzy nie są zadufani w swojej osobie, a z którymi można porozmawiać i pożartować na różne tematy.

  10.  Czy jest coś czego czytelnicy Twojego bloga jeszcze o Tobie nie wiedzą, a nie było wcześniej okazji, aby o tym napisać?

Uwielbiam twórczość Tolkiena. Od jego Władcy Pierścieni zaczęła się moja poważna przygoda z czytaniem, a świat, który wykreował wciąga mnie po dziś dzień. Przeczytałem wszystkie jego książki, które były wydane w Polsce. Umiem pisać w runach krasnoludów, uczę się liter Feanora, znam niektóre zwroty w języku Quenya. W ten weekend, w Krakowie jest pewne wydarzenie związane z Tolkienem, ale szczegóły podam Wam w piątek, kiedy to pojawi się recenzja jednej z jego książek. Właśnie z tego wydarzenia w poniedziałek pojawi się obszerna relacja ;)

Mam nadzieję, że autorkę pytań zadowolę moimi odpowiedziami ;)

Pozdrawiam.

Podejmując trudne tematy z Harlanem Cobenem..

klinika-smierci-b-iext4622199
O Harlanie Cobenie słyszałem już od dawna, często jego książki pojawiają się w księgarniach na półce opatrzoną nalepką „nowości”. Jednak nigdy nie sięgnąłem po żadną z jego lektur, sam nie wiedząc czemu. Czy to brak czasu na tego typu gatunek czy po prostu pieniędzy? Wiedziałem, że Coben jest świetnym pisarzem, podtrzymuje swoją reputację wydając kolejne świetnie książki. Jednak widząc szansę na pierwsze spotkanie z nim (pożyczenie od koleżanki), skorzystałem z niej.
„Klinika śmierci” to pierwszy thriller medyczny w dorobku autora, nieco później dowiedziałem się, że to także druga jego powieść. Zdziwienie moje po tym fakcie było przeogromne, bo powieść, jak i jej konstrukcja są świetnie zbudowane.

Ale po kolei. Coben umieścił akcję swojej książki w bardzo trudnym momencie dla Stanów Zjednoczonych. W bardzo szybkim tempie rozrasta się epidemia AIDS, a społeczeństwo traktuje tę chorobę jako chorobę homoseksualistów i narkomanów. Politycy nie upraszczają zadania jakie stoi przed lekarzami kraju – AIDS nadal jest tematem tabu, przez co środki przekazywane na specjalistyczne kliniki zajmujące się badaniem wirusa topnieją z roku na rok.
Bohaterów jest kilku, jednak moim zdaniem najważniejszym jest Sara Lowell, córka wybitnego lekarza i niepełnosprawna dziennikarka. Udało jej się dotrzeć na sam szczyt dziennikarskiego nieba, pokazując tym samym, że jej ułomność nie była przeszkodą w osiągnięciu sukcesu. Zdobywa kolejne rzesze fanów i uznanie kolegów po fachu, przeprowadzając śmiałe wywiady i podejmując odważne tematy. Jej mąż Michael Silverman to światowej sławy koszykarz, który w swojej fantastycznej karierze zdobył wszystko co było do zdobycia, jednak nadal odnajduje w sobie pasję i chęć do gry. Mimo, że u kolegów z drużyny ma ksywkę „staruszek”, wciąż wierzy, że ma dużo do pokazania koszykarskiemu światu. Razem z Sarą wiodą szczęśliwe życie, wspierając się nawzajem. Pełnię szczęścia dopełnia świetna wiadomość – będą mieli dziecko. Niestety sielanka nie trwa dłużej niż kilka dni, ponieważ jak grom z jasnego nieba trafia do nich straszna diagnoza. Michael ma AIDS.
Oboje wiedzą, że to koniec kariery koszykarza, jednak postanawiają walczyć, mimo, że nie ma potwierdzonego skutecznego leku na przypadłość. Z pomocą przychodzi ich przyjaciel Harvey Riker. Prowadzi on klinikę, w której wraz ze swymi partnerami próbują opracować lek na HIV. Wszystko zmierza ku ogromnemu sukcesowi, zespół Rikera jest o krok od wynalezienia takiego leku. Jednak komuś zależy, aby ich wyniki nigdy nie wyszły na światło dzienne. Kolejni pacjenci, wyleczeni prawie w stu procentach zaczynają ginąć. Nikt nie jest bez winy, każdy jest podejrzany.
Ciekawe, choć nieinnowacyjne jest rozwiązanie, by od razu przedstawić nam morderce pacjentów. Oczywiście nie znamy jego zleceniodawcy, ale myślę, że sprytny czytelnik rozwiąże całą zagadkę na około 70 stron przed zakończeniem książki. Mimo, że jest lekko skomplikowane, to finalne rozwiązanie nie powinno nikogo zaskoczyć. Tak samo razi mnie pewna nieznajomość realiów, zwłaszcza niemożliwa w rzeczywistości była scena z porwaniem. Nie chcę Wam spoilerować, jednak widać w kliku scenach niedoświadczenie Cobena, pozostawiając lekki niedosyt.
Jednak na pierwszej stronie mamy notkę od autora, który.. nas przeprasza. Tak, przeprasza za tę książkę. Mówi, że był młodym, niedoświadczonym, dwudziestokilkuletnim człowiekiem, z dorobkiem jednej powieści, i mimo, że minęło ponad dwadzieścia lat od pierwszego wydania, to nie poprawił w niej kompletnie nic. Ponadto informuje nas, że jest wobec niej bardzo surowy, wie, że nie jest to jego najlepsza powieść. I tutaj, moi drodzy, Coben urósł w moich oczach jako autor dojrzały i znający swoją wartość. Lubię, gdy autor wykazuje dystans do siebie i nie chełpi się kolejną książką, jakby to był istny cud świata. Wielki szacunek dla autora.
Mimo swoich wad, jest to książka, którą chciałbym wszystkim polecić, zwłaszcza miłośnikom thrillerów medycznych, ale i nie tylko. Fabuła jest nieskomplikowana, każdy od razu da się jej porwać, bohaterowi są prawdziwi, jakby z krwi i kości, Coben świetnie ich wykreował, kierując nasze poszczególne uczucia do konkretnych bohaterów. I tak, każdy powinien polubić Michaela, mieć szacunek do Harveya, współczucie dla Cassandry, i oczywiście, chyba każdy znienawidzi pastora Sandersa. Wartka akcja ciągnie się przez całą książkę, nie ma chwili na odpoczynek, autor zafundował nam świetną rozrywkę. „Klinika śmierci” to ciekawa pozycja z którą czas minie Wam szybko i przyjemnie.
Wydawnictwo
Albatros
Rok wydania
9 listopada 2011
Liczba stron
512
Ocena
7/10